Reklama

Reklama

Co zdominuje Hollywood?

Zeszły rok minął w Hollywood pod znakiem pesymistycznych współczesnych dramatów. W Oscarowych rozgrywkach wygrał film braci Coen, nominacje zdobyło też "W dolinie Elah" czy "Michael Clayton". Teraz czas na odmianę. Fabrykę snów w 2008 roku zdominuje klimat retro. Tylko czy spodoba się to widzom?

Po ogłoszeniu premierowych planów najważniejszych rozgrywających na hollywoodzkim polu walki, okazało się, że akcja większości filmów rozgrywa się w latach 60., 40., a nawet i w 1780 roku. Kina zaleje fala filmów historycznych. Co bardziej złośliwi zauważyli, że popcornowe multipleksy zamienią się w popcornowe muzea.

Co ciekawe, pod marką "historyczne" kryją się zarówno wielkie superprodukcje, ale i skromniejsze filmy kostiumowe, dramaty polityczne, rodzinne czy melodramaty.

Universal proponuje najnowszy film Clinta Eastwooda "Changeling" z Angeliną Jolie i Johnem Malkovichem. Osadzona w latach 20. historia matki, która walczy o odzyskanie porwanego syna.

Reklama

Na hit zapowiada się reklamowana od bardzo dawna "Australia" Baza Luhrmanna z Nicole Kidman i Hugh Jackmanem, romans angielskiej arystokratki i australijskiego hodowcy bydła na tle pięknego krajobrazu Antypodów i okrucieństwa II wojny światowej. Film twórcy "Moulin Rouge" produkuje studio Twentieth Century-Fox.

II wojna światowa pojawi się też w filmie Eda Zwicka "Defiance", Mikaela Hafstroma "Shanghai" i Spike'a Lee "Miracle at St. Anna".

Interesująco zapowiada się "The Secret Life of Bees" hietoria małej dziewczynki osadzona w połowie XX wieku na południu Stanów Zjednoczonych z Queen Latifah w jednej z głównych ról. Premierę będzie miał też wyprodukowany przez Miramax dramat "Doubt" rozegrany w latach 60. w katolickiej szkole. Keira Knightley, która powoli staje się specjalistką od kostiumowych filmów, wystąpi dla odmiany w filmie... kostiumowym. "The Duchess" to opowieść o dość ekstrawaganckiej 18-wiecznej księżnej Devonshire.

Leonardo DiCaprio z kolei wystąpi w dramacie rodzinnym Sama Mendesa "Revolutionary Road", w którym akcja dzieje się w latach 50. Ron Howard ("Kod da Vinci") proponuje polityczną sagę "Frost/Nixon", Gus van Sant film biograficzny "Milk" o pierwszym homoseksualiście, który w latach 70. wygrał wybory w Kalifornii.

"Wygląda na to, że Hollywood staje się jak kanał historyczny w telewizji" - ocenia krytyk filmowy Rober Thompson.

W Hollywood filmy historyczne powstawały zawsze. Dlaczego więc ta fala zrodziła takie komentarze?

Przede wszystkim od dawna nie zdarzyło się, by tak dużo tego typu filmów wchodziło niemal w jednym czasie do kin. Producenci liczą na spore zyski. Krytycy zastanawiają się, czy widzowie ich propozycje kupią. Czy historia przemówi od współczesnego widza?

"Tych filmów faktycznie będzie sporo i pojawia się pytanie, kogo one przyciągną" - zastanawia się jeden z producentów.

Specjaliści doszukują się przyczyny w zeszłorocznej klęsce spektakularnych filmów akcji zdominowanych przez efekty specjalne. Filmy historyczne mają wypełnić nową niszę.

"Film osadzony w przeszłości ma szanse lepiej się sprzedać, bo przenosi widza do innego świata bez efektów specjalnych i potrzeby kreowania się na film fantasy" - mówi Brandon Gray, specjalista od boxoffice'ów.

Niektórzy producenci z kolei zauważają, że filmy historyczne mają przewagę nad tytułami osadzonymi w dzisiejszych czasach. Mogą opowiedzieć historię o tych samych problemach bez modnej teraz ironii i dwuznaczności, nawet ocierając się czasem o staroświeckość. Historyczny kostium usprawiedliwi wszystko. Czy na pewno?

Warunkiem jest takie przedstawienie fabuły, by nie wydawała się zupełnie obca. Film przecież będą oglądać ludzie urodzeni wiele lat po czasie, w którym rozgrywają się losy bohaterów.

Podstawą jest więc "współczesny film historyczny", twierdzi Terry Press, marketingowe guru w Hollywood, który ma na swoim koncie "Gladiatora". Reklama produkcji natomiast musi podkreślać aktualność danego filmu, jego stronę wizualną, efektowność i wartką akcję.

Jednak sceptyków te argumenty nie przekonują.

"Amerykańska widownia okazjonalnie lubi obejrzeć film historyczny, ale czy będą chcieli oglądać je w każdy weekend?" - pyta jeden z hollywoodzkich producentów.

INTERIA.PL
Dowiedz się więcej na temat: \ Film | filmy | film | Hollywood

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Dziś w Interii

Raporty specjalne

Rekomendacje