Reklama

Reklama

"Eukaliptus": Erotyczny western po polsku

Dokładnie dwadzieścia lat temu na ekrany polskich kin trafił "erotyczny western" Marcina Krzyształowicza "Eukaliptus". Według reżysera jego przewrotny film miał przerażać, śmieszyć oraz... intelektualnie podniecać.

Dokładnie dwadzieścia lat temu na ekrany polskich kin trafił "erotyczny western" Marcina Krzyształowicza "Eukaliptus". Według reżysera jego przewrotny film miał przerażać, śmieszyć oraz... intelektualnie podniecać.
Scena z filmu "Eukaliptus" /SOLOPAN /materiały prasowe

Reżyserski debiut Marcina Krzyształowicza był opowieścią o poszukiwaniu ideału w świecie pozbawionym wartości. "Eukaliptus" to surrealistyczna przypowieść o ludzkiej naturze, rozegrana w konwencji westernu, w której mit Dzikiego Zachodu zostaje poddany ostatecznej próbie wytrzymałości. W najbardziej zdemoralizowanym mieście Dzikiego Zachodu, Rio Bravo, miłość jest bardziej gorąca, zbrodnia bardziej okrutna, a poezja bardziej poetycka niż u samego Byrona. Umysły mieszkańców Rio Bravo strawiła choroba weneryczna, pozostawiając po sobie niepohamowaną tęsknotę za Eukaliptusem.

Reklama

Wielowątkowa opowieść zrealizowana w scenerii Dzikiego Zachodu sprzed prawie dwóch wieków w całości została zagrana po angielsku.

Marcin Krzyształowicz wyjaśniał, że zaskakująca forma filmu miała wzmocnić realia i uwiarygodnić kontekst opowiadania. Bronił się również przed posądzeniem o zbytnią obsceniczność "Eukaliptusa". Według reżysera między innymi właśnie dlatego aktorzy posługują się językiem angielskim. "Chodziło o wzmocnienie formy. Podobne dialogi w języku polskim brzmiałyby trywialnie i zbyt naturalistycznie" - tłumaczył Marcin Krzyształowicz.

"Eukaliptus": Kowboje i prostytutki

Bohaterem "Eukaliptusa" jest Sony Holiday (Leszek Zdybał), rewolwerowiec obdarzony przez naturę dwiema szczególnie intrygującymi cechami: wrażliwością i niezwykłym "ptakiem". Wrażliwość Sony'ego wyraża się w jego słowach i zachowaniu, na tyle innym od tego, które obowiązuje w otaczającym go świecie, że śmiało można nazwać Sony'ego prawdziwym poetą. Ale nie nadwrażliwość czyni naszego bohatera sławnym, tylko jego niezwykły "ptak", przez niektórych zwany "ptakiem metafizycznym". To właśnie jemu Sony zawdzięcza sławę, która na Dzikim Zachodzie była wyżej ceniona od życia i zdrowia. 

Sony jest mężczyzną dojrzałym i w swoich wyborach seksualnych kieruje się prawie zawsze zmysłem praktycznym, dlatego też większą część czasu spędza z jedną i tą samą prostytutką Sheilą (Dorota Stalińska), skądinąd najstarszą w całym Rio Bravo. Sony'ego i Sheilę wiąże szczególna zażyłość, pozwalająca im na wzajemne żarty i wspomnienia. Te ostatnie dotyczą zwłaszcza osoby ojca Sony'ego, który mocno zaważył na życiu starej Sheili, wychowując ją z prawdziwym oddaniem na "rasową dziwkę". 

Ojciec Sony'ego (Ryszard Kotys) był człowiekiem twardym i zdecydowanym. Jego spory temperament seksualny pozwalał mu na intensywne kontakty z kobietami, mężczyznami, dziećmi i zwierzętami domowymi, czym zasłużył sobie na miano prawdziwego autorytetu w oczach całego Rio Bravo. Relacje Sony'ego i Sheili zakłóca pojawienie się pięknej Lo (Renata Dancewicz). W efekcie Sony tylko zamienia starą Sheilę na czternastoletnią Lo. Zamiana ta pociągnęła za sobą trochę komplikacji. Lo jest dziewczyną największego zbira i degenerata Billy'ego Rosenkrantza (Krzysztof Globisz). Bill jest tak bardzo zepsuty, że bez najmniejszego skrępowania współżyje z trupami, co nawet w tak zdemoralizowanym mieście, jak Rio Bravo, budzi powszechne zgorszenie. Rzecz jasna, Bill ma w nosie wszelkie zasady i etyczne normy, bo jest jednym z najszybszych rewolwerowców i nie obawia się nikogo. 

Romans Sony'ego i Lo, jak każe tradycja, nie rozgrywa się w całkowitej tajemnicy i pewnego dnia Billy oczywiście dowiaduje się o wszystkim. Z początku wątpi w męskość Sony'ego, który jakoby w dawnych czasach stracił swojego "ptaka" . Kiedy jednak Lo wyjaśnia Billy'emu, że Sony ma specjalnego, niewidzialnego "ptaka", ten poprzysięga zemstę. 

Najważniejszą postacią filmu jest jednak szeryf John Grzbiet (Adam Ferency). Występuje on od pierwszej do ostatniej sceny filmu. Jest narratorem całej historii i zarazem bierze w niej czynny udział. Okazuje się, że szeryf, nie zważając na powagę swego stanowiska, autorytetu moralnego i wieku, zakochuje się nagle bez pamięci w małej Lo. Ta tragiczna miłość zaważy na losach wszystkich, a szeryf nie zawaha się przed niczym, żeby posiąść jasnowłosą Lo.

"Eukaliptus": Erotyczny western dla... młodzieży szkolnej

Reżyser Marcin Krzyształowicz opisywał "Eukaliptus" jako "western erotyczny".

"Jeśli znasz sens słowa western i słowa erotyczny, to wiesz już dużo, ale wciąż jeszcze nie wszystko. Ponieważ western erotyczny nie jest tylko prosta sumą tych słów, ale nową, pełną emocji i skojarzeń filmową jakością, kryjącą w sobie wiele możliwości oddziaływania na widza. A więc po pierwsze: 'western erotyczny' przeraża i śmieszy - przeraża zwłaszcza co bardziej szacownych krytyków. Po drugie: podnieca i to szczególnie intelektualnie, tak by publiczność miała okazję sformułować daleko idące wnioski na temat życia moralnego, seksualnego czy życia w ogóle, rzecz jasna, toczącego się na Dzikim Zachodzie. Wychodzimy bowiem z założenia, że ciągle mamy niedostatecznie dużo informacji na temat Dzikiego Zachodu, który wciąż nieźle się miewa, a na dodatek z dnia na dzień, staje się bardziej dziki" - wyjaśniał Krzyształowicz.

Twórca "Eukaliptusa" dodawał, że odbiorcą jego filmu jest przede wszystkim... szkolna młodzież. "Wychodzimy z pedagogicznego założenia, że czym skorupka za młodu nasiąknie, tym na starość trąci. Ale oczywiście na naukę nigdy nie jest za późno i starsza część naszego społeczeństwa także może skorzystać na seansie 'Eukaliptusa'. Ponieważ w dziedzinie seksu, strzelectwa, przyjaźni ze zwierzętami i szeroko pojętej egzystencji w grupie - nasz film kreuje nowe wartości, które mogą stać się bliskie Polakom, i to bez względu na wiek i płeć" - dodawał Krzyształowicz.

"Stawiamy 'Eukaliptusa' na jednej półce z ekranizacjami lektur szkolnych, których zadaniem jest przede wszystkim kształcić i wychowywać. Nasz western również kształci i wychowuje, ale w duchu 'survival' i dlatego zawsze istnieje ryzyko, że któryś z widzów może po prostu nie wytrzymać,  ale przecież nie wszyscy muszą być od razu komandosami. Jeśli masz więc wątpliwości, czy twoja kondycja psychofizyczna pozwala na seans 'Eukaliptusa', to lepiej żebyś został(a) w domu" - ostrzegał Krzyształowicz, precyzując, że jego western jest "filmem prorodzinnym".

"'Eukaliptus' lansuje tezę, że życie bez miłości nie ma najmniejszego sensu. A z tym faktem muszą się już zgodzić wszyscy. Tak więc 'Eukaliptus' jest filmem dla całej rodziny w tym również dla psa" - konkludował reżyser.

"Eukaliptus": Dziki Zachód w Polsce

Eukaliptus" powstawał w trzech miejscach. Filmowym Rio Bravo stało się Western City w Karpaczu, czyli kowbojska wioska stworzona przez Jerzego Pokoja i na użytek filmu nieco przebudowana. W pobliżu Western City kręcone były także niektóre plenery. Pozostałą część przestrzeni stworzył kamieniołom dolomitu W Dubiu pod Krakowem. Wszystkie wnętrza wybudowane zostały pod wodzą scenografa Marka Bierkenmayera w studiu telewizyjnym w Katowicach.

Najważniejszym zadaniem stojącym przed scenografem i operatorem (Adam Sikora) było stworzenie wiarygodnej i spójnej w każdym elemencie krainy rodem ze spaghetti westernów Sergia Leone. Ale do tego potrzebna była także odpowiednia pogoda. Przez większość okresu zdjęciowego słoneczne niebo towarzyszyło ekipie od rana do wieczora, tak więc szczęście sprzyjało i Polska stała się na kilkanaście dni Ameryką z ubiegłego stulecia.

INTERIA.PL
Dowiedz się więcej na temat: Eukaliptus | Marcin Krzyształowicz

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL