Najnowszy film Stevena Spielberga, "Dzień objawienia", opowiada o kontakcie ludzkości z cywilizacją pozaziemską. Oficjalny opis produkcji brzmi:
"Gdybyście się dowiedzieli, że nie jesteśmy sami, gdyby ktoś wam to pokazał, udowodnił, czy to by was przeraziło? Tego lata prawda należy do siedmiu miliardów ludzi. Zbliżamy się do... 'Dnia objawienia'".
W rolach głównych wystąpili: Emily Blunt, Josh O'Connor, Colin Firth, Eve Hewson, Colman Domingo, Wyatt Russell i Henry Lloyd-Hughes.
Spielberg stworzył tę historię science fiction we współpracy ze scenarzystą Davidem Koeppem, z którym pracował wcześniej m.in. nad serią "Park jurajski" oraz filmem "Indiana Jones i Królestwo Kryształowej Czaszki". Każdy film ma swoje tajemnice, a każda produkcja kieruje się własnymi zasadami - czasem naprawdę dziwnymi dla osób z zewnątrz.
"Dzień objawienia": Zakazane słowo na planie
Koepp zdecydował się unikać słowa "obcy". Według niego termin ten stał się nadużywany w gatunku, a jego pominięcie miało sprawić, że widzowie potraktują film poważniej. Skąd taka decyzja? Słowo "tonabrało z biegiem lat dodatkowych znaczeń, szczególnie w kontekście politycznym i dyskusji o imigracji.
"Ponieważ wtedy łatwiej nie traktować tego tak poważnie. 'Obcy' ma też drugie znaczenie w kontekście imigracji. I nie chcieliśmy, żeby ktokolwiek mógł cokolwiek zbyć lub się rozpraszać" - stwierdził David Koepp. Zamiast tego postanowiono korzystać z określenia "nie-ludzkie formy życia biologicznego".
Produkcja cieszy się ogromnym zainteresowaniem. Budżet filmu wyniósł 115 milionów dolarów, a już pierwszy weekend po premierze przyniósł globalnie 93,9 mln dolarów zysku (wpływy z kin w USA wyniosły 44 mln).











