Reklama

Reklama

"Kolejne 365 dni": Jest zwiastun erotycznego hitu

Właśnie pojawił się nowy zwiastun trzeciej części erotycznego hitu "365 dni". Produkcja zatytułowana "Kolejne 365 dni" trafi do oferty Netfliksa już 19 sierpnia. Platforma streamingowa udostępniła właśnie zwiastun filmu.

Właśnie pojawił się nowy zwiastun trzeciej części erotycznego hitu "365 dni". Produkcja zatytułowana "Kolejne 365 dni" trafi do oferty Netfliksa już 19 sierpnia. Platforma streamingowa udostępniła właśnie zwiastun filmu.
Anna-Maria Sieklucka znów zagra piękną Laurę, a Michele Morrone przystojnego Massimo /materiały prasowe

W filmie "Kolejne 365 dni" w głównych rolach powrócą największe gwiazdy cyklu: Anna Maria Sieklucka oraz Michele Morrone. Nie zabraknie również Simone Susinny w roli Nacho. Za kamerą ekranizacji ostatniej części trylogii Blanki Lipińskiej ponownie stanęli Barbara Białowąs oraz Tomasz Mandes.

Reklama

"Kolejne 365 dni": Pierwsze cztery minuty

Pod koniec lipca Netflix udostępnił pierwsze cztery minuty filmu "Kolejne 365 dni". Początek trzeciej części erotycznej serii utrzymany jest w funeralnym nastroju. Widzimy w nim bohaterkę Małgorzaty Lamparskiej, zwierzającą się postaci graną przez Natalię Siwiec.

"Tęsknię za nią. Zawsze się wspierałyśmy w najważniejszych momentach" - mówi zasmucona Lamparska. "Byłaby zmartwiona, widząc twoje łzy" - odpowiada bohaterka Siwiec. Możemy domyślać się, że coś złego stało się granej przez Annę-Marię Sieklucką Laurze Torricelli.

Równolegle śledzimy spotkanie dwóch sycylijskich rodzin, do którego dochodzi przy grobie Adriana Torricellego. "Konflikt między naszymi rodzinami będzie krwawy. I nikt na nim nie skorzysta. Stało się wiele złego. Dobrze nam zrobi, aby zapomnieć o tym nieprzyjemnym zdarzeniu" - mówi przywódca rywalizującej mafii do granego przez Michele'a Morrone'a Massimo Torricellego. 

"Powiem to tylko jeden raz: Sycylia jest moim terytorium. Już się tu nie pojawicie. Zadbam o to. Jeśli złamiecie zakaz, przemienię waszą śmieszną wysepkę w cmentarzysko" - odpowiada mężczyzna.

"365 dni. Ten dzień" hitem Netfliksa

Przypomnijmy, że poprzednia część erotycznej serii - "365 dni. Ten dzień" został największym przebojem w historii platformy streamingowej pośród nieanglojęzycznych produkcji.

"365 dni. Ten dzień" zadebiutował na antenie Netfliksa 27 kwietnia. Już w pierwszym tygodniu wyświetlania stał się najpopularniejszym tytułem na platformie streamingowej w 84 krajach. Z kolei w drugim tygodniu od premiery obraz Barbary Białowąs i Tomasza Mandesa zanotował ponad 27 milionów godzin odtworzeń. 

Ogółem w ciągu 19 dni na Netfliksie polska produkcja była oglądana przez 115 mln godzin na całym świecie. Już teraz jest to najlepszy rezultat w historii streamingowego giganta pośród nieanglojęzycznych, wyprodukowanych poza Ameryką, produkcji fabularnych.

"'365 dni' był jednym z najpopularniejszych filmów wśród naszych widzów w 2020 roku. Ściśle współpracujemy z Blanką Lipińską, autorką książkowej trylogii '365 dni' i scenarzystką filmu, aby kontynuować historię Laury i Massimo na ekranie. Ich wspólna podróż pełna jest zwrotów akcji, a postacie wciąż się rozwijają i coraz więcej się o sobie dowiadują" - tłumaczył Łukasz Kłuskiewicz, który w platformie Netflix odpowiedzialny jest za pozyskiwanie lokalnych treści w Europie Środkowo-Wschodniej.

Kolejne filmy będą luźno oparte na książkowej trylogii Blanki Lipińskiej, która współpracowała przy tworzeniu scenariusza autorstwa Mojcy Tirs.

Blanka Lipińska: Seks, seks i jeszcze więcej seksu

"To dla mnie zaszczyt i ogromna radość, że kolejne dwie części trylogii '365 dni' - 'Ten dzień' oraz 'Kolejne 365 dni' - stały się inspiracją dla filmowych scenariuszy, które zostaną zekranizowane przez Netflix. Jestem bardzo podekscytowana, że fani moich książek na całym świecie będą mogli śledzić dalsze losy Laury i Massimo, oraz poznać ich w nowych, świeżych i zaskakujących sytuacjach - komentowała autorka książek Blanka Lipińska

Pisarka jeszcze przed rozpoczęciem zdjęć zapowiadała, że w kolejnych dwóch częściach erotycznych przygód Laury i Massimo na widzów czeka kilka niespodzianek, ale jedna rzecz będzie w nich niezmienna: "Będzie seks, seks i jeszcze więcej seksu" - napisała w jednym z postów na temat nowych filmów Lipińska. Choć równocześnie wiadomo, że w scenariuszach kontrowersyjne treści z obu powieści zostaną nieco złagodzone.

"365 dni: Ten dzień": Nudne soft porno

Niezwykłej popularności filmu "365 dni: Ten dzień" towarzyszą druzgoczące recenzje. Jakub Izdebski nazwał dzieło Białowąs i Mandesa "przekładańcem sklejek montażowych i soft porno".

"Narzekam na fabułę, ale przecież nie o nią tutaj chodzi. Teoretycznie sednem filmu powinny być sceny seksu, ale one są pozbawione pasji i zaczynają szybko nużyć. "365 dni: Ten dzień" nie sprawdza się także jako 'guilty pleasure'. Za dużo tutaj nic niewnoszących, nudnych wypychaczy, by czerpać niezręczną radość z seansu. Chyba najboleśniejszy jest fakt, że film - poza absurdalnym finałem - jest pusty. Gdyby nie sceny seksu, można by puścić go w tle na zasadzie wygaszacza ekranu. Takie ładne widoczki z Sycylii i okolic. Jednak jeśli ktoś oczekiwał burzy hormonów, namiętności, właściwie jakichkolwiek emocji - trafił pod zły adres - Izdebski pisał w recenzji dla Interii.

Zachodni krytycy miażdżą "365 dni: Ten dzień"

Filmu "365 dni: Ten dzień" nie oszczędzili także zachodni krytycy.

Swój tekst o nowym filmie na podstawie bestsellerowej powieści Blanki Lipińskiej w "Variety" zamieściła Jessica Kiang. Dziennikarka nazwała film "gorącą ściemą" i bez litości zmiażdżyła jego fabułę.

Kiang wyśmiała rozwiązania fabularne, nazywając je godnymi "opery mydlanej". Napisała również, że film przypomina telenowelę, "która była emitowana na tyle długo, by uciec się do pomysłu fabularnego, który spowoduje u widza przewracanie oczami".

Jak zauważa Kiang, filmy z serii "365 dni" nie są nawet o seksie — są o rzeczach. Najważniejsze są garnitury, okulary przeciwsłoneczne, wille, wysokie obcasy i drogie samochody. "Beznadziejne wątki gwałtu i romansu mogą trwać te 365 dni, ale rzeczy? Rzeczy są wieczne" - dodała z przekąsem.

W podobnym tonie na temat filmu wypowiedziała się się Kate Erbland w tekście dla "Indewire". Dziennikarka skrytykowała produkcję za "sceny seksu rodem z 'Drużyny Ameryki', drewniane aktorstwo i fabułę cieniutką niczym kartka papieru". Recenzentka nazwała drugą część cyklu "dwugodzinnym romansem, który nie tylko przekracza granice dobrego smaku, ale po prostu je rozjeżdża, by stworzyć jeszcze bardziej problematyczny film, który jest na przemian zabawny i nudny".

INTERIA.PL
Dowiedz się więcej na temat: kolejne 365 dni

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL