Reklama

Ekranowe twarze alkoholizmu

"Wszyscy jesteśmy Chrystusami": Piekło alkoholizmu

Film "Wszyscy jesteśmy Chrystusami" Marka Koterskiego, będący kontynuacją kultowego "Dnia świra", okazał się bolesną opowieścią o piekle alkoholizmu.

Reklama

Ojciec - Adam Miauczyński jest kulturoznawcą i alkoholikiem. Od kilku lat - niepijącym, leczącym się, trzeźwiejącym alkoholikiem. Film zaczyna się, gdy Adam pyta swojego ukochanego Syna Sylwestra, co mu chciał powiedzieć. Syn zwierza się, że kiedyś, pod koniec jego - Ojca - picia, on - Sylwek, jego syn - życzył mu śmierci i myślał, żeby go zabić. I opowiada, jak do tego doszło i co pamięta z ich wspólnego życia. A pamięta tylko jego - Ojca - picie i swój strach" - tak reżyser Marek Koterski opisywał fabularny pomysł na "Wszyscy jesteśmy Chrystusami".

W filmie "Wszyscy jesteśmy Chrystusami" do postaci Adasia Miauczyńskiego wrócił Marek Kondrat - pierwszy odtwórca kultowego bohatera Koterskiego (w filmie "Dom wariatów"). "Ta postać narosła na mnie. Czuję w sobie dzisiaj dwie postaci. Nie jestem Adasiem Miauczyńskim. Mój los jest zupełnie inny, uchodzę za człowieka szczęśliwego, dostatnie żyjącego, bez takiego konfliktu życiowego, obdarzonego łatwością komunikowania się z innymi ludźmi. A jednak on we mnie jest. Marek za każdym razem przysyła mi scenariusz, czy mam grać w filmie czy nie. I za każdym razem odczuwałem ból przeżycia, ponieważ żadnej roli z blisko 100, które odegrałem, nie odczuwałem takiego stresu, ucisku w żołądku. Już wiedziałem, że ten drugi we mnie istniejący zaczyna przejmować pewne przestrzenie mojego organizmu, zaczyna toczyć swoją krew. Dlatego tak się broniłem. Dlatego rozwijałem swoją drogę inaczej" - tłumaczył aktor.

Młodszego Miauczyńskiego zagrał Andrzej Chyra. "Jak się przyjrzeć kolejnym scenom, widać, że film rozpina się od skrajnego realizmu, przez groteskę, aż do slapsticku. To bardzo trudne i ryzykowne. To jest studium choroby, obserwowanie jej pod mikroskopem. Tylko, że Marek Koterski dodatkowo ten badany preparat czymś zabarwia. Dodaje trochę atramentu, trochę krwi i ten zarazek za każdym razem zupełnie inaczej wygląda i się zachowuje. Ulega deformacji i wyjaskrawieniu. To jest trudność. Ci, którzy grali pijaków, wiedzą, że to zadanie jest atrakcyjne tylko pozornie. W rzeczywistości jest niezwykle karkołomne i bardzo wielu się na nim wysypywało" - opowiadał aktor.

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje