Reklama

Reklama

Konrad Szołajski: Satyra, seks i szatan

We wtorek 65 lat kończy Konrad Szołajski, reżyser komedii "Operacja Koza" oraz autor kontrowersyjnych dokumentów "I Bóg stworzył seks" i "Walka z szatanem".

Konrad Szołajski jest synem popularnego lektora Lucjana Szołajskiego

Konrad Szołajski to absolwent polonistyki Uniwersytetu Warszawskiego (1979). Jako stypendysta British Council studiował w National Film School w Beaconsfield, współpracował z BBC, dla której zrealizował w 1987 film krótkometrażowy "Welcome to Britain". Wrócił do Polski w 1989. W latach 1993-94 prowadził zajęcia z reżyserii filmowej w Katedrze Kultury Polskiej UW. W latach 1998-2002 był członkiem Rady Programowej TVP S.A. Jest synem popularnego lektora radiowego i telewizyjnego Lucjana Szołajskiego. 

Fabularnym debiutem Szołajskiego była zrealizowany w 1993 roku satyryczna komedia polityczna "Człowiek z...". "Ten film ma być testem na nasze poczucie humoru. Chcę za jego pomocą sprawdzić, czy nastały wreszcie czasy, w których normalnie i z dystansem moglibyśmy spojrzeć na siebie i nasze dzieje, nie oglądając się na zaborców, kościół czy cenzurę. Historia Polski składa się przecież wyłącznie z okresów objętych tematami tabu: za okupacji nie można było śmiać się z akowców, w czasie stanu wojennego - z opozycjonistów. Wierzę, że widz już oczekuje nowego spojrzenia na rzeczywistość, niezmąconego świadomością istnienia zakazów i autorytetów" - przekonywał reżyser.

Reklama

"Tytuł filmu celowo nawiązuje do 'Człowieka z marmuru' i 'Człowieka z żelaza' Andrzeja Wajdy. Szołajski wszakże nie zamierzał robić pastiszu dzieł mistrza. Zadowolił się delikatną kpiną, ostrze satyry kierując raczej w stronę mentalności ukształtowanej przez solidarnościowy etos i opozycyjną mitologię o wyraźnie katolickim zabarwieniu. W trakcie pracy nad 'Człowiekiem z...' Szołajski otwarcie deklarował się jako zwolennik 'anarchii artystycznej', nie uznającej żadnych tabu. Tym przekonaniom dał jednoznaczny wyraz w filmie, któremu już od premiery towarzyszyła aura skandalu. Reżyserowi zarzucano m.in. schlebianie tanim gustom oraz szarganie świętości, za którym stoi intelektualna i duchowa pustka" - czytamy w Internetowej Bazie Filmu Polskiego.

Kolejnym fabularnym dziełem Szołajskiego był dramat "Musisz żyć" - opowieść o ekipie telewizyjnej realizującej materiał o życiu pozornie szczęśliwej rodziny. O reżyserze głośno zrobiło się znowu za sprawą kolejnej komedii - szpiegowsko-erotycznej farsie "Operacja Koza". Głównym bohaterem filmu był grany przez Olafa Lubaszenkę genialny, choć bardzo pechowy naukowiec, który pragnie stworzyć preparat umożliwiający zamianę osobowości dwojga ludzi. Wynalazkiem zainteresowało się jednak KGB, które wysyła ze specjalną misją do Warszawy dawną agentkę, obecnie tancerkę Teatru Bolszoj (Ewa Gawryluk).

Reżyser przyznał, że tekst scenariusza powstał ze swoistego sprzeciwu wobec dominującego wtedy kina "moralnego niepokoju", które Szołajski uznawał za "podręcznik socjologii przełożony na obrazki". Widzowie zapamiętali jednak najbardziej plakat filmu, a którym Olaf Lubaszenko i Ewa Gawryluk zamieniają się nagimi ciałami.

Ostatnim fabularnym dziełem Szołajskiego pozostaje zrealizowana dekadę temu komedia "Kop głębiej" - opowieść o mazurskiej wsi, do której przyjeżdża pewien Niemiec szukający szczątków swych rodziców. "To obraz kontrowersyjny, ale prawdziwy. Jest trochę dramatyczny i trochę śmieszny" - mówił na premierze filmu wcielający się w seniora rodu Roman Kłosowski. "Ten temat jest głęboko obecny w naszej mentalności. Szkoda, że pojawia się pierwszy raz w historii naszej kinematografii. Po tylu latach powinno się ugryźć go w lekki sposób, w jaki zrobił to Konrad Szołajski" - dodawał kompozytor Krzesimir Dębski.

O wiele aktywniej reżyser działa na polu kina dokumentalnego. Szołajski ma na koncie m.in. "Sceny z życia kickbokserki" - opowieść o prywatnym życiu mistrzyni świata w kickboksingu Iwony Guzowskiej czy "Sztukę kochania według Wisłockiej" - historię fenomenu poradnikowego hitu o seksie Polaków. W ostatnich latach reżyser kręcił poruszające kontrowersyjne tematy dokumenty dla HBO.

W "I Bóg stworzył seks" Szołajski przepytał na intymne tematy uczestników rekolekcji prowadzonych przez o. Ksawerego Knotza.

Reżyser powiedział, że w trakcie pracy nad filmem zrozumiał, że seksualność i religijność nie wykluczają się wzajemnie. "Gdy bliżej poznałem bohaterów filmu zrozumiałam, że ich otwartość i szczerość związana jest właśnie z religijnością. Gdyby byli mniej wierzący, prawdopodobnie nie chcieliby tak bardzo się obnażać, mówić o swoim życiu seksualnym tak wprost. Tym trzem parom w szczerości pomaga pewnego rodzaju poczucie misji, przekonanie, że ich doświadczenia mogą komuś bardzo pomóc w życiu. O. Knotz pokazuje, że nauka Kościoła nie jest wbrew ludzkiej seksualności, przeciwnie - widzi w niej narzędzie budowania miłości i więzi" - mówił reżyser.

"Życie seksualne może być drogą do świętości. Wszelkie pieszczoty są moralne. To Bóg stworzył człowieka i nie ma na jego ciele miejsc lepszych i gorszych - wszystkie są święte" - dodawał o. Knotz po pokazie filmu Szołajskiego.

Kolejna współpraca Szołajskiego z HBO - "Walka z szatanem" - była historią trzech młodych kobiet, które wierzą, że są opętane, a pomocy szukają u egzorcystów. W pokonywaniu trudności bohaterki są wspierane przez najbliższych i księży.

W filmie pojawiają się przewodnicy duchowi, lekarze, a także rodziny, które wspierają bohaterki.  Reżyser poprzez wypowiedzi katolickiego księdza, psychiatry i historyka religii prezentuje różne punkty widzenia - ze zrozumieniem dla bohaterów pokazuje ich zmagania ze złem. "W 'Walce z szatanem' ważne były moje własne emocje. Gdy się dziwiłem, starałem się to zdziwienie przekazać widzowi. I w tym filmie właśnie moje własne zdumienie było podstawową kategorią, którą się kierowałem. Długo nie mogłem uwierzyć w to, co zobaczyłem" - zaznaczał Szołajski.

Ostatnim filmem Szołajskiego pozostaje zrealizowana w 2018 roku "Dobra zmiana", reklamowana jako pierwszy polski film dokumentalny o... dobrej zmianie. Jego bohaterkami są dwie kobiety, reprezentujące dwie strony politycznego podziału naszego kraju. Obserwujemy je w życiu codziennym, starając się zrozumieć, co i dlaczego je różni. Obie czują się patriotkami, tyle że dla Marty patriotyzm ma odcień narodowy i katolicki, a dla Tity - europejski i liberalny. Film jest ich intymnym portretem, a zarazem to rzetelny, społeczny dokument o współczesnej Polsce. Bohaterki filmu nic o sobie nie wiedzą, uczestniczą w manifestacjach po dwóch stronach barykady, odgrodzone barierkami i kordonem policji. Czy uda się kiedyś doprowadzić do tego, żeby mogły ze sobą porozmawiać?

Odbiorowi filmu towarzyszyła aura skandalu. Twórcy filmu "Dobra zmiana" zarzucili Krakowskiemu Festiwalowi Filmowemu stosowanie cenzury po tym, jak produkcja nie zakwalifikowała się do konkursu imprezy.

"Gdyby film Konrada Szołajskiego był dziełem wybitnym albo co najmniej wyjątkowym, zapomniałbym o tym, że nie spełnia podstawowych wymogów Krakowskiego Festiwalu Filmowego. Ale film Konrada Szołajskiego wybitny nie jest, mało tego - spotkał się z jednoznacznie negatywną oceną selekcjonerów i nie otrzymał tzw. rekomendacji, która obliguje mnie do zapoznania się z takim tytułem i rozważenia jego udziału w programie" - tłumaczył dyrektor krakowskiej imprezy, Krzysztof Gierat.

Szef Krakowskiego Festiwalu Filmowego zauważył jednak, że Szołajski "jako jedyny filmowiec zajął się w pełnometrażowym filmie dokumentalnym tematem naszego totalnego rozwarstwienia społecznego i poróżnienia politycznego".

INTERIA.PL
Dowiedz się więcej na temat: Konrad Szołajski

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje