Reklama

Erotyczny hit Netfliksa? Reżyser nie dostał ani centa

Gaspar Noé, reżyser kontrowersyjnego filmu "Love", który kilka lat po premierze niespodziewanie stał się hitem Netfliksa, nie ma wątpliwości, że popularność jego obrazu związana jest głównie z potrzebą zaspokojenia erotycznych potrzeb użytkowników streamingowej platformy. Dodał też, że nie zarobił ani centa na sukcesie filmu w Netfliksie.

Reżyser "Love" nie zarobił na sukcesie filmu w serwisie Netflix

 

"Efekt '365 dni'" na Netfliksie

Reklama

"W Stanach Zjednoczonych i Europie, jeśli ktoś chce się masturbować, a nie wie, gdzie znaleźć gazetki rodziców, po prostu włącza Netflix i ogląda rekomendowany film erotyczny. Domyślam się, że cała planeta od dwóch-trzech lat onanizuje się przy moim filmie" - Noé przyznaje w najnowszym wywiadzie dla "New York Timesa".

Kontrowersyjny reżyser przyznaje jednak, że nic nie zarobił na popularności swojego filmu na Netfliksie. "'Love' powinno być sukcesem ,ale film został sprzedany Netfliksowi. Wszyscy go widzieli, ale ja nie dostałem za to ani centa. To jak widmowy blockbuster" - skarży się filmowiec.

"Love" Gaspara Noego miał premierę na festiwalu w Cannes w 2015 roku. Niedawno obraz stał się jednak hitem Netfliksa. To tzw "efekt '365 dni'" - ubiegłoroczna dominacja filmu Barbary Białowąs na amerykańskim Netfliksie zaowocowała wzrostem popularności innego erotycznego filmu - właśnie "Love" Gaspara Noego.  

"Love" jest jednak o wiele bardziej hardocre'owy niż polskie "365 dni". Gaspar Noe zdecydował się na pokazanie w nim prawdziwych scen seksu. Z tego powodu film zyskał miano najbardziej kontrowersyjnego tytułu pokazywanego na festiwalu w Cannes w 2015 roku. Sceny erotyczne w filmie "Love" są tak autentyczne, że reżyser i aktorzy musieli tłumaczyć, czym ta produkcja różni się od pornografii.

Gaspar Noé obiecywał przed premierowym pokazem na festiwalu w Cannes, że jego zmysłowy dramat "przyprawi facetów o erekcję, z dziewcząt wyciśnie zaś łzy". "Miłość to oślepiające światło, genetyczna potrzeba, odmienny stan świadomości, ciężki narkotyk, choroba psychiczna, gra o władzę - to sperma i łzy" - tłumaczył reżyser.

"Wszystko, co mówili, to prawda: 'Love' Gaspara Noe zawiera najśmielsze sceny seksu, jakie pokazano kiedykolwiek na festiwalu w Cannes, a może w historii mainstreamowego kina" - relacjonował z Cannes dyrektor artystyczny polskiego dystrybutora filmu, Jakub Duszyński.

"Love" Gaspara Noe: Erotyczne eksperymenty

Bohaterowie "Love", rozgrywającej się w Paryżu historii o namiętności, zdradzie i miłości utraconej, to dwoje dwudziestolatków: Electra (Aomi Muyock) i Murphy (Karl Glusman) oraz nastoletnia Omi (Klara Kristin).

Electra i Murphy są w sobie bardzo zakochani. Jednocześnie są parą bardzo wyzwoloną. Lubią erotyczne eksperymenty. Z tego powodu ich uczucie zostanie wystawione na próbę - kiedy zaproszą do łóżka 17-letnią sąsiadkę. Nastolatka zachodzi w ciążę z Murphym, a Electra, ze złamanym sercem, przestaje uważać miłosny trójkąt za zabawę.

"Marzyłem o zrobieniu filmu, który w pełni oddawałby uczucia zakochanych młodych ludzi, ze wszystkimi fizycznymi i emocjonalnymi konsekwencjami tego stanu. To miał być obraz miłosnego szaleństwa, jakiego doświadczyliśmy ja i moi przyjaciele" - opowiadał Noe.

Zwracał też uwagę, że "współczesne melodramaty zawierają mnóstwo scen miłosnych, ale utrzymują idiotyczny podział, w którym normalne filmy nie mogą zawierać dosłownych erotycznych scen, nawet jeśli wszyscy uwielbiają uprawiać seks".

Czytaj też: Najbardziej śmiałe sceny seksu!

"Chciałem filmu, na który współczesne kino rzadko sobie pozwala czy to ze względów komercyjnych, czy prawnych. Filmu, który pokazywałby organiczny wymiar bycia zakochanym i tę pierwotną pasję w sposób naturalny - zwierzęcy, bezpretensjonalny, radosny, łzawy" - powiedział autor "Love".

Kilkanaście dni temu na festiwalu w Cannes Noé zaprezentował swój nowy film. Kameralny dramat "Vortex"  opowiada o ostatnich dniach życia pewnej starzejącej się pary. Dla uznawanego za jednego z największych prowokatorów światowego kina reżysera jest to najbardziej osobisty film w karierze.

"Ta historia jest dla mnie bardzo ważna. Mój ojciec, który ma 88 lat, jest wciąż niesamowicie aktywny. Maluje, pisze, rok temu zachorował na COVID-19 i wyszedł z tego cało. Moja matka natomiast osiem lat temu zaczęła tracić rozum na skutek choroby i później zmarła. Kiedy ludzie zaczynają rozumieć, że ich rodzice mają Alzheimera, myślą, że muszą nieść ten krzyż i nie chcą tego rozgłaszać. To bardzo dziwne. Robiąc ten film odkryłem, że wiele osób codziennie troszczy się o swoich rodziców i nigdy o tym nie mówi. To była część mojego życia, życia mojego ojca, gdy opiekował się matką. Mówienie o tym jest bardzo oczyszczające. Chciałem zadedykować ten film wszystkim osobom, które tracą rozum zanim stracą serca" - zaznaczył Noe.

 

INTERIA.PL

Reklama

Dowiedz się więcej na temat: Gaspar Noé | LOVE

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Dziś w Interii

Raporty specjalne

Rekomendacje