Karlowe Wary: szokujące słowa Stellana Skarsgårda
Tradycją festiwalu jest to, że z laureatami nagród specjalnych organizowane są otwarte dla publiczności spotkania, tak zwane "KVIFF Talks". Zwykle ma to formułę wspominkowej, sympatycznej i pełnej anegdot rozmowy pomiędzy prowadzącym a zaproszoną gwiazdą. Poniekąd tak też było z doświadczonym szwedzkim aktorem, który jednak w pewnym momencie wprawił widzów w osłupienie, a jego słowa - jeszcze tego samego dnia - cytowane były przez największe, nie tylko filmowe, media na całym świecie.
Zacznijmy od tego, że Skarsgård przyjechał do Karlowych Warów w podwójnej roli. Po to, by odebrać Kryształowy Globus za wybitny wkład artystyczny w światowe kino oraz w celu promocji ostatniego filmu, w którym się pojawił, czyli znakomitego, nagrodzonego niedawno w Cannes "Sentimental Value" w reżyserii Joachima Triera. I faktycznie, w trakcie spotkania sporo mówił o tej współpracy, w samych superlatywach wypowiadając się o Duńczyku jako o osobie, która obok talentu, potrafi stworzyć sprzyjające środowisko pracy.
Na takie względy u Skarsgårda najwyraźniej nie mógł liczyć nieżyjący już, wybitny szwedzki reżyser Ingmar Bergman. Panowie spotkali się w 1986 roku przy okazji wystawianej w Sztokholmie sztuki "Sen nocy letniej" Augusta Strindberga i najwyraźniej nie przypadli sobie do gustu.
"Był świetnym reżyserem, ale można go nazwać dupkiem. Caravaggio też pewnie był dupkiem, a malował świetne obrazy" - przekonywał Skarsgård, określając reżysera "Fanny i Aleksander" jako manipulatora i człowieka niezasługującego na szacunek.
Ale to jeszcze nic, bo w pewnym momencie rzucił, że Bergman podczas II wojny światowej był nazistą. "Był jedyną osobą, jaką znam, która płakała, gdy Hitler umarł" - przekonywał Skarsgård. Te słowa zelektryzowały publiczność i znalazły się w nagłówkach niemal wszystkich publikacji, jakie tuż po spotkaniu zaczęły zalewać internet.
Szwedzki aktor znany jest w środowisku filmowym z niewyparzonego języka i braku hamulców. Sam zresztą tego doświadczyłem, i to dwukrotnie, kiedy miałem okazję przeprowadzać z nim wywiad. Wzbudza to kontrowersje, ale jest też coraz rzadszym w dzisiejszych czasach wyjściem poza krąg poprawności politycznej i wyuczonych, oklepanych formułek, jakie usłyszeć można z ust sporej części, zwłaszcza hollywoodzkich, gwiazd.
Michael Douglas, Dakota Johnson, Peter Sarsgaard i Vicky Krieps
Pod względem medialności nic nie mogło równać się z show jakie dał Skarsgård, ale nie można zapominać, że w tym roku Karlowe Wary odwiedzili też inni znakomici goście. Wśród nich największą ekscytację wzbudził bez wątpienia Michael Douglas.
Osiemdziesięcioletni aktor, laureat dwóch Oscarów przyjechał do Czech z okazji pięćdziesiątej rocznicy filmu "Lot nad kukułczym gniazdem" Miloša Formana, którego wraz z Saulem Zaentzem był producentem. W związku z jego wizytą na festiwalu doszło również do bardzo sympatycznego wydarzenia, jakim była oficjalna wymiana statuetki, którą otrzymał tu w 1998 roku za wybitny wkład w światową kinematografię, na nową, odświeżoną.
Z kolei Nagrody Prezydenta Festiwalu podczas 59. edycji festiwalu w Karlowych Warach trafiły do trójki aktorów.
Wśród nich była Dakota Johnson, która błyszczała na czerwonym dywanie, wzbudzając ogromne zainteresowanie mediów. Amerykanka była jedną z bardziej zajętych gości w trakcie imprezy, bo do Karlowych Warów przyjechała aż z dwoma filmami. Pierwszym z nich byli "Materialiści" Celine Song, goszczący obecnie w polskich kinach. Drugim, przebój ostatniego canneńskiego festiwalu, czyli "Skomplikowani" Michaela Angelo Covino. Ta zwariowana komedia o dwóch parach i zmieniającej się dynamice między nimi zagości w naszych kinach w październiku, ale już teraz z czystym sumieniem mogę ją polecić.
Ostatnia dwójka uhonorowana nagrodami specjalnymi to Amerykanin Peter Sarsgaard oraz pochodząca z Luksemburga Vicky Krieps. Oboje mają ostatnio bardzo dobry zawodowy czas. Znany z "Obywatela Jonesa" czy "Batmana" aktor przed dwoma laty odebrał na festiwalu w Wenecji Puchar Volpi za główną rolę męską w filmie "Pamięć" Michela Franco (nota bene też obecnego w Karlowych Warach). Z kolei Krieps, zwyciężczyni Europejskiej Nagrody Filmowej sprzed trzech lat, pojawiła się ostatnio w kilku ważnych autorskich produkcjach. Jednym z nich jest "Słone lato" w reżyserii Rebeki Lenkiewicz, które 25 lipca trafi na ekrany polskich kin.

Karlowe Wary to miejsce, które kocha kino w każdej postaci
Skupienie opinii publicznej na gwiazdach nie umniejsza bardzo ciekawej filmowej selekcji jaką zaprezentowali organizatorzy festiwalu w Karlowych Warach, czego dowodem pełne sale kinowe na wielu projekcjach.
Wielkim hitem okazał się pokazywany w ramach seansów o północy klasyk, jakim jest "Hellraiser" Clive’a Barkera z 1987 roku. Bilety na te pokazy rozchodziły się jak świeże bułeczki. Widać, że Karlowe Wary to miejsce, które kocha kino w każdej postaci. Nie tylko autorskie, którego jest tu najwięcej, ale również to bardziej popularne czy komercyjne. Ta miłość jest zresztą odwzajemniona, bo kino najwyraźniej kocha też Karlowe Wary.
Kuba Armata, Karlowe Wary













