Reklama

Gwiazda "BrzydUli" w filmie

Wiosną 2011 roku do kin wejdzie nowa komedia kryminalna Janusza Zatorskiego - "Kumulacja". Jedną z najważniejszych ról w filmie zagra Marek Włodarczyk, znany z "Kryminalnych" i "BrzydUli".

PAP Life: - "Kumulacja" to komedia kryminalna, czyli znów zagra pan w filmie związanym z policją. Co to będzie za rola?

Reklama

Marek Włodarczyk: - Tym razem nie będę policjantem. Gram prezesa loterii, który jest odpowiedzialny za kumulacje wszystkich wygranych, czyli 44 miliony. Jeżeli za tyle pieniędzy jest się odpowiedzialnym, to chyba ta rola jest poważna. Nie noszę munduru, noszę garnitur.

Pieniądze dają szczęście?

- Myślę, że tak, ponieważ w dzisiejszym materialnym świecie, bez pieniędzy na pewno ciężko żyć.

Ostatnio mieliśmy okazję zobaczyć dwie twarze Marka Włodarczyka. Twardy komisarz Zawada stał się spokojnym ojcem Uli Cieplak w 'BrzydUli'. Teraz znów poważna postać. W jakich rolach lepiej się pan odnajduje?

- Szczerze mówiąc lepiej się czuję w kinie akcji, gdzie rola wymaga adrenaliny. W tych spokojniejszych rolach, takich jak w przypadku 'BrzydUli", można powiedzieć, że odpoczywałem. To trwało przez pierwsze parę miesięcy, a potem myślałem o tym, żeby wrócić do czegoś mocniejszego.

To znaczy, że lżejsze produkcje, które nie wymagają dużych pokładów energii, są dla pana odpoczynkiem od pracy?

- Nie. Mimo wszystko uważam, że każda rola wymaga skupienia, przygotowania i przemyślenia. Nie można wejść przed kamerę i odbębnić robotę. Są role łatwiejsze i trudniejsze. Jest oczywiście różnica. W 'Kryminalnych; postać Zawady, była tak intensywna, że cały czas pracowałem na wysokich obrotach, a przy 'Kumulacji' na przykład czuję, że adrenaliny jest znacznie mniej. Natomiast zawsze, kiedy słyszę 'kamera' to włączam ten szybszy bieg.

Chciałby pan wrócić do "Kryminalnych"?

- Chciałbym na pewno robić coś w rodzaju 'Kryminalnych'. Jest jeden pomysł, na który czekamy.

Przeszedł pan specjalne szkolenia, żeby być wiarygodnym policjantem?

- Na początku mieliśmy spotkania z fachowcami. Chodziliśmy na przesłuchania. Ale ja miałem już tyle ról w kinie akcji, że te próby były po prostu kolejnym doświadczeniem. Język filmowy wygląda inaczej niż rzeczywistość. Widzieliśmy, jak ciężka i długa jest praca policjantów. Czasem potrzeba trzech lat, żeby rozwiązać jedną sprawę, a my mieliśmy na to tylko 45 minut. Bardzo przydało mi się to doświadczenie. Poznanie ludzi z policji było dla mnie wspaniałym przeżyciem.

Czy była jakaś rola w pana dorobku aktorskim, która dała panu największe przeżycie, doświadczenie i satysfakcję?

- Myślę, że każda rola taka jest. Zawsze powtarzam, że wszystko zależy od tego, z kim się pracuje. Od reżysera, od ekipy... To sprawia, że czegoś się uczymy, czegoś nowego doświadczamy. Myślę, że nie mogę wymienić żadnej konkretnej roli. Tu chodzi o ludzi. Uczymy się przecież przez całe życie.

Z Markiem Włodarczykiem rozmawiała Dominika Gwit (PAP Life).

INTERIA.PL/PAP

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje