Hayden Christensen kończy właśnie 45 lat. Ten pochodzący z Kanady aktor zdołał wzbudzić w widzach zarówno ogromną miłość, jak i wielką niechęć. Wszystko za sprawą roli Anakina Skywalkera, która - paradoksalnie - prawdopodobnie zniszczyła mu karierę.
Christensen nigdy nie marzył o byciu aktorem, ale został dostrzeżony już w wieku 8 lat, gdy wystąpił w reklamie Pringlesów. Kilka lat później regularnie pojawiał się w serialach telewizyjnych. Swoją pierwszą główną rolę otrzymał w produkcji "Szkoła przetrwania" (emitowanej także w Polsce), gdzie wcielił się w nastoletniego gwiazdora futbolu trafiającego do placówki dla trudnej młodzieży.
W 2000 roku świat obiegła informacja, że aktor zagra kultową rolę Anakina Skywalkera w II i III epizodzie trylogii prequeli "Gwiezdnych wojen". Został wybrany spośród ponad 1500 kandydatów przez samego George'a Lucasa, który uznał, że młody aktor będzie idealnie pasował do Natalie Portman.
Choć Hayden świetnie bawił się na planie - szczególnie podczas kręcenia scen walk, kiedy nie mógł powstrzymać się przed imitowaniem dźwięków wydawanych przez miecze świetlne - odbiór jego kreacji był fatalny. Widzowie nie polubili rozchwianego emocjonalnie młodzieńca kuszonego przez Ciemną Stronę Mocy, a aktor "uhonorowany" został Złotymi Malinami za najgorsze role drugoplanowe.
Z każdym kolejnym rokiem Christensen coraz bardziej oddalał się od Hollywood. W wywiadzie dla "Los Angeles Times" z 2015 roku przyznał, że nie czuł się dobrze ze sławą zdobytą dzięki gwiezdnej sadze.
"Miałem wrażenie, że poszczęściło mi się z 'Gwiezdnymi wojnami', które dały mi wiele możliwości i karierę, ale wydawało mi się też, że za bardzo na to nie zapracowałem. Nie chciałem po prostu płynąć z prądem" - tłumaczył.
"Malinową passę" podtrzymał kolejną rolą - w dramacie "Przebudzenie". Wcielił się tam w mężczyznę z chorobą serca, który podczas transplantacji doświadcza stanu świadomości operacyjnej. O tym, że w tę kreację również nie włożył całego serca, świadczyła kolejna nominacja do Złotej Maliny (wspólnie z Jessicą Albą w kategorii "najgorsza para").
Życie prywatne aktora również było pełne zwrotów akcji. W 2007 roku, na planie filmu sci-fi "Jumper", poznał Rachel Bilson. Para ogłosiła zaręczyny w 2008 roku, by odwołać je dwa lata później, jednak po kilku miesiącach rozłąki aktorzy wrócili do siebie. 29 października 2014 roku na świat przyszła ich córka, Briar Rose. Imię to było hołdem dla miłości rodziców do filmów Disneya - w "Śpiącej Królewnie" księżniczka Aurora przybiera imię Briar Rose (Różyczka), gdy wróżki ukrywają ją przed czarownicą Maleficent. Związek Christensena i Bilson rozpadł się ostatecznie we wrześniu 2017 roku. Przyczyną zakończenia trwającej dekadę relacji miały być różnice charakterów: przebojowość Rachel zderzyła się z introwertyczną naturą Haydena.
Nagła zmiana w karierze
Po latach aktor w końcu doczekał się zasłużonych owacji. W 2017 roku pojawił się na obchodach 40-lecia "Gwiezdnych wojen", gdzie fani powitali go niezwykle ciepło. Jak zauważyła Joanna Robinson z "Vanity Fair", widzowie, którzy dorastali wraz z prequelami, nie odebrali jego występu negatywnie. Pozytywny obraz Anakina utrwalił także serial animowany "Wojny klonów" oraz niedawna produkcja "Ahsoka".
Widzowie nie mają wątpliwości, że w nowym serialu Christensen zagrał o wiele lepiej niż 20 lat temu. Swój zachwyt wyrazili w mediach społecznościowych:
"Dziękujemy, Hayden Christensen. Mam nadzieję, że wiesz, jak bardzo Cię kochamy. Żegnaj, Skyguy", "To zdecydowanie jedno z najlepszych ujęć z Gwiezdnych Wojen w ogóle. Hayden Christensen jest idealny", "Po wszystkich zniewagach, jakie spotkały go w prequelach i okropnych rzeczach w 'Kenobim', cieszę się, że dostał swoją chwilę, by zabłysnąć. #AnakinSkywalker".







!["Posłani" [trailer]](https://i.iplsc.com/000MSSXVVHREPCLY-C401.webp)


