Reklama

Co robi Barbara Brylska?

Wie, jak smakuje szczęście i jak bolesna potrafi być rozpacz. Mówi, że już nic nie może ją zaskoczyć.

Urodziła się w niewielkiej miejscowości Skotniki koło Łęczycy w województwie łódzkim. Może dlatego Barbara Brylska (70 l.) do dziś najlepiej czuje się z dala od zgiełku miasta i tak bardzo kocha wieś? Gdy tylko za oknem dostrzeże pierwsze zwiastuny nadchodzącej wiosny, od razu pakuje walizki. I z mieszkania na warszawskiej Sadybie przenosi się na swoją niedużą działkę "na odludziu", niedaleko Wyszkowa.

Reklama

Ma tam niewielki drewniany domek. Skromny, ale otoczony pięknym ogrodem. Pani Barbara zbudowała ten dom już ponad trzydzieści lat temu - taki prezent zrobiła sobie na urodziny. Teraz mówi, że to jest jej miejsce na ziemi. Tam, otoczona przyrodą, czuje się spokojna, bezpieczna. Cieszy ją to, że już nigdzie nie musi gonić. Że jej dzień toczy się bardzo powoli, leniwie. Rano kakao albo herbata. Zabawy z ulubieńcem domu, kotem Lelkiem. Krzyżówki, wczesny obiad, strzyżenie trawy...

- Teraz już coraz mniej mam sił na prace fizyczne. Ale mam życzliwe mi osoby, które służą mi szczerą pomocą - opowiada o swoim obecnym życiu aktorka.

W latach 60. była wielką gwiazdą polskiego kina. Po roli kapłanki Kamy w filmie "Faraon" i Krzysi Drohojowskiej w "Panu Wołodyjowskim" mężczyźni kochali się w niej, a kobiety podziwiały i próbowały naśladować. Ona sama nigdy nie uważała się za piękność. Zawsze dziwiło ją zachowanie kolegów aktorów, którzy nie potrafili ukryć fascynacji jej osobą. Sama jednak uznaje, że szczęścia w miłości nie miała. Całe życie marzyła o szczęśliwym domu z dziećmi i mężczyzną, który kocha i potrafi dać wsparcie. A tego jednego nie udało jej się osiągnąć...

Pierwszy raz za mąż wyszła jeszcze podczas studiów w łódzkiej szkole filmowej. Jej małżeństwo ze skromnym matematykiem Janem Borowcem zakończyło się po kilku latach. Także drugie małżeństwo, z przystojnym ginekologiem Ludwikiem Kosmalą, zakończyło się rozstaniem. Pani Barbara wspomina je jako niezwykle burzliwy okres swego życia. Choć zarazem i wyjątkowy, bo to właśnie z tego związku przyszły na świat jej dzieci: córka Basia i syn Ludwik.

Córkę aktorki uważano za godną następczynię swej matki. Basia Kosmal również marzyła o karierze filmowej. Plany przerwał 15 maja 1993 roku tragiczny wypadek samochodowy. Mimo bólu pani Barbara cieszy się, gdy dziś ktoś jeszcze pyta ją o córkę. Chce, by jej Basię pamiętano. Jaka była piękna, utalentowana...

Po jej odejściu przy życiu utrzymał ją tylko obowiązek wychowania syna. "Duda" stał się jej całym światem. Teraz jest nim także wnuczek Szymon. - Gdy go widzę, czuję się taka szczęśliwa! Jest cudownym, mądrym chłopczykiem. I ma takie piękne niebieskie oczy! - wzrusza się aktorka.

Po śmierci córki pani Barbara odgrodziła się od filmowego świata. Postanowiła, że będzie skupiać się na małych rzeczach, drobnych sprawach. - Nigdy nie pogodziłam się ze śmiercią Basi. Ale właśnie przez to w jakiś sposób dotknęłam istoty człowieczeństwa - wyznaje.

W 1993 roku była pewna, że życie się dla niej skończyło. Ale któregoś dnia obudziła się i... znalazła siłę, by czymś się zainteresować. Kogoś polubić, czymś zachwycić, czegoś zapragnąć. I tak pozostało do dziś.

IW

Świat & Ludzie

Reklama

Dowiedz się więcej na temat: Barbara Brylska | Nie

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Dziś w Interii

Raporty specjalne

Rekomendacje