Reklama

Co się stało z Bondem?

"Film 007 Quantum of Solace dowodzi, że wraz z Cragiem James Bond narodził się na nowo" - napisał ostatnio krytyk Konrad J. Zarębski. Agent Jej Królewskiej Mości przez lata zmieniał nie tylko rysy twarzy - seria podlegała głębokiej ewolucji. Jaki kierunek, pod sztandarem Craiga, Bond obrał teraz?

Zarębski w swoim tekście "Agent 007: Face Lifting" określa filmy bondowskie jako "fenomen kulturowy", który asystował i reagował błyskawicznie na zmiany obyczajowe w Stanach Zjednoczonych. Często był też tych zmian katalizatorem.

Reklama

Data amerykańskiej premiery "Doktora No", 8 maja 1963 roku, "uznana wręcz została za moment narodzin współczesności, rozumianej jako przełom obyczajowy, zwieńczony z jednej strony rewolucją seksualną, z drugiej zaś przyznaniem równych praw mniejszościom rasowym w USA" - zauważa Zarębski.

Co do drugiego członu można mieć wszelako pewne wątpliwości, jeśli wspomnimy, że rola Quarrela - czarnoskórego, rdzennego Jamajczyka - ogranicza się tylko do wożenia Bonda po okolicznych wyspach i noszenia za nim... jego butów. Te rozważania zostawmy jednak na później.

Kolejne lata przyniosły ze sobą rozwój, a w końcu i schyłek thrillera szpiegowskiego. Przyniosły także kolejne zmiany w obyczajowości świata zachodu. Jednak Bond, mimo że pozostał męskim szowinistą, bezwzględnym zdobywcą, kobieciarzem, hazardzistą i w głębi duszy miłującym luksus sybarytą zawsze znajdywał dla siebie miejsce w danym mu czasie. Skąd bierze się ta wewnętrzna siła Bonda, to élan vital , które, obok licencji na zabijanie, daje mu także licencję na wieczną młodość? Według Konrada J. Zarębskiego - z ciągłej ewolucji.

Przy niezmiennym akompaniamencie stałych motywów - pięknych kobiet, super gadżetów, luksusu i wódki martini, Bond, sam także niezmienny, stawiał czoła coraz to nowym przeciwnikom, którzy byli jednym z jego kluczy do współczesnych problemów widzów danej części - mniej więcej taką diagnozę stawia w swoim artykule autor.

Od rosyjskiego wydziału NKWD do zadań specjalnych - organizacji SMERSH (w polskiej transkrypcji: Smiersz), przez fikcyjny Zarząd Specjalny ds. Kontrwywiadu, Terroryzmu, Zemsty i Wymuszenia (osławiona SPECTRE), szaleńców, zbuntowanych szpiegów, terrorystów i oszustów, przez ręce Jamesa Bonda przewijają się kolejni wrogowie Wielkiej Brytanii i całego świata. Niezależnie od tego z kim przyszło mu walczyć, droga do czynienia aktualnych aluzji politycznych pozostawała dla twórców cyklu otwarta.

Kolejnym kluczem do tajemnicy sukcesu 007 są kolejni odtwórcy jego postaci.

"Osobowość każdego z aktorów miała wpływ na kształt filmu. W czasach Connery'ego filmy o 007 były klasycznymi filmami szpiegowskimi, by w okresie Moore'a pozostać eskapistycznymi widowiskami zręcznie montowanego kina akcji, zaś pod rządami Brosnana osiągnąć niebezpieczną granicę pastiszu" - pisze Zarębski.

"Ale obsadzenie Daniela Craiga w nowej wersji Casino Royale wiele zmieniło" - dodaje.

Zarębski wylicza, że wraz z pojawieniem się Craiga, Bond, choć wciąż "męski w każdym calu", spadł z piedestału superherosa. W "Casino Royale" i w "007 Quantum of Solace" nie ma już elementów zabawy w puszczanie oka do widza, zabrakło nie tylko słynnych gadżetów Bonda, ale i na poły humorystycznych postaci wynalazcy Q i panny Moneypenny. Wraz z tymi przemianami w obrębie gatunkowości swojego cyklu agent 007 odkrył w sobie uczucia i myśli, których wcześniej w nim zbywało. Bond/Craig kieruje się lojalnością, tęskni za tym co utracił w życiu, jest zdolny do prawdziwszych emocji niż jego poprzednicy.

Po raz pierwszy zdarzyło się także, że kolejna część jego przygód nie była zamkniętą całością. Akcja "007 Quantum of Solace" zaczyna się dokładnie w tym momencie, w którym "Casino Royale" się kończy.

"James Bond po face liftingu rozpoczął mozolną wspinaczkę na półkę z dorosłym kinem" - konkluduje Zarębski.

Możliwe jednak, że "pierwsze jaskółki" przemian, jakie sygnalizuje autor w końcówce swojego artykułu, nie zmienią się w przewidywaną przez niego, "bondowską wiosnę". W jednym z ostatnich wywiadów Daniel Craig, mówiąc o kolejnej części filmu o 007, odmalował jej obraz w zupełnie innych barwach, niż te przewidywane przez Zarębskiego.

Ostatnia plotka głosiła, że "007 Quantum of Solace" będzie środkową częścią planowanej trylogii. Spytany o to Craig, pół żartem, pół serio, rzucił: "Nie ma bata! Skończyłem z tą historią. Przez pierwszą połowę kolejnego filmu chce leżeć na plaży i pić koktajle".

Pomijając oczywistą blagę w części dotyczącej koktajli, Craig naprawdę jest zdania, że czas zacząć kolejną, osobną historię o Bondzie.

"Z tego co jest mi wiadomym, to skończyliśmy z tą historią" - tłumaczył dalej aktor, gdy zamilkły śmiechy po jego poprzednim wyznaniu.

"Mamy przygotowany świetny zestaw nowych złoczyńców. I pomysł na nową Organizację, której możemy użyć jak nam się żywnie podoba - dodał.

Serwis "Cinema Blend", przy okazji tych wieści, przypominał także słowa Craiga z innego wywiadu.

"A może zajmiemy się genezą losów Moneypenny i Q. Zróbmy to i przy okazji nieźle się zabawmy" - mówił Craig.

Jeżeli w informacjach rzucanych przez Craiga jest ziarno prawdy, to może się okazać, że "wspinaczka Bonda na półkę z dorosłym kinem", choć zapowiadała się tak interesująco, zakończy się szybciej niż się spodziewaliśmy. Miejmy chociaż nadzieję, że nie będzie to bolesny upadek, ale świadoma rejterada.

INTERIA.PL/KINO/Cinema Blend

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje