"Kocha, lubi, szanuje" skupia się na życiu uczuciowym kilkorga bohaterów. Małżeństwo Cala (Steve Carell) i Emily (Julianne Moore) rozpada się, gdy ta przyznaje mu się do zdrady. Gdy mężczyzna próbuje się wyżalić w barze, spotyka kobieciarza Jacoba (Ryan Gosling). Ten bierze go pod swoje skrzydła i radzi, jak przekonać do siebie nowo poznane kobiety i dobrze wypadać na randkach. Sam próbuje jednak bezskutecznie zdobyć serce Hannah (Emma Stone), absolwentki prawa. Bohaterowie wplątują się także w życie uczuciowe innych osób, między innymi samotnej nauczycielki i nieśmiałej opiekunki.

Film, który powstał pod szczęśliwą gwiazdą
Na pomysł "Kocha, lubi, szanuje" wpadł Dan Fogelman, który wcześniej odpowiadał za fabuły popularnych animacji "Auta" i "Zaplątani". W 2009 roku zaczął rozwijać pomysł na film o życiu miłosnym grupy bohaterów. Tekst, który oparł na własnych doświadczeniach, napisał z myślą o Stevie Carellu, gwieździe serialu "The Office". Gdy aktor przeczytał scenariusz, zaraz zgodził się w nim zagrać. Z nim na pokładzie projekt zaraz trafił do preprodukcji. Założone przez Carella Carousel Production pomagała go sfinansować. Szybko zebrano gwiazdorską obsadę, a pierwszy klaps padł już w kwietniu 2010 roku.
"To najdziwniejsze doświadczenie w mojej karierze" - przyznał Fogelman w rozmowie z "Los Angeles Times". "Spodziewasz się, że coś zacznie się zaraz psuć. Tymczasem skompletowaliśmy obsadę złożoną z najsympatyczniejszych ludzi pracujących w przemyśle filmowym. Reżyserski duet okazał się fantastyczny we współpracy. Studio było zadowolone i wspaniale się dogadywaliśmy. Ten film powstawał pod szczęśliwą gwiazdą".
"Kiedy Dan Fogelman napisał scenariusz, nie nadał mu żadnego tytułu. W ogóle. To był 'niezatytułowany projekt Dana Fogelmana'" - zdradził Carell w rozmowie z "Entertainment Tonight" z 2026 roku. Tytuł nie pojawił się także w czasie prac na planie. "Każdy miał swój pomysł i nikt nie wymyślił nic dobrego. W końcu Warner Bros. stwierdził, że nazwie go 'Crazy, Stupid, Love' [przekładając z angielskiego: 'Szalona, głupia, miłość']. Pomyślałem... no, dobra". Aktor nie ukrywał, że nie był fanem tego pomysłu. Był jednak przekonany, że jeśli ich film okaże się dobry, nawet najgorszy tytuł nie będzie miał znaczenia. Osobiście wolał "Wingman" ["Skrzydłowy"], który nawiązywał do fabuły.

Ta scena doprowadziła Emmę Stone do histerii
W jednej z najbardziej znanych scen filmu Ryan Gosling i Emma Stone odtwarzają ikoniczny taniec Patricka Swayze'ego i Jennifer Grey z "Dirty Dancing". W programie Grahama Nortona ze stycznia 2017 roku gwiazda "La La Land" przyznała, że nie wspomina realizacji najlepiej. Wszystko za sprawą momentu, w którym Gosling unosił ją nad swoją głową. "Gdy miałam jakieś siedem lat, byłam na zajęciach z gimnastyki. Ćwiczyłam na poręczach zawieszonych mniej więcej dwa metry nad ziemią. Stałam na nich, a nauczycielka trzymała mnie za kostki. Nie wiem dlaczego, ale puściła mnie. Poczułam, że lecę do przodu [...] i spadłam na ziemię. Złamałam obie ręce" - wspominała Stone. "W czasie zdjęć wiedziałam, że Ryan ma mnie podnieść [na podobną wysokość]. Nie wiedziałam, że dostanę wtedy ataku paniki. Wszystko poszło bardzo źle".
Gosling użył barwnego porównania do opisania zaistniałej sytuacji. "Nie miałem wcześniej takiego doświadczenia, ale wydaje mi się, że gdyby opos spadł z drzewa prosto na moją głowę i próbował wydrapać mi oczy, byłoby to coś podobnego" - stwierdził aktor. Stone dodała, że zupełnie się załamała. "Rozsypałam się. Musiałam się położyć i obejrzeć 'Labirynt' w czasie płaczu'" - wspominała.
"Kocha, lubi, szanuje" nie tak "szalone i głupie" jak obiecywano?
"Kocha, lubi, szanuje" spotkało się z ciepłym przyjęciem ze strony widzów. Świadczyły o tym zadowalające zarobki, wynoszące 145 milionów dolarów na całym świecie. Także krytycy byli przychylnie nastawieni do produkcji. Wskazywano na bohaterów, których nie sposób nie polubić oraz lekkość, z jaką prowadzona jest fabuła. "Ten film przywołuje słodkogorzką magię pierwszych miłości, tych trwałych, tych utraconych i tych pomiędzy nimi" - napisała Betsy Sharkey z "Los Angeles Times". Niektórzy narzekali jednak, że amory przedstawione w fabule nie są tak "szalone" lub "głupie", jak obiecywał oryginalny tytuł. Szczególnie dobre recenzje zebrał Gosling, który za rolę Jacoba otrzymał nominację do Złotego Globu.










