Hollywood szkodzi zdrowiu!!!

Hollywood może zaszkodzić twojemu zdrowiu i propaguje rozwiązłość. Do takiego wniosku doszli naukowcy, którzy stwierdzili, że kasowe hollywodzkie hity portretują sceny seksu oraz zażywania narkotyków, nie informując o możliwych konsekwencjach takich zachowań.

Grupa australijskich naukowców pod wodzą dr Hasanthy Gunaskery przestudiowała listę 200 najlepiej sprzedających się filmów wszech czasów, która została zamieszczona na stronie "Internet Movie Database" we wrześniu 2003 roku.

Reklama

Naukowcy wykluczyli filmy animowane, filmy oznaczone kategoriami G (bez ograniczeń) i PG (niewskazane dla małych dzieci) oraz filmy, które powstały przed pojawieniem się AIDS w 1983 roku.

Z 87 pozostałych filmów 28 zawierało sceny seksu (w sumie w badanych filmach naukowcy dopatrzyli się 53 "zbliżeń").

Tylko jeden film, "Pretty Woman" z 1990 roku, w którym Julia Roberts gra prostytutkę, zawierał "sugestię użycia prezerwatywy, która była jedynym odniesieniem do jakiejkolwiek formy kontroli narodzin".

"W żadnym z filmów nie było wzmianki na temat konsekwencji uprawiania seksu, takich jak niechciana ciąża czy HIV" - stwierdzili naukowcy na łamach Journal of the Royal Society of Medicine.

Filmem, w którym odnotowano najwięcej scen seksu, jest "American Pie 2", zawierający siedem niebezpiecznych zbliżeń, których jedyną konsekwencją było "publiczne zawstydzenie".

Z kolei słynny "Nagi instynkt" z 1992 roku zawiera sześć scen seksu, żadnej informacji na temat kontroli narodzin, choć przez cały film widmo śmierci od noża do lodu było, wedle naukowców, pewną forma groźby.

Za rozwiązłość dostało się nawet Jamesowi Bondowi. W filmie "Śmierć nadejdzie jutro" z 2002 roku naukowcy doliczyli się trzech scen seksu, jednak "każda z nowym partnerem, bez prezerwatyw, bez kontroli narodzin, bez żadnych konsekwencji". Bond jednak nie zażywał narkotyków.

8% filmów ilustrowało bowiem zażywanie marihuany, a 7% innych narkotyków, "nie wymagających injekcji".

Ponad połowa filmów z marihuaną (52 %) pokazywała jej zażywanie jako coś pozytywnego. W pozostałych przypadkach użycie marihuany było przedstawione neutralnie.

Bohaterowie palili papierosy w 68% filmów, zaś alkohol spożywany był w 32% analizowanych obrazów.

Tylko jedna czwarta badanych filmów była zupełnie wolna od takich zachowań, jak: przypadkowy seks, zażywanie narkotyków, palenie papierosów i picie alkoholu.

"Przemysł filmowy powinien odważyć się na pokazywanie bezpiecznego seksu i opisywanie realnych konsekwencji wynikających z przypadkowych kontaktów seksualnych oraz zażywania narkotyków" - tak brzmi konkluzja australijskich badaczy.

Adam Smith, publicysta brytyjskiego miesięcznika filmowego "Empire", stwierdził w odpowiedzi, że zadaniem Hollywoodu nie jest "bycie moralnym ani socjalnym strażnikiem".

Wtóruje mu Paul Grainge z Institute of Film and Television Studies na Uniwersytecie w Nottingham.

"Myślę, ze obwinianie Hollywoodu za rozwiązłość seksualną ery AIDS to fikcja" - napisał Grainge.

"Hollywood w równym stopniu odpowiada za panujące obyczaje, co je po prostu tworzy" - zakończył.

Dowiedz się więcej na temat: rozwiązłość | zdrowie | sceny | filmy | naukowcy | film | Hollywood | szkodzi

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje