Gdynia: "Pręgi" zachwyciły

"Mam wrażenie, że ta projekcja rozwiała państwa obawy co do poziomu festiwalu. Jesteśmy świadkami wielkiego wydarzenia, jakim był pokaz filmu Pręgi" - powiedział Janusz Wróblewski rozpoczynając konferencję prasową po projekcji filmu. W przedostatni dzień festiwalu uwagę wszystkich skupiły pokazy obrazów "Pręgi" i "Mój Nikifor".

Film "Pręgi" opowiada historię kilkunastoletniego chłopca, który wychowywany jedynie przez ojca, nie potrafi znieść przemocy, jaką wobec niego stosuje rodzic. Poznajemy Wojtka jako nastolatka, potem akcja przenosi nas o kilkanaście lat i widzimy go jako bezradnego 30-letniego mężczyznę, nie mogącego poradzić sobie z przeszłością. Nadzieją i ratunkiem dla bohatera okazuje się być miłość.

Reklama

Wbrew swej prostocie jest to film niesłychanie skomplikowany, opowiada o bardzo wielu sprawach, począwszy od katolicyzmu, a kończąc na wielkich niuansach psychologicznych. Zawiera też okrutne stwierdzenie, że zło jest dziedziczne.

Czy rzeczywiście tak jest opowiadała Magdalena Piekorz, autorka filmu, który jest jej debiutem fabularnym.

"To, co dzieje się w naszych domach i to, co dzieje się w naszym dzieciństwie w dużym stopniu determinuje nasze życie. Myślę, że zło się przenosi. Zależało nam jednak, żeby nasze postaci nie były jednoznacznie złe, na przykład żeby ojciec nie był typowym ojcem-katem, ale to co robi, żeby wynikało jednak z miłości do chłopca, której nie umie okazać" - mówiła reżyserka filmu.

"To historia o ludziach, którzy kochając jednocześnie ranią. To także film o spóźnionym dojrzewaniu głównego bohatera. W sytuacjach, kiedy Wojciech czuje się zagrożony, kiedy ktoś ingeruje w jego prywatność, reaguje agresją. Jest to proste przeniesienie, ale chcieliśmy, żeby nad tym uniosła się jeszcze miłość, która przywraca go do życia" - powiedziała Piekorz w rozmowie z INTERIA.PL.

"To film o kryzysie rodziny, o trudnym ojcostwie. Dla mnie inspiracją podczas pisania scenariusza był holenderski film Charakter, który znakomicie pokazuje relacje ojca i syna" - dodał Wojciech Kuczok, autor scenariusza.

Bohaterów filmu zagrali: Jan Frycz (ojciec), Wacław Adamczyk (nastoletni Wojtek), Michał Żebrowski (dorosły Wojciech), Agnieszka Grochowska (Tania). W epizodycznych rolach świetnie sprawdzili się Dorota Kamińska i Jan Peszek.

Aktorzy stworzyli znakomite kreacje, a rola Michała Żebrowskiego, odbiegająca znacznie od jego poprzednich kreacji filmowych, zasługuje na wyjątkową uwagę.

Film niezwykle spodobał się publiczności - oklaski po projekcji trwały 5 minut 22 sekundy i tym samym obraz ma największą szansę na nagrodę Klakiera - przyznawaną najdłużej na festiwalu oklaskiwanemu obrazowi.

"Nikifor to jest film o miłości. Wydaje mi się, że takich filmów teraz potrzeba ludziom. To także film o tym, jak walczyć z dwoma sformułowaniami, które determinują nasze życie i niszczą świat: To mojeJa chcę. To zadania, które unieszczęśliwiają" - powiedział Krzystof Krazue, reżyser filmu "Mój Nikifor""Mój Nikifor".

Film opowiada o wzruszającej przyjaźni Mariana Włosińskiego, absolwenta krakowskiej ASP, z kalekim malarzem Nikiforem. Historia oparta jest na autentycznych zdarzeniach z życia Epifana Drowniaka, genialnego malarza prymitywisty, znanego na całym świecie jako Nikifor.

Tytułową postać brawurowo zagrała kobieta - Krystyna Feldman.

"Spotkałam Nikifora, kiedy miałam siedem czy osiem lat. Byłam z mamą w Krynicy i zobaczyłam dziwnego człowieka, który siedział na murku i coś sprzedawał. Przyznam się, że się go trochę przestraszyłam, ale nie wstrząsnęło to mną na tyle, żeby nie zawołać: Mamo za 50 lat będę grać Nikifora!. Widziałam kim był Nikifor, interesował mnie, ale nie byłam nim zauroczona" - opowiadała na konferencji Feldman.

"Nikifor zatrzepotał w moim sercu dopiero, kiedy otrzymałam propozycję od reżysera. Dwa uczucia mną targnęły: po pierwsze pomyślałam, że stoi przede mną jakieś wyzwanie i wezwanie, na które aktor może czekać całe życie i nie doczekać się, a po drugie przyznam, że się przestraszyłam, czy temu wszystkiemu podołam. Z czasem Nikifor stawał mi się coraz bliższy i zadomowił się we mnie" - wyznała w rozmowie z INTERIA.PL aktorka.

W postać Mariana Włosińskiego, który poświęcił rodzinę i kilka lat swego życia dla Nikifora, wcielił się Roman Gancarczyk.

"Ten film mnie wzrusza, zobaczyłem też wzruszenie na twarzach wychodzących z pokazu dziennikarzy. A jak wiadomo wzruszenie rodzi wzruszenie. Od pewnego czasu upewniam się, że jedynie perspektywa życia na tak ma sens" - mówił w rozmowie z INTERIA.PL Krzysztof Krauze.

"Słowo miłość odgrywa w moim życiu od pewnego czasu bardzo ważną rolę. Ten film powstał z miłości" - dodał twórca, który scenariusz "Mojego Nikifora" przez pięć lat pisał ze swoją żoną, Joanną Kos.

"Mam nadzieję, że ten film trafi do ludzkich serc" - wyznał Krzysztof Krauze.

Teraz Gdynia najbardziej czeka na najnowszy film Juliusza Machulskiego, "Vinci". Tytuł zostanie pokazany w festiwalowym konkursie w piątek, 17 września. Tego samego dnia zaprezentowane zostaną także produkcje: "W dół kolorowym wzgórzem" Przemysława Wojcieszka, "Nigdy w życiu!" Ryszarda Zatorskiego i "Królowa chmur" Radosława Piwowarskiego.

Zapraszamy do oglądania naszej galerii GDYNIA 2004!

Dowiedz się więcej na temat: Magdalena Piekorz | miłość | Gdynia | film

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje