Urodzony 29 września 1994 roku Galitzine w młodości trenował grę w rugby i piłkę możną. Karierę sportową przerwała jednak kontuzja. Aktorstwo przyszło do niego przypadkiem. Po ukończeniu szkoły część jego znajomych brała udział w przesłuchaniu do sztuki wystawianej na festiwalu w Edynburgu. W castingu brała udział dziewczyna, która podobała się Nicholasowi. To ojciec namówił, by też spróbował swoich sił.
"Podczas przesłuchania wyszedłem przed teatr i zawołałem: 'co ja tu, kurczę, robię? Nie jestem aktorem, nigdy wcześniej tego nie robiłem, to głupie, powinienem wrócić do domu'. Tata przekonał mnie, że będzie to przynajmniej zabawne, nowe doświadczenie i prawdopodobnie będę żałować, jeśli tego nie zrobię" - wspominał w rozmowie z "The Last Magazine".
Galitzine dostał się do zespołu i wyjechał do Szkocji. Pracę młodych aktorów obserwowali przedstawiciele jednej z agencji aktorskich i niemal od razu zwrócili uwagę na młodzieńca. Zaproponowali mu kontrakt i tak zaczęła się jego droga na ekrany.

Nicholas Galitzine. Sławę dały mu filmowe romanse
Galitzine debiutował w 2014 roku, ale na ustach wszystkich znalazł się osiem lat później za sprawą melodramatu "Purpurowe serca". Aktor wcielił się w młodego chłopaka z konserwatywnej rodziny, który chcąc uciec przez mroczną przeszłością, zaciąga się do armii. Nieoczekiwanie zakochuje się w Cassie (Sofia Carson), kelnerce, która marzy o karierze piosenkarki. Chociaż krytycy nie zostawili na filmie suchej nitki, widzowie wylewali morze łez podczas seansów. Produkcja znajdowała się przez kilka tygodni na szczycie światowych rankingów Netfliksa.
Kilka miesięcy później Galitzine podbił serca widzów oraz mediów społecznościowych rolą księcia Henry'ego Fox-Mountchristen-Windsora. W filmie "Red, White & Royal Blue", na podstawie książki o tym samym tytule, zagrał młodego arystokratę, który (mimo początkowej niechęci) nawiązuje romans z synem prezydenta USA.

Nicholas Galitzine. Nie chciał, by jego rodzice oglądali te sceny
Z kolei serialu "Mary i George" zagrał u boku Julianne Moore. Produkcja opowiadała o związku króla Anglii Jakuba I z George'em Villiersem (w tej roli Galitzine). Przystojny i charyzmatyczny, ale też naiwny młodzieniec zostaje wrzucony w środek uknutej przez matkę intrygi, która jest wymierzona w monarchę.
W serialu nie brakowało odważnych scen. Galitzine udał się na premierę serialu z rodzicami. Wcześniej uprzedził ich, że na ekranie pojawia się w intymnych sytuacjach zarówno z kobietami, jak i mężczyznami. "W pewnym sensie wpadłem w histerię, ponieważ nie ma nic bardziej niewygodnego, niż oglądanie swojego syna w łóżku z wieloma postaciami" - mówił w podcaście "Just for Variety".

Nicholas Galitzine o relacjach z ekranowymi partnermi
W 2024 roku na platformie Prime Video zadebiutował także film "Na samą myśl o tobie". Galitzine zagrał 24-letniego Hayesa Campbella, wokalistę najpopularniejszego boysbandu na świecie. Podczas spotkania z fanami poznaje 40-letnią Sophie (Anne Hathaway), która przyszła na koncert ze swoją córką. Młody piosenkarz i nieszczęśliwa rozwódka wdają się w płomienny romans.
Galitzine przyznaje, że ma szczęście do ekranowych partnerów. W rozmowie z "GQ" zaznaczył, że tej chemii nie byłoby bez dobrych relacji poza planem. Sam dba o to, by poznać swoich współpracowników, z którymi spędza często kilka miesięcy. Dotyczy to zresztą całej ekipy filmowej. Dodał przy tym, że jest "całkiem dobry w tworzeniu społeczności na planie".
"Daję więc moim partnerom dostęp do siebie i mam nadzieję, że oni też otworzą się przede mną. Porozmawiajmy na przykład o 'Na samą myśl o tobie'. Chodzi mi o to, że Annie i ja musieliśmy zagrać kilka bardzo intymnych scen, w których jesteśmy w zasadzie nadzy w łóżku i musi istnieć między nami więź oraz zaufanie. Myślę, że gdybyśmy się przed sobą nie otworzyli, stworzyłoby to napięcie w scenie, które nie byłoby przydatne. W aktorstwie chodzi o więzi międzyludzkie. Dosłownie do tego się to sprowadza. I czuję, że jeśli tego nie masz, jeśli tworzysz bariery między sobą, to nigdy nie będzie to tak przekonujące" - tłumaczył.

Nicholas Galitzine musiał zmienić swoje ciało do roli He-Mana
Galitzine musiał poświęcić dużo czasu na treningi, by dorobić się sylwetki He-Mana. "To bardzo onieśmielające - powiedzieć aktorowi, że będzie najpotężniejszym mężczyzną na świecie" - mówił reżyser Travis Knight na premierze "Władców Wszechświata". "To oznacza potężne barki. To oznacza gigantyczne bicepsy. To oznacza szeroką klatkę piersiową i kaloryfer na brzuchu. Kto zgodziłby się na coś takiego? A mój kumpel Nick zaakceptował to. Musiał całkowicie zmienić swoje ciało. Jest niezwykłym aktorem, ale nikt nie widział go nigdy jako bohatera kina akcji. [...] Nick ma wszystkie cechy, których oczekujemy od He-Mana. Jest wrażliwy, charyzmatyczny, ma urok i dowcip. Musiał tylko wyrobić sobie mięśnie".
Podczas tego samego wydarzenia aktor zdradził, że moment, w którym mógł zrezygnować z diety, był jednym z najpiękniejszych w jego życiu. "Poszedłem trzy tygodnie temu na casting i reżyser powiedział: 'nie ma potrzeby, żebyś był w takiej formie. Możesz jeść, co chcesz, i przestać podnosić ciężary'. To była muzyka dla moich uszu. [...] To trochę depresyjne. Wyrobienie mięśni wymaga długiej pracy, a potem wszystko znika tak szybko" - śmiał się w rozmowie z "Variety".
Galitzine'a zobaczymy w najbliższym czasie w "The Mosquito Bowl" u boku Nicolasa Cage'a. Aktor powróci także w kontynuacji "Red, White & Royal Blue". Zdjęcia do filmu zakończyły się w marcu 2026 roku.










