Reklama

Hugh Grant rezygnuje z kina?

Hugh Grant ("Był sobie chłopiec", "Dwa tygodnie na miłość") zaszokował swoich fanów wyznaniem, iż zastanawia się nad porzuceniem występów na wielkim ekranie. Aktor twierdzi, że występowanie w wysokobudżetowych produkcjach zbyt go przeraża. Na razie gwiazdor występuje w filmie "W pogoni za rozumem" - kontynuacji wielkiego przeboju "Dziennik Bridget Jones".

43-letni Grant przyznaje, że z wiekiem udział w realizacjach przychodzi mu z coraz większym trudem.

Reklama

"Sama myśl o kręceniu dużych filmów jest teraz dla mnie straszna" - wyjawił aktor.

"Trzeba być człowiekiem o bardzo specyficznej osobowości, by wystąpić w filmie, który potem trafia jednocześnie do 2 i pół tysiąca kin. Po premierze cały świat zaczyna roztrząsać, ile podczas pierwszego weekendu taki film przyniósł pieniędzy. Dla mnie to udręka" - dodał Brytyjczyk.

"W ciągu ostatniego roku odczuwałem spore zmęczenie. Obecnie nie mam specjalnej ochoty na to, by wystąpić w jakimś filmie, a potem jeździć po świecie i go promować. Nie wiem, co przyniesie przyszłość" - stwierdził Hugh Grant.

"Być może taka decyzja oznaczałaby odrzucenie wszystkiego, na co pracowałem przez ostatnich dziesięć lat, lecz równie dobrze może być to dla mnie najlepszy wybór w obecnej sytuacji" - ciągnął wykonawca.

Grant rozwiązał także firmę produkcyjną Simian Films, której współpartnerką była jego dawna przyaciółka, Elizabeth Hurley ("Kto pierwszy, ten lepszy!").

"Niczego już nie produkuję. Nie jestem tym zainteresowany. Elizabeth Hurley i ja nie dyskutujemy już na temat nowych projektów" - potwierdził aktor.

Najnowszy ukończony film z udziałem Hugh Granta, romantyczna komedia "To właśnie miłość", trafi na polskie ekrany 21 listopada.

INTERIA.PL

Reklama

Dowiedz się więcej na temat: Hugh Grant | Bridget Jones | miłość | aktor | film | grant

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje