W moim zawodowym życiu wielokrotnie spotkałem się z Krzysztofem Piesiewiczem. Te spotkania zawsze miały szczególną rangę i znaczenie. W październiku 2024 w ramach mojego cyklu "Przywrócone arcydzieła" w Małopolskim Ogrodzie Sztuki pokazaliśmy "Krótki film o zabijaniu".
Po seansie odbyła się rozmowa z Krzysztofem Piesiewiczem (ze specjalnym udziałem Krzysztofa Globisza). Wszystko wskazuje na to, że było to ostatnie publiczne spotkanie ze współtwórcą "Trzech kolorów".
Oto utrwalony przeze mnie zapis tamtej rozmowy.
Krzysztof Piesiewicz: Krzysztof Kieślowski oczekiwał historii i ja mu te historie przynosiłem
"Dialog. Potem pisanie. Scenariusze do dziesięciu odcinków "Dekalogu", do "Krótkiego filmu o zabijaniu", do "Krótkiego filmu o miłości", powstały w jedenaście miesięcy".
"Nie potrafię "Krótkiego filmu o zabijaniu" oglądać do dzisiaj. To wciąż za wiele mnie kosztuje i chyba tego nie zrobię. Chciałbym jednak, korzystając z obecności Krzysztofa Globisza, powiedzieć, że chociaż filmowe światło pada na rolę Mirosława Baki, wynalezionego przez Krzysztofa w Szkole Teatralnej we Wrocławiu, to według mnie film zyskał wielkość dzięki roli adwokata. To była dla mnie najważniejsza postać. On, jego postawa, pozwala wybrzmieć całej reszcie. Ten młody człowiek był reprezentantem pokolenia, które nie było wcale "z żelaza". To byli ludzie, którzy jednak wiedzieli co jest dobre, co złe. Nie mieli wątpliwości. To nie było rozmyte. Ten film, ten wrzask, dzięki kreacji pana Globisza, jest obrazem pokolenia wrażliwości".
- Jak wiele adwokat Piotr Balicki ma z Pana?
... (milczenie).
"Pisanie scenariuszy to była dla mnie destylacja życia. Krzysztof oczekiwał historii, i ja mu te historie przynosiłem. Znałem historię takiego chłopca jak Jacek, przyjechał do Warszawy z prowincji z takim samym plecakiem. Tylko to on został zamordowany, nie mordował. Sceny, dialogi, frazy z tego filmu - jak ta: "Urodził się panu syn". To wszystko pamiętam. To ja usłyszałem. Powiedział mi to stary adwokat, powstaniec, broniący Ak-owców po wojnie".
"Pisząc "Krótki film o zabijaniu", miałem w głowie "Nocnego kowboja", to była największa inspiracja. Nie byłoby wybitnych zdjęć Idziaka, tych słynnych potem filtrów, bez wstrętnych enerdowskich taśm ORWO, które szybko niszczyły się, zieleniały, szarzały. Tym się Idziak inspirował".
"Pokaz w Cannes, festiwal. Sala syczy, ludzie nie mogą wytrzymać pierwszej sceny morderstwa. Dosyć, dosyć - zaczynają krzyczeć. Trzaskają fotele, wyfraczeni widzowie wychodzą. Ci, którzy zostali, nagrodzili nas owacją. Film dostaje Nagrodę Jury, Fipresci, potem Felixa.
Rozmawiałem o tym z Kieślowskim. Mówię: "Przecież ci widzowie widzieli nie raz krew, morderstwa, zabójstwa, i to ich tak nie przerażało". Okazuje się jednak, że nasz film miał potencję prawdy. Dokumentalizm aktu. Życie, nie kino. I to budziło autentyczną grozę".

W Krakowie rozmawialiśmy o wielu innych rzeczach jeszcze. O tym, skąd Piesiewicz wziął się w kinie (jako licealista, w DKF "Zygzakiem" biegał na wykłady Eberhardta czy Jackiewicza), o tym, jak w kinie Kieślowskiego znalazła się Juliette Binoche i w jakich okolicznościach Piesiewicz odkrył, że w "Czerwonym" powinien zagrać Jean Louis-Trintignant, o stałej, i rosnącej wręcz karierze filmów Kieślowskiego (Piesiewicz przyjechał do nas z Tokio, wcześniej był Szanghaj i Madryt). W Teatrze Narodowym w Tokio niedawno odbyła się premiera dziesięciu niezależnych spektakli - wszystkie odcinki "Dekalogu".
Na koniec Krzysztof Piesiewicz powiedział:
"Moją wychowawczynią w szkole podstawowej była rodzona siostra kardynała Wyszyńskiego. Kardynał często ją odwiedzał, pamiętam to dokładnie. Któregoś dnia powiedział nam, dzieciakom, zdanie, które zapamiętałam na całe życie, które dzisiaj brzmi szczególnie dojmująco: "Trzeba zrobić wszystko, żeby Polska trwała bez wojny, bo trzeci raz się nie podniesiemy".











!["Shrek 5" [trailer]](https://i.iplsc.com/000MXPYH5VY88HRE-C401.webp)
