"Jak daleko stąd, jak blisko" z 1971 roku to psychologiczna produkcja Tadeusza Konwickiego, która została zrealizowana według autorskiego scenariusza.
"Jak daleko stąd, jak blisko": wybitne dzieło Tadeusza Konwickiego. O czym opowiada film?
Bohaterem filmu jest czterdziestoletni Andrzej, który odbywa symboliczną podróż w przeszłość. Ma nadzieję, że dzięki niej uda mu się wyjaśnić przyczyny śmierci jego przyjaciela Maksa. W ślad za Andrzejem podąża grupa zagadkowych przebierańców w strojach chochołów i aktor Włodek. Podczas onirycznej wędrówki bohater spotyka widma osób, z którymi był niegdyś związany. Są wśród nich m.in. partyzancka miłość Musia (Maja Komorowska), rodzice, pierwsza żona Joasia i towarzysz dziecięcych zabaw Szloma.
W filmie wystąpili znakomici polscy aktorzy, w tym Andrzej Łapicki, Gustaw Holoubek, Maja Komorowska, Anna Dymna, Ewa Krzyżewska, Edmund Fetting, Zdzisław Maklakiewicz czy Piotr Pawłowski.
Produkcja nie ma klasycznie rozumianej akcji; twórca balansuje na granicy jawy i snu, kładąc przede wszystkim nacisk na nastrój, osobisty charakter i nietypowy sposób opowiadania. Konwicki zrezygnował z chronologii oraz logicznego ciągu przyczynowo-skutkowego, przez co wielu widzów uznało film za trudny w odbiorze.
Jednym z tematów opowieści jest chaotyczna, nieuporządkowana pamięć oraz jej nieobiektywność. Autor czerpie ze swoich wspomnień, budując coś w rodzaju hipotetycznego przebiegu zdarzeń. Dodatkowo film ma dwa warianty zakończenia, co można odczytywać jako nieustanną szansę na odmienienie własnego losu.
"Geneza tego filmu jest taka sama, jak geneza innych moich filmów, jakie zrealizowałem, i książek, jakie napisałem. Myślę, że to zapis dokonany w mojej świadomości jest głównym impulsem twórczym. A ten impuls jest warunkowany po prostu tym, że żyjemy w kraju, w którym ludzie bardzo dużo przeżyli. Wobec tego człowiek z tego obszaru geograficznego odczuwa nieustanną potrzebę konfrontowania treści własnej pamięci z tymi sygnałami, które dochodzą do niego z filmów i książek, konfrontacji z literacką i filmową produkcją światową" - mówił Tadeusz Konwicki w wywiadzie opublikowanym na łamach "Kina" w 1972 roku.
"Ta przygoda rozgrywa się w trybie warunkowym. Bohater jak gdyby zakłada sobie możliwość poruszania się w czasie, wszystko odbywa się w czasie wymyślonym, wykreowanym przez niego. On sam go odpowiednio odmienia, dozuje, przeinacza, wchodzi w ten czas, wycofuje się z niego, albo zakłada takie warianty, które się nie zdarzyły, ale mogły się zdarzyć. Chodzi mi raczej o emocjonalno-myślowy przebieg wypadków, nieliczący się z czasem i nietworzący z czasu jakiejś specjalnej wartości, która byłaby przeze mnie specjalnie podkreślana" - dodał w rozmowie z "Filmowym Serwisem Prasowym".
"Jak daleko stąd, jak blisko": arcydzieło jest dziś niemal zapomniane
Film został zakwalifikowany do konkursu na festiwalu w Cannes, jednak ówczesny minister kultury Stanisław Wroński zakazał pokazywania go poza granicami kraju, a seanse w Polsce ograniczył do minimum. Z tego powodu produkcja nie odniosła większego sukcesu, choć krytycy zgodnie określali ją arcydziełem i, jak pisał Tadeusz Lubelski, "popisem kreacyjnych możliwości kina".
"Po raz pierwszy Konwicki próbuje przenieść na ekran szczególny, poetycki klimat swojej prozy: swobodne przenikanie się czasu i miejsc, obsesyjny powrót do wspomnień dzieciństwa na utraconej Wileńszczyźnie i reminiscencje z czasów wojny" - pisała Joanna Piątek w "Leksykonie polskich filmów fabularnych".
Dwa lata po premierze produkcję Konwickiego pokazano na Międzynarodowym Festiwalu Filmów Autorskich w San Remo, gdzie została uhonorowana Nagrodą Specjalną Jury. Ponadto zdobyła cztery statuetki podczas IV Lubuskiego Lata Filmowego w Łagowie.
Zobacz też:
Wcielił się w twórcę Facebooka. Nie zamierza go potępiać










