Reklama

Jestem dumna z "Senności"

- Jestem dumna, że to jest właśnie mój drugi film - mówiła w czasie konferencji Magdalena Piekorz. Dziś wieczorem odbędzie się w Krakowie premiera "Senności" z udziałem twórców.

Od czasu filmu "Pręgi", fabularnego debiutu Magdaleny Piekorz, którym reżyserka triumfowała na festiwalu w Gdyni, minęły cztery lata. Od tego czasu walczyła o kilka projektów, w końcu udało się zrealizować "Senność" na podstawie powieści i według scenariusza Wojciecha Kuczoka.

Reklama

"Senność" po raz kolejny gromadzi ekipę, która stała za sukcesem pierwszego filmu. Oprócz Kuczoka, na planie pojawił się operator Marcin Koszałka, kompozytor Adrian Konarski, montażysta Wojtek Mrówczyński, a także aktorzy, jak Michał Żebrowski czy obecna na spotkaniu z dziennikarzami Joanna Pierzak.

Tegoroczna Gdynia czekała na kolejny film Piekorz z niecierpliwością, a przyjęła go raczej chłodno. Czy słusznie? To już osobna kwestia, bo można się zastanawiać, czy nie zadziałała tu gorąca atmosfera samego festiwalu. Twórcom zarzucano przede wszystkim literackość dialogów. I może faktycznie Piekorz chwilami nazbyt zaufała pióru swojego scenarzysty niż własnej filmowej intuicji i uchu, bo jak sama twierdzi jest "bardziej słuchowcem niż wzrokowcem".

Jednak trudno odmówić całej ekipie umiejętności odnalezienia wspólnego języka. Widać, że spotkali się ludzie o podobnej wrażliwości, co często podkreślają w rozmowach. W najnowszym filmie Piekorz zwraca uwagę dość interesująca aktorska mieszanka. Z jednej strony Żebrowski partnerujący Małgorzacie Kożuchowskiej, szerszej publiczności znanej raczej z ról serialowych niż teatralnych, podobnie jak Bartosz Obuchowicz. Do tego stojący raczej na uboczu blasku reflektorów polskiego show biznesu Rafał Maćkowiak i Krzysztof Zawadzki. A na dokładkę epizod Weroniki Rosati.

- Muszę przyznać, że to była moja obsada marzeń - stwierdziła w czasie spotkania reżyserka - Ja nie rozróżniam aktorów na tych serialowych i nie. Małgorzatę Kożuchowską kojarzyłam na przykład ze spektakli Jerzego Jarockiego. Początkowo jej bohaterkę wyobrażałam sobie jako delikatną brunetkę w typie Agnieszki Grochowskiej, jednak na zdjęciach próbnych okazało się, że nikt inny lepiej tego nie zagra.

Krzysztof Zawadzki rolę pisarza Roberta miał już zagwarantowaną od początku. Z Magdaleną Piekorz współpracował wcześniej przy "Łucji szalonej" w Teatrze im. Słowackiego w Krakowie. Teraz przyznał, że poznał dwie twarze Piekorz.

- Na etapie pracy nad tekstem współpraca z Magdą niczym się nie różni, to ta sama metoda analizy - mówił - Gdy jednak zjawiłem się na planie, byłem bardzo zaskoczony, bo zobaczyłem inną Magdę? Wiadomo, dni zdjęciowe bywają różne.

- Raz Marcin Koszałka powiedział, że przy Magdzie nie ma co mówić "tak chcę", można co najwyżej negocjować - dodał ze śmiechem Konarski.

Jednak wszyscy aktorzy rozpływali się w pochwałach nad metodą pracy i zdecydowaniem działań Piekorz, a ta nie pozostawała im dłużna, mówiąc na przykład o Zawadzkim, że to nasz "współczesny Gregory Peck".

W czasie rozmowy z twórcami trudno było ominąć wątki krakowsko - śląskie. Zarówno Kuczok, jak i Piekorz wychowali się bowiem na Śląsku i ich twórczość wpisana jest w ten region Polski. Podobnie jak Joanna Pierzak, która pochodzi z Bytomia.

- Moją postać budowałam na osobie, którą bardzo dobrze znam. Kobiecie, która pochodzi właśnie z takiej rodziny żyjącej na Śląsku - mówiła w czasie spotkania, opowiadając, jak bardzo przeżywała fakt, że będzie musiała nosić perukę - Bałam się, że będzie to wyglądać sztucznie i wyjdzie "film o czapce", jak to często w takich przypadkach bywa.

Jak przyznała reżyserka, wiele postaci w filmie jest wyjętych z rzeczywistości. Podobnie jak miejsca akcji. Wątek Bystrego (Obuchowicz) i Adama (Maćkowiak) rozgrywa się w Katowicach - Bogucicach, gdzie ona sama się wychowała. Z kolei Marcin Koszałka, Krzysztof Zawadzki czy Adrian Konarski to artyści bardzo mocno związani z Krakowem.

- Zresztą ja też kiedyś zdawałam do krakowskiej szkoły teatralnej, ale się nie dostała i pamiętam, że bardzo to przeżyłam - opowiadała reżyserka - Teraz współpracuję z Teatrem im. Słowackiego, więc po części już jestem Krakuską.

Konarski stwierdził, że nie spodziewał się na początku, jak wielkim wyzwaniem będzie napisanie muzyki do wielowątkowej opowieści. W czasie spotkania kompozytora pytano zwłaszcza o inspiracje "Requiem" Mozarta w związku z pojawiającym się w fabule motywem śmierci.

- Myślałem o tym utworze przede wszystkim w finale - mówił Konarski - Jednak stwierdziłem, że musi on być dwudzielny tak, by ostatecznie pojawiło się w nim światło, nadzieja, która według mnie jest też obecna w filmie.

- To jeden gigantyczny utwór muzyczny - stwierdziła natomiast Piekorz - Muzycznymi korzeniami sięgający do kompozycji symfonicznych.

Czy ekipa "Pręg" i "Senności" spotka się po raz kolejny?

- Lubimy ze sobą współpracować i stawiać sobie nawzajem wyzwania - stwierdziła Piekorz - Byłoby niebezpiecznie, gdyby okazało się, że "Senność" jest podobna do "Pręg", bo oznaczałoby to, że nie idziemy dalej. Czy powstanie coś nowego? Zobaczymy. Zbieramy się wtedy, gdy czujemy, że mamy coś do powiedzenia.

Martyna Olszowska, Kraków

INTERIA.PL

Reklama

Dowiedz się więcej na temat: Kraków | \ Film | Krzysztof Zawadzki | film | piekorz

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje