Reklama

Czy M. Scorsese dostanie Oscara?

Wydaje się, że w tym roku jest wśród oscarowych pewniaków jeden, któremu nie wypada nie przyznać nagrody Akademii.

I choć "Infiltracja" Martina Scorsese daleka jest od doskonałości, to trudno uwierzyć, by Akademia nie chciała, przez uhonorowanie Scorsese, odkupić swych win i uspokoić wyrzutów sumienia. Wydaje się to nieprawdopodobne , ale twórca takich obrazów jak "Taksówkarz", "Wściekły byk", czy "Chłopcy z ferajny" ani razu nie został w trakcie swej długiej kariery filmowca uhonorowany Oscarem.

Reklama

O "Oscarze zadośćuczynienia" dla Scorsese mówiono już przy okazji "Gangów Nowego Jorku". Także "Aviator" był mocnym kandydatem do nagrody Akademii. Teraz, paradoksalnie, gdy Scorsese zrealizował nie oryginalny film, lecz remake azjatyckiego thrillera "Infernal Affairs", mający włoskie korzenie reżyser ma największe szanse na zwycięstwo.

Konkurencję ma jednak niezwykle silną. Począwszy od ulubieńca Akademii Clinta Eastwooda (arcyamerykański "Sztandar chwały") przez Paula Greengrassa (świetnie przyjęty "Lot 93") po Billy'ego Condona ("Dreamgirls" - Akademia zawsze lubiła musicale).

Jeśli chodzi o kreacje aktorskie Akademia nie powinna mieć w tym roku problemów. Przeliczne podsumowania roku jasno wskazują, że żadnej konkurencji nie ma ani Helen Mirren ("Królowa"), ani Forest Whitaker ("Ostatni król Szkocji").

Jeśli zaś chodzi o najlepszy film nieanglojęzyczny, chyba wszystko rozegra się między zrealizowanymi po hiszpańsku "Volver""Labiryntem fauna". Akademia udowodniła już, że lubi język Almodovara (Oscary dla "Wszystko o mojej matce" i "W stronę morza").

INTERIA.PL

Reklama

Dowiedz się więcej na temat: Martin Scorsese | Oscary | nagrody | akademia | Nie | filmy | film

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje