Reklama

Reklama

Gdynia 2021: "Inni ludzie": Wojna polsko-polska [recenzja]

Smutny polski film o smutnych ludziach, którzy chcieliby być szczęśliwi, ale nie są, więc wszystkich nienawidzą - ktoś mógłby w taki sposób podsumować pełnometrażowy debiut Aleksandry Terpińskiej, twórczyni "Najlepszych fajerwerków ever". Opis ten nie jest nieprawdziwy, ale na pewno nie zachęci do seansu - wszak ile już takich produkcji widzieliśmy? Tymczasem jeszcze nikt nie opowiadał o smutnych ludziach w Polsce tak, jak reżyserka "Innych ludzi".

Kadr z filmu "Inni ludzie"

Jezus (Sebastian Fabijański) zstąpił na Ziemię i wylądował w Warszawie. Szaty zamienił na luźny dres, a koronę cierniową skrył pod czapką z daszkiem. Tako oto przygląda się kilku osobom. Kamil (wybitny Jacek Beler) dorabia jako dealer i marzy o karierze rapera. W przerwach między kolejnymi imprezami spotyka się z ekspedientką Anetą (Magdalena Koleśnik). Wulgarna i bezpośrednia dziewczyna zawróciła mu w głowie, ale jego myśli coraz częściej odpływają w kierunku Iwony (Sonia Bohosiewicz) - nieszczęśliwej nowobogackiej żony, która całe dnie snuje się po pustym mieszkaniu, podczas gdy jej mąż (Marek Kalita) stara się przeżyć drugą młodość u boku kochanki. Wszyscy chcą miłości i sukcesu, jednak zamiast tego wałkują w nieskończoność swe frustracje i kompleksy.

Reklama

Obok wyżej wymienionych postaci głównym bohaterem filmu jest także Warszawa - szara, skąpana we mgle i smogu. Łączy ona dwa światy - blokowiska Kamila oraz bogate osiedla, w których mąż Iwony zostawia ją, by snuć się wśród szklanych wieżowców. To miasto tętniące życiem, zamieszkane przez nieszczęśliwych ludzi, którzy nie potrafią zdefiniować swoich uczuć i z wielu powodów nie mogą sięgnąć po szczęście. Zamiast tego rozcieńczają swoje porażki narkotykami lub niezobowiązującym, zdehumanizowanym seksem. Jeśli już coś potrafią okazać, to jedynie okrucieństwo - jak Aneta wobec swojej współlokatorki.

Gdynia 2021: "Inni ludzie"

Film Terpińskiej to najlepszy polski musical od dziesiątek lat. Wszystkie kwestie deklamowane są w rytm hiphopowego beatu. Nadaje on szybki rytm także samemu dziełu. Początkowo wydaje się, że po elektryzującym początku tempo na pewno zwolni, a twórcy potkną się w końcu o własne nogi. Nic z tych rzeczy. Energia "Innych ludzi" wraz z kolejnymi minutami jedynie rośnie. Rytm wyznacza tutaj także tekst Doroty Masłowskiej, autorki książkowego oryginału. Dotychczas jedynie Xaweremu Żuławskiemu udało się przełożyć jej twórczość na materię filmową w głośnej "Wojnie polsko-ruskiej". Terpińska wybrała formę ponad stuminutowego teledysku, składającego się z krótkich epizodów, łączących się w historię swych bohaterów. Raz wyśmiewa współczesne trendy, chwilę później pochyla się nad nierównościami klasowymi, by zaraz na kilka sekund wpleść w narrację nawiązanie do tanich pochlebstw, wysyłanych przez media społecznościowe. Truizmy łączy z głębszymi myślami, a wszystko dekoruje kreatywnymi wyzwiskami, jakimi obrzucają się kolejne postaci.

Spójność formy filmu przy jego tempie i różnorodności są imponujące. Terpińska stworzyła dzieło bezkompromisowe, wulgarne i pełne życia, a przy tym skrajne - wielu zapewne odrzuci zaproponowana przez nią dynamika i język. Na polu polskiego kina "Inni ludzie" pozostają jednak dziełem świeżym i bardzo potrzebnym. Pytanie brzmi, czy jury FPFF w Gdyni doceni reżyserkę. Moim zdaniem jej film zasłużył na najważniejsze nagrody.

9/10

"Inni ludzie", reż. Aleksandra Terpińska, Polska 2021, dystrybucja: Warner Bros. Entertainemnt Polska

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje