Halle Berry miała nadzieję, że jej Oscar wyważy drzwi. Myliła się
Berry otrzymała Oscara w 2001 roku za główną rolę w dramacie "Czekając na wyrok". Do historii przeszło jej emocjonalne przemówienie, podczas którego nawet nie próbowała powstrzymać łez. Wkrótce wszyscy rozpisywali się o pierwszej Afroamerykance, która otrzymała nagrodę Akademii w tej kategorii. "Kiedy odnosisz historyczne zwycięstwo, myślisz: 'wszystko się zmieni.' To prawda, ja się zmieniłam, ale moje miejsce w biznesie filmowym pozostało to samo" - wspominała po latach w rozmowie z "Entertainment Weekly".
"To było zaskakujące. Sądziłam, że nagle posypią się role, że pod moimi drzwiami pojawi się ciężarówka ze scenariuszami. Nic bardziej mylnego" - kontynuowała. "Przyjmowałam role, które nie zawsze mnie zachwycały, ale aktorstwo to nie moje hobby, to praca, która pozwala mi na zapewnienie przyszłości moim dzieciom. Zawsze jednak starałam się zachować tę ciekawość, ponieważ jako czarnoskóra aktorka nie zawsze otrzymywałam role, o których marzyłam".

W 2019 roku Berry była jeszcze bardziej gorzka w ocenie swej oscarowej wygranej. "Ta nagroda wiąże się z jednym z moich największych życiowych rozczarowań. Myślałam wtedy, że otwieram drzwi innym czarnoskórym aktorkom, że ta wygrana coś znaczy. Myliłam się. Pamiętam, jak następnego ranka obudziłam się i pomyślałam: 'Wow, teraz na pewno wszystko się zmieni, zostałam wybrana, by przecierać szlaki'. Oczywiście tak się nie stało. Zaczęłam zadawać sobie pytanie: 'Czy to był rzeczywiście ważny moment, czy to był tylko mój moment?'. Wtedy chciałam wierzyć, że to zwycięstwo jest większe ode mnie. Czułam, że jest większe głównie dlatego, iż wiedziałam, że inni powinni tam być przede mną" - wyjaśniła Berry. Dodała, że fakt, iż wciąż pozostaje jedyną czarnoskórą laureatką Oscara za pierwszoplanową rolę kobiecą "łamie jej serce".
O tym pocałunku było głośno. Czekała 22 lata na zemstę
Zgodnie z tradycją Berry jako laureatka Oscara dla najlepszej aktorki wręczała złotą statuetkę dla aktora podczas następnej ceremonii. Ku zaskoczeniu wszystkich wygrał nie Daniel Day-Lewis lub Jack Nicholson, a Adrien Brody za "Pianistę". Rozemocjonowany 29-latek wpadł na scenę i namiętnie pocałował niczego niespodziewającą się Berry. Po latach wydarzenie przestało być utożsamiane z oscarową magią. Zwracano uwagę, że Berry nie została zapytana przez aktora o zgodę, a jego zachowanie - mimo emocjonującej dla niego chwili - było po prostu niestosowne.
Laureatka Oscara za "Czekając na wyrok" odniosła się do incydentu wiele lat później. W 2017 roku w podcaście "Watch What Happens Live" przyznała, że nie wiedziała, co się dzieje i jak się zachować. Zdawała sobie jednak sprawę, że Brody działa pod wpływem silnych emocji. "Byłam w tym samym miejscu rok przed nim i wiem, jak postrzega się wtedy świat. Więc po prostu poszłam za tym" - tłumaczyła. Aktorka nie żywi wobec Brody'ego negatywnych emocji. Gdy w styczniu 2025 roku otrzymał Złoty Glob za "The Brutalist", napisała na Instagramie: "gratuluję, mój przyjacielu. Jesteś jedyny w swoim rodzaju".
Aktor nawiązał do swojego zachowania sprzed niemal 22 lat w rozmowie z "Variety" w lutym 2025 roku. Zaznaczył, że dziś wszyscy są o wiele bardziej świadomi niektórych rzeczy, co "jest wspaniałą sprawą". "Nic, co kiedykolwiek zrobiłem, robię lub zrobię, nie było czynione z intencją, by ktoś poczuł się źle" - zaznaczył.
22 lata po niefortunnym zdarzeniu, na chwilę przed rozpoczęciem 97. ceremonii rozdania Oscarów, Brody udzielał wywiadów. Nagle podeszła do niego Berry. "Przepraszam, ale muszę to zrobić" - powiedziała i pocałowała go w usta, ku żywej reakcji obserwujących dziennikarzy. Aktor był rozbawiony całą sytuacją, a po wszystkim mocno przytulił swoją koleżankę po fachu. Tego wieczoru otrzymał swojego drugiego Oscara w karierze za "The Brutalist".

Halle Berry odebrała swoją Złotą Malinę
W 2005 roku Berry była faworytką do Złotej Maliny, filmowej antynagrody za rolę w "Kobiecie Kot". Wygrała w swej kategorii i, ku zaskoczeniu wszystkich, zjawiła się na gali, by odebrać tanią, pozłacaną statuetkę. "Nigdy nie sądziłam, że znajdę się w tym miejscu" - krzyczała zapłakana, dzierżąc w jednej ręce Złotą Malinę, a w drugiej Oscara. Dla dziennikarzy było jasne, że aktorka śmieje się ze swojej rozemocjonowanej przemowy podczas ceremonii rozdania nagród Akademii.
"Kiedy dostajemy Oscara czy inną nagrodę, z jakiegoś powodu czujemy się lepsi od innych, ale w istocie tak nie jest. Twoja praca została zauważona i doceniona, ale to nie czyni cię lepszym od innych. Kiedy dostajesz Złotą Malinę, czy to czyni cię złym aktorem? Nie. To upomnienie, aby w przyszłości zrobić coś lepiej. Dlatego trzeba mieć odwagę, aby się z nią zmierzyć" - mówiła później w rozmowie z "Vanity Fair".
"Nauczyłam się, że jeśli nie potrafisz przegrywać, nie zasługujesz na to, żeby wygrywać. Dlatego poszłam tam, żartowałam z siebie, świetnie się bawiłam, a potem spaliłam swoją Malinę" - kontynuowała.










