Filmowe pejzaże Ameryki

Przed nami półmetek Warszawskiego Festiwalu Filmowego. W tym roku w tej wybitnie europejskiej imprezie zaprezentowano kilka filmów, które odkrywają nieznaną, a przynajmniej pozbawioną hollywoodzkiej gigantomanii, Amerykę. Obydwa nowe filmy Wima Wendersa są próbą rozliczenia z mitem Ameryki, "Factotum" Benta Hamera to pierwsza współpraca norweskiego reżysera z amerykańską ekipą. Na końcu dwa świetne dokumenty, pokazujące fenomeny amerykańskiej telewizji.

Obydwa nowe filmy gościa tegorocznego festiwalu, Wima Wendersa, to obrazy, których akcja rozgrywa się w Stanach Zjednoczonych.

Reklama

"Kraina obfitości" - próba analizy społeczeństwa amerykańskiego po 11 września 2001 roku, opowiada historię weterana wojny wietnamskiej i byłego pracownika służb specjalnych, który ucieleśnia lęki współczesnej Ameryki: posuniętą do granic absurdu wiarę w spiskową teorię dziejów i podejrzliwość etniczną.

Z kolei w "Nie wracaj w te strony" Wenders mierzy się z mitem Dzikiego Zachodu, co równie dobrze oznacza konfrontację z gatunkiem filmowym na wymarciu - westernem. Główny bohater, grany przez Sama Sheparda, to karykaturalny obraz amerykańskiego macho.

Wenders w ironiczny sposób opowiada nam o Ameryce, której nie ma - o Ameryce swoich dziecięcych marzeń.

Pomimo gorzkiego smaku "Krainy obfitości" oraz zdecydowanie oranżadowego aromatu "Nie wracaj w te strony", obydwie bajki Wendersa wyrażają jakąś nostalgiczną miłość do tej "utraconej Ameryki". Ameryki utraconej w dwójnasób - okaleczonej po atakach na WTC ("Kraina obfitości") oraz zagubionej w chłopięcych lekturach książek Karola May'a ("Nie wracaj w te strony").

Norweski reżyser Bent Hamer ("Historie kuchenne") także postanowił zmierzyć się z amerykańskim mitem. Jego "Factotum" to opowieść o jednym z najsłynniejszych amerykańskich pisarzy XX wieku Charlesie Bukowskim (naśladujący Bukowskiego Matt Dillon). W tej jasnej historii o mrocznej duszy Hamer osiągnął wyjątkową równowagę. Jego film jest zaprzeczeniem hollywoodzkich historii z morałem. Ten złożony z fantastycznych epizodów obraz broni się przed hagiografią znanym z "Historii kuchennych" humorem. Na pierwszy rzut oka niepozorny film wiernie oddaje jednak ironiczny świat Bukowskiego.

Obrazu Ameryki dopełniły dwa dokumentalne filmy prezentujące przełomowe dla amerykańskiej kultury wydarzenia medialne. Pierwszym był program "Saturday Night Live", rodzaj amerykańskiego Monty Pythona. W latach 1975-80 przewinęła się przez niego spora grupa komików z Chevy Chasem, Johnem Belushim, Danem Aykroydem i Billem Murray'em na czele, będąc dowodem na to, że w telewizji jest także miejsce na ambitną i szaloną zabawę intelektualną. Zjawisko przedstawił film "Saturday Night Live" Kena Bowsera.

Drugim wydarzeniem była instytucja "Kanału Z" (Z Channel) - pionierskiego na amerykańskim rynku telewizyjnym programu filmowego, prezentującego najambitniejszy repertuar, na którym wychowała się cała rzesza filmowców (w filmie wypowiadają się m.in Jim Jarmusch, Quentin Tarantino czy Alexander Payne). Postać jego ekscentrycznego dyrektora Jerry Harvey'a przywraca wiarę w sens tak kina, jak i telewizji. Film "Z Channel. Magnificient Obsession" wyreżyserowała córka Johna Cassavetesa - Xan.

Zobacz galerię zdjęć z Warszawskiego Festiwalu Filmowego!

Tomasz Bielenia, Warszawa

Dowiedz się więcej na temat: telewizji | pejzaż | ameryk | filmy | film

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje