Reklama

Gdynia 2002: Owacje dla "Ediego"

Sześciominutowymi owacjami zakończył się podczas gdyńskiego festiwalu pokaz filmu "Edi", debiutu fabularnego Piotra Trzaskalskiego. Obraz został wyświetlony w środę, 18 września, późnym wieczorem w głównym konkursie festiwalu. Film zdobył największe, jak dotąd, uznanie gdyńskiej publiczności.

Po każdej projekcji czas trwania oklasków jest mierzony i zapisywany na tablicy, umieszczonej naprzeciw wejścia do sali kinowej.

Reklama

Jak dotąd, owacje po pokazach rzadko trwały dłużej niż jedną minutę. Tak było w przypadku filmów "Wszyscy Święci" Andrzeja Barańskiego (1'57) i "Suplement" Krzysztofa Zanussiego (1'09). W środowy wieczór film "Edi" wysunął się zdecydowanie na czoło tego rankingu.

Bohaterem obrazu jest zbieracz złomu Edi (Henryk Gołębiewski). Poznaje on dwóch braci, którzy trudnią się rozprowadzaniem alkoholu i są znani z tego, że bezwzględnie egzekwują należności za towar. Pasją Ediego jest czytanie książek znalezionych na śmietniku. Bracia proponują mu, by pomógł w nauce ich siostrze, Księżniczce. Po czasie bracia dowiadują się, że dziewczyna jest w ciąży. By chronić swego ukochanego, Księżniczka mówi braciom, że to Edi ją zgwałcił.

Pomysł na film - jak mówił po projekcji Piotr Trzaskalski - zrodził się z obserwacji rzeczywistości.

"Z okna mieszkania mojego przyjaciela, mieszkającego w Łodzi, jest widok na punkt skupu złomu. Zobaczyłem raz totalnie pijanego złomiarza, który pchał wózek wypełniony rynnami. Rynny wypadały, a złomiarz cierpliwie pakował je z powrotem na wózek, wykonując swą syzyfową pracę. Tuż przed bramą punktu skupu złomu stracił przytomność. Uznałem, że to jest już film" - opowiadał filmowiec.

Do postaci złomiarza - jak mówił - trzeba było wymyślić jakąś historię.

"Trafiłem na zbiór przypowieści zen. Jedna z nich opowiadała o mistrzu, który nauczał w wiosce. Mistrz został posądzony o to, że jest ojcem dziecka pewnej dziewczyny. Dziewczyna ukrywała w ten sposób kochanka - kowala. Ta historia mną wstrząsnęła" - mówił Trzaskalski.

Reżyser zaznaczył, że wiele czasu zabrało zrobienie dokumentacji do filmu - materiałów o autentycznych złomiarzach.

"Chodziło o to, by pokazać, że w człowieku, który leży pijany na ulicy może kryć się jakaś zagadka, nieprawdopodobna tajemnica, polegająca na przykład na tym, że człowiek ten czyta Romea i Julię. Ludzka bieda może być heroiczna. Człowiek taki może być kimś, kto zmieni nasze życie" - mówił Trzaskalski.

Filmowy Edi, Henryk Gołębiewski, obejrzał film w Gdyni po raz pierwszy w całości.

"Sam się wzruszyłem na filmie, a ze względu na owacje po filmie jeszcze bardziej" - powiedział aktor.

Zaznaczył, że przygotowując się do roli obserwował złomiarzy.

Film wzbudził gorące dyskusje, dotyczące między innymi szczegółów scenariusza. Uczestnicy spotkania po projekcji nie mogli się powstrzymać od publicznego dzielenia się swoimi opiniami na temat obrazu, zamiast zadawania pytań. Film określano jako "świeży", "prawdziwy", "wzruszający". Duże uznanie zdobyła między innymi praca operatorska Krzysztofa Ptaka.

Produkcja obrazu kosztowała 800 tysięcy złotych.

"Jeśli film ten zobaczy w kinach 70 tysięcy ludzi - a nie jest to tak wielka liczba - to już na tym filmie zarobimy" - powiedział producent Piotr Dzięcioł.

Temat zbierania złomu pojawił się także w pokazywanym w Gdyni w konkursie kina niezależnego filmie "Złom" Radosława Markiewicza.

"Edi" to drugi debiut pokazany w głównym konkursie. W środę wyświetlono także film "Moje miasto" Marka Lechkiego - zrealizowany w ramach cyklu "Pokolenie 2000", którego producentem jest Telewizja Polska. W sumie w głównym konkursie zaprezentowanych zostanie siedem debiutów. Reżyser najlepszego z nich otrzyma nagrodę indywidualną w wysokości 10 tysięcy złotych.

Festiwal w Gdyni zakończy się w sobotę, 21 września.

INTERIA.PL

Reklama

Dowiedz się więcej na temat: Gdynia | \ Film | film

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje