Reklama

Reklama

Cyfrowe obawy Toma Hanksa

Tom Hanks ("Zielona mila", "Cast Away. Poza światem") obawia się, iż cyfrowi aktorzy generowani przez komputery, mogą zastąpić hollywoodzkie gwiazdy z krwi i kości. W wywiadzie "New York Timesa" gwiazdor wyznał, iż martwi się, że wytwórnie filmowe mogą zastępować żywych aktorów, bardziej uległymi i pracującymi za zdecydowanie mniejszą gażę, elektronicznymi bohaterami.

Zaniepokojenie Toma Hanksa wzbudził film " Final Fantasy", w którym główną rolę "gra" Aki Ross, "aktorka" w całości wygenerowana przez komputer.

"Bardzo mnie to niepokoi. Ale cóż, wydaje się, że to jest przyszłość przemysłu filmowego. Nie wiem, jak prawdziwi aktorzy zareagują na to i co zrobią?" - martwi się Hanks.

Aki Ross, śliczna brunetka o zaczepnym spojrzeniu, została uznana przez szefów wielkich wytwórni filmowych za pierwszą całkowicie przekonującą cyfrową postać, która zagrała w pełnometrażowym filmie.

Reklama

Tom Hanks jest natomiast pierwszym hollywoodzkim gwiazdorem, który wypowiedział się publicznie na temat obaw związanych z rozwojem najnowszych technologii, które prowadzą do tworzenia cyfrowych aktorów i "zatrudniania" ich zamiast rzeczywistych odtwórców.

Obawy aktora odrzuca jednak George Lucas.

"Jestem twórcą, który wykorzystał chyba najwięcej cyfrowych bohaterów w swych filmach. Jednak nigdy nie pomyślałem, iż mógłbym wykorzystać komputer, by stworzyć człowieka, ludzką naturę. To po prostu jest niemożliwe. Do tego potrzebni są prawdziwi ludzie, prawdziwi aktorzy" - oponuje słynny reżyser.

Także Steven Spielberg, w którego najnowszym filmie "Sztuczna inteligencja" Jude Law i Haley Joel Osment grają roboty, nie uważa, by ludzi mogli zastąpić cyfrowi aktorzy.

Wydaje się więc, iż Tom Hanks nie musi na razie martwić się o pracę.

INTERIA.PL
Dowiedz się więcej na temat: Tom Hanks | Zielona mila | obawa | hollywoodzkie gwiazdy | film | aktorzy | Tom

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL