Reklama

John Wayne: Ikona kina homofobem i rasistą?

W Stanach Zjednoczonych trwa burza z powodu wywiadu, którego niemal 50 lat temu udzielił John Wayne. Znany z westernów i filmów wojennych aktorów używa tam określeń homofobicznych, a treść niektórych z jego wypowiedzi jest pogardliwa wobec mniejszości narodowych. Oburzeni tymi słowami żądają usunięcia jego imienia z nazwy kalifornijskiego lotniska.

John Wayne w filmie "Rio Lobo"

W wywiadzie dla magazynu "Playboy" z maja 1971 roku Wayne mówi między innymi: "Nie możemy nagle paść na kolana, wywrócić wszystkiego do góry nogami i oddać władzy czarnym. Jestem zwolennikiem białej supremacji póki czarni nie zostaną nauczeni odpowiedzialności".

Reklama

Gdy przeprowadzający wywiad spytał, czy Wayne uważa siebie za osobę kompetentną do wskazywania, kto jest nieodpowiedzialny lub ma za małe doświadczenie, by sprawować ważne stanowisko, aktor odpowiedział: "Nie. Ale środowisko naukowe opracowało testy determinujące, którzy czarni są dostatecznie wyposażeni intelektualnie".

W dalszej części wywiadu Wayne wypowiada się na temat zmian w Hollywood: "Kiedyś filmy kręcono dla całej rodziny. Teraz, te śmieci, które co wypluwają wytwórnie... Jestem pewny, że za dwa albo trzy lata Amerykanie będą zupełnie zmęczeni tymi perwersyjnymi filmami".

Gdy zostaje zapytany o jakie filmy dokładnie mu chodzi, Wayne zawiera w swojej odpowiedzi homofobiczne stwierdzenie: ""Swobodny jeździec", "Nocny kowboj" - coś w tym rodzaju. Nie uważasz, że cudowna miłość dwóch facetów w "Nocnym kowboju", tych dwóch p*****w, kwalifikuje się [do miana perwersyjnego filmu]"?

Wayne podzielił się także swoimi przemyśleniami na temat rdzennych Amerykanów. Przyznał, że kolonizację Stanów uważa za "kwestię przetrwania". Nie widzi także powodów, dla którego rząd miałby wypłacać potomkom Indian jakiekolwiek odszkodowania lub wypłacać im zapomogi.

Na wywiad trafił Michael Hiltzik, laureat Pulitzera i dziennikarz "Los Angeles Times". W pierwszej kolejności przywołał on słowa spadkobierców aktora: "Osądzanie kogoś, kogo już z nami nie ma i nie może się bronić, za słowa wypowiedziane prawie 50 lat temu jest niesprawiedliwe".

Dziennikarz nie zgadza się z nimi. Wskazuje, że wywiad ukazał się w 1971 roku, czyli w czasie głębokich kulturowych i społecznych zmian w Hollywood i w Stanach Zjednoczonych. Według niego obraźliwe słowa Wayne'a były wyrazem strachu i tylko podkreślały jego skrajne poglądy.

Hiltzik zaapelował także o zmianę nazw jednego z kalifornijskich lotnisk, które nosi imię Wayne'a od czasu śmierci aktora w 1979 roku. Dziennikarz wskazuje, że hrabstwo Orange, gdzie znajduje się kompleks, nie podziela poglądów aktora. Przypomniał także, że Wayne nie był osobą zasłużoną dla okolicy - nadanie lotnisku jego imienia było jednym z warunków, jakie postawili republikańscy politycy, gdy mieli zgodzić się na jego rozbudowę.

W obronie swojego ojca wypowiedział się syn aktora - 57letni Ethan Wayne, prezes walczącej z rakiem organizacji John Wayne Cancer Fundation. W wywiadzie dla CNN przypomniał on, że wywiad trwał ponad osiem godzin, więc w wersji skróconej niektóre z wypowiedzi mogą być wyrwane z kontekstu.

Syn Wayne'a uważa także, że niektóre z obraźliwych określeń zostały zasugerowane przez osobę przeprowadzająca wywiad, a aktor bezwiednie powtarzał je - tak miało być w przypadku terminu "białej supremacji". Przyznaje jednak, że cześć zwrotów użytych przez jego ojca to okropne słowa, które nigdy nie powinny paść.

Ethan Wayne nie zgadza się jednak na zmianę nazwy lotniska. Uważa, że patronat został przyznany w ramach uznania dla osoby jego ojca, a jeden wywiad nie może kłaść się cieniem na jego dziedzictwie.


INTERIA.PL

Reklama

Dowiedz się więcej na temat: John Wayne | cnn | rasizm | homofobia

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje