Reklama

Kino polskie w 2019 roku: W cieniu gdyńskiego skandalu

Paweł Pawlikowski (L) przegrał Oscary, Agnieszka Holland (C) poległa w Berlinie, Bartosz Bielenia (P) został pominięty w Gdyni

Do sprawy odniosła się także TVP, która zarzuciła prezesowi SFP... cenzurę. "Bromski w wyniku politycznego nacisku i środowiskowej psychozy WYCIĄŁ kluczowe sceny nawiązujące do afery Amber Gold, wstawione już do filmu, który w końcu stycznia 2019 r. osobiście, z satysfakcją dostarczył i zaprezentował w Telewizji Polskiej" - pisano w oświadczeniu TVP. Ostatecznie "Solid Gold" wrócił do konkursu w ostatnim dniu festiwalu. Telewizja Polska przestała być producentem obrazu, a jej wkład miał zostać zwrócony.

Reklama

Od kontrowersji nie stroniła także gala rozdania nagród. Dawid Ogrodnik, wyróżniony za najlepszą rolę męską w "Ikarze. Legendzie Mietka Kosza", pozwolił sobie na uszczypliwości pod adresem jednego z nieprzychylnych mu krytyków. Wręczający nagrodę za charakteryzację Sebastian Fabijański zaapelował o tantiemy dla charakteryzatorów. Magdalenę Boczarską uznano za najlepszą aktorkę pierwszoplanową w "Piłsudskim", chociaż pojawiła się w nim tylko w kilku scenach.

Złote Lwy powędrowały nie do wybitnego "Bożego Ciała" Jana Komasy a zignorowanego w Berlinie "Obywatela Jonesa" Agnieszki Holland. Odbierając nagrodę, reżyserka stwierdziła, że polskie władze "są na wojnie z kulturą" i zarzuciła im próby cenzury.

W odpowiedzi obecny na gali wiceminister kultury Jarosław Sellin przypomniał, że 18 filmów obecnych w konkursie głównym uzyskało dotacje z PISF-u. "Tak więc wygląda ta cenzura w Polsce" - mówił o partyjnej wojnie.

Rok 2019 zapisał się w historii polskiego kina jako ostatni w działalności państwowych studiów filmowych: WFDiF, KADR, TOR, ZEBRA, KRONIKA oraz Studia Miniatur Filmowych. Zgodnie z decyzją Ministra Kultury i Dziedzictwa Narodowego miały one zostać połączone w jedną instytucję. "To racjonalne rozwiązanie, które popiera większość środowiska filmowego" - mówił wicepremier Piotr Gliński.

Wielu twórców krytykowało jednak jego decyzję. Wśród nich był Krzysztof Zanussi, który w Gdyni odebrał Platynowe Lwy za całokształt twórczości. "Bardzo mnie to boli, bo myślę, że wiele zrobiliśmy w przeszłości i mieliśmy jeszcze wiele pięknych planów, ale życie toczy się dalej" - stwierdził reżyser "Barw ochronnych". Studia połączono 1 października 2019 roku.

Obfity w skrajne wydarzenia rok zakończył się pozytywnym akcentem. 16 grudnia 2019 roku Amerykańska Akademia Filmowa ogłosiła listę dziesięciu obrazów, które mają szansę na nominację do Oscara w kategorii najlepszego filmu zagranicznego. Wśród nich znalazło się "Boże Ciało" Jana Komasy. Chociaż na początku lutego 2020 roku złota statuetka niemal na pewno trafi do południowokoreańskiego twórcy Joon-ho Bonga za jego "Parasite", polski film niewątpliwie zasłużył na postawienie go wśród najlepszych.

Komasa zachwycił widzów podczas 44. FPFF. Jego film otrzymał nagrody za reżyserię, scenariusz i drugoplanową rolę kobiecą dla Elizy Rycembel. Z niezrozumiałych powodów jury nie wyróżniło Bartosza Bieleni w kategorii aktora pierwszoplanowego. Mimo przewidywań, film nie otrzymał Złotych Lwów - co jest po prostu skandalem. "Boże Ciało" jest niewątpliwie najlepszym polskim filmem 2019 roku. Mam nadzieję, że pomyłka gdyńskiego jury zostanie naprawiona przy okazji rozdania Orłów w 2020 roku.

INTERIA.PL

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje