Gościem niedawnego wydania programu "Good Morning America" był jeden z sędziów przysięgłych, którzy wydali werdykt w procesie, jaki Johnny Depp wytoczył swojej byłej żonie. Mężczyzna opowiedział anonimowo o kulisach rozpraw, a także o tym, czym kierowali się ławnicy, wydając werdykt korzystny dla gwiazdora "Piratów z Karaibów". Wyznał też, dlaczego na przysięgłych nie zrobiły wrażenia zeznania Amber Heard.
Proces pomiędzy Johnnym Deppem i Amber Heard śledziły miliony ludzi na całym świecie, a wyrok, który zapadł 1 czerwca, wciąż jest przedmiotem wielu komentarzy. Sędziowie przysięgli zdecydowali, że aktorka zniesławiła swojego byłego męża, publikując w 2018 roku w gazecie "The Washington Post" tekst, w którym napisała, że była ofiarą przemocy domowej. W efekcie przegranej, Heard musi wypłacić teraz Deppowi ponad 10 milionów dolarów odszkodowania. Teraz głos w tej sprawie zabrał jeden z członków ławy przysięgłych, którzy orzekali w tym procesie.
Mężczyzna wyjaśnił m.in., dlaczego ani na nim, ani na innych ławnikach nie zrobiła wrażenia postawa Amber Heard. "Cały ten płacz, wyraz twarzy, który cały czas miała, gapienie się na sędziów. Wszyscy czuliśmy się niekomfortowo. Odpowiadała na jedno pytanie, płakała, a dwie sekundy później miała już kamienny wyraz twarzy. Niektórzy z nas używali na to określenia 'krokodyle łzy'" - wyjawił w programie "Good Morning America" mężczyzna. I dodał: "Koniec końców wielu sędziów czuło, że to, co mówił Depp, było bardziej wiarygodne. Wydawał się bardziej realny w swoich reakcjach na zadawane mu pytania. Przez cały czas jego stan emocjonalny był bardzo stabilny".
Mężczyzna odniósł się też do słów Amber Heard, która po procesie stwierdziła, że duży wpływ na wyrok miało to, że proces był transmitowany na żywo i szeroko komentowany w mediach społecznościowych. "Braliśmy pod uwagę jedynie dowody. Ani ja, ani inni jurorzy nie używają Twittera i Facebooka. Inni, którzy ich używają, postanowili o tym nie mówić" - stwierdził ławnik, który był jednym z pięciu mężczyzn zasiadających w siedmioosobowej ławie przysięgłych.
Amber Heard kłamała w "procesie dekady"?
Mężczyzna podzielił się także refleksją na temat tego, dlaczego ława przysięgłych orzekła na korzyść Deppa. "Według mnie prawda jest taka, że oboje byli wobec siebie agresywni. I nie sądzę, aby to sprawiało, że mają rację, bądź byli w błędzie. Jednak gdy mówimy o jej roszczeniach i ich wysokości, nie było dostatecznych dowodów na poparcie tego, co zeznała" - stwierdził.
Informacje o komplikacjach w ich związku wyszły na jaw w maju 2016 roku po gwałtownej kłótni pary w ich domu w Los Angeles. Heard zgłosiła się wtedy do sądu z prośbą o ochronę, jako dowód na przemoc domową pokazując swoją pobitą twarz. Aktorka wyznała, że gwiazdor "Piratów z Karaibów" rzucił w nią telefonem.
Do rozwodu doszło trzy miesiące później. Za odejście Heard Depp zgodził się zapłacić jej 7 milionów dolarów. Aktorka jednak nigdy więcej nie będzie mogła zaskarżyć byłego męża o wykorzystywanie i znęcanie się w trakcie trwania ich relacji.
"Nasz związek był przepełniony pasją i bardzo zmienny, ale zawsze połączony więzami miłości" - napisali w oświadczeniu Depp i Heard. "Nigdy nie było naszą intencją szkodzenie sobie, czy to fizyczne, czy emocjonalne. Żadne z nas nie stawiało fałszywych zarzutów, by się wzbogacić" - oświadczyli byli małżonkowie.Kevin MazurGetty Images
Jednak w styczniu 2012 roku świat obiegła "wstrząsająca" wiadomość. Po 14 latach idealnego związku Johnny Depp porzucił matkę swych dzieci, donosiły również polskie media. Oficjalny powód kłótnie, nieoficjalny - Amber Heard - wówczas 25-latka z ciałem seksbomby i miejscem w rankingach najgorętszych kobiet globu. Spekulacjom nie było końca, a orientacja seksualna aktorki tylko dodawała sprawie kolorytu.
Pod koniec stycznia 2014 na palcu Amber pojawił się pierścionek zaręczynowy z wielkim diamentem, a na premierze "72 godzin" para otwarcie już wymieniała pocałunki w blasku fleszy.Michael BrucknerGetty Images
Amber Heard długo nie zabierała publicznie głosu w tej sprawie. Teraz opublikowała jednak długi post na swoim koncie na Instagramie: "Udałam się do Wielkiej Brytanii, by zeznawać, jako świadek. Po sfinalizowaniu naszego rozwodu w 2016 r. i po uzyskaniu zakazu zbliżania się, chciałam żyć dalej. Ponowne przeżywanie rozpadu naszego związku, zakwestionowanie moich motywów oraz najbardziej traumatycznych szczegółów współżycia życia z Johnnym było niezwykle bolesne (...). Podtrzymuję moje zeznania w sądzie i wierzę w brytyjski wymiar sprawiedliwości".Samir Hussein/WireImageGetty Images
Depp i jego prawnicy przystąpili do kontrataku. Zażądali od Heard 50 milionów dolarów zadośćuczynienia za zniesławienie. Przedstawili też materiał dowodowy, z którego wynika, że to aktor był ofiarą ataków swojej byłej żony. W efekcie zrobił się z tego celebrycki spektakl, którym żyje cały świat.David Livingston/Getty ImagesGetty Images
Chociaż wydaje się, że Depp toczy batalię sądową przeciwko byłej żonie, w rzeczywistości wystąpił przeciwko firmie News Group Newspapers - wydawcy brytyjskiego tabloidu "The Sun", którego oskarżył o zniesławienie. Chodziło o wypowiedź aktorki Katherine Kendall opublikowanej przez gazetę, z której wynikało, że Depp jest "damskim bokserem", czyli bił Amber Heard, gdy byli w związku.Walter McBride/WireImageGetty Images
Para poznała się w 2011 roku na planie komedii "Dziennik zakrapiany rumem". Powracający na Karaiby Depp zgrał niestroniącego od trunków dziennikarza, Heard zaś wcieliła się w kuszącą wdziękami narzeczoną milionera. Chociaż w obrazie pojawiła się odważna scena seksu między bohaterami, nikt nie podejrzewał, że relacje gwiazd wykroczą dalece poza plan filmowy. Depp wciąż jeszcze deklarował miłość do Vanessy Paradis, a biseksualna Amber od czterech lata żyła w związku z artystką Tasyą van Ree.Peter Mountain/FilmDistrict/Everett CollectionEast News
Zaledwie pięć dni po rozprawie sądowej Heard wystąpiła o sadowy zakaz zbliżania się. Utrzymywała, że były mąż atakował ją fizycznie i psychicznie.
Aktorka opublikowała także felieton w "The Washington Post" dotyczący molestowania seksualnego. Chociaż nie wymieniła swojego byłego męża z imienia i nazwiska, wyraźnie sugerowała agresywne zachowania z jego strony. Steve Granitz/WireImageGetty Images
Johnny Depp i Amber Heard rozwiedli się w 2016 roku po czteroletnim, burzliwym związku, w którym według aktorki miało dochodzić do przemocy fizycznej ze strony męża. Hollywoodzki gwiazdor od początku zaprzeczał tym zarzutom i powoływał kolejnych świadków twierdzących, że to on był ofiarą w tej relacji.Samir Hussein/WireImageGetty Images
Rok po głośnym rozwodzie z Johnnym Deppem Amber Heard ponownie poszła do sądu. Tym razem pozwała twórców filmu "London Fields" za dokręcenie bez jej wiedzy "pornograficznych" ujęć z udziałem dublerki aktorki. Prawnicy Heard twierdzili, że sceny zostały tak zmontowane, że widzowie mogą odnieść wrażenie, że występuje w nich właśnie ich klientka. "Materiał z dublerką zawiera pornograficzną scenę, której Heard nigdy nie zgodziłaby się zagrać" - brzmiał fragment oświadczenia prawników aktorki.
Co ciekawe w filmie, będącym ekranizacją wydanej w 1989 roku powieści Martina Amisa "Pola Londynu", obok Heard wystąpił także... Johnny Depp.GVN Releasing / PlanetAgencja FORUM
Jego zdaniem Heard ostatecznie pogrążyło to, że wciąż nie oddała na cele dobroczynne siedmiu milionów dolarów, jakie otrzymała od Deppa w ramach rozwodu. "Była gościem jednego z brytyjskich talk-showów, w którym mówiła prowadzącemu, że oddała te pieniądze. Używała takich określeń jak 'oddałam je', 'przekazałam w darowiźnie', 'już ich nie mam'. Ale prawda jest taka, że większości z nich wcale nikomu nie oddała" - wyjaśnił przysięgły.
Więcej newsów o filmach, gwiazdach i programach telewizyjnych, ekskluzywne wywiady i kulisy najgorętszych premier znajdziecie na naszym Facebooku Interia Film