Co czytała najsłynniejsza blondynka świata?
Każdy kinoman zna jej role w takich filmach, jak "Pół żartem, pół serio", "Słomiany wdowiec", "Niagara", "Mężczyźni wolą blondynki" czy "Skłóceni z życiem". Ale kto wie, co czytała i jakie książki miała w swoim domu?
Marilyn Monroe w swojej prywatnej bibliotece zgromadziła ponad 400 wybitnych dzieł. Dla aktorki książka nie była jedynie modnym dodatkiem. Ona karmiła się literaturą, która była jej realnym schronieniem, a ślady ołówka na marginesach jej prywatnych egzemplarzy do dziś stanowią dowód na to, że z autorami prowadziła głęboki dialog. Kiedy zmarła w sierpniu 1962 roku, miała w domu ponad 400 książek.
Jakie książki czytała najsłynniejsza blondynka? Można powiedzieć, że Monroe czytała niemal wszystko, co wpadło jej w ręce - od klasyki, po psychologię i filozofię.
W jej księgozbiorze widniały takie tytuły, jak: "W poszukiwaniu straconego czasu" Marcela Prousta, "Pani Bovary" Gustave'a Flauberta, "Zbrodnia i kara" oraz "Bracia Karamazow" Fiodora Dostojewskiego czy dzieła Antoniego Czechowa. Marilyn namiętnie czytała też amerykańskich autorów, jak F. Scotta Fitzgeralda ("Wielki Gatsby", "Czuła jest noc"). Szczególne miejsce w jej sercu zajmowała poezja i tacy twórcy, jak Walt Whitman, Emily Dickinson, John Keats, William Szekspir czy Albert Camusa.
Marilyn Monroe: to była kobieta, która czytała wszystko
"Zakres jej osobistej biblioteki był zdumiewający. To było pierwsze, co mnie uderzyło. To była kobieta, która czytała wszystko. Była tam literatura współczesna, klasyczna, psychologia, religia, nauka, ogrodnictwo, poezja, sztuki teatralne, filozofia. Pomyślałam: 'Ktoś, kto tyle czyta, ma głębokie życie intelektualne'. A wciąż zbyt rzadko mówi się o tym w kontekście Marilyn Monroe" - zauważa w rozmowie z "Vogue" Gail Crowther, brytyjska badaczka, autorka nowo wydanej książki "Marilyn and Her Books: The Literary Life of Marilyn Monroe".
Crowther pisze, że jej czytelnicza pasja była głęboką potrzebą samokształcenia. Kiedy nie kręciła filmów, uczęszczała na wieczorowe zajęcia z literatury i historii na Uniwersytecie Kalifornijskim w Los Angeles.
Co najbardziej poruszające - ówcześni dziennikarze nigdy nie zapytali Marilyn o to, co czyta. Kiedy mówiła o literaturze, zbywano ją żartami, by z powrotem wepchnąć ją w rolę "głupiutkiej blondynki". Jak tłumaczy badaczka: "Monroe cierpiała z powodu trującego koktajlu patriarchatu, decyzji branżowych, stereotypów kulturowych, oczekiwań społecznych". Również wytwórniom filmowym nie opłacało się burzyć wizerunku słodkiej seksbomby, który przynosił miliony.
Twórczość uznanych pisarzy, poetów pozwalała jej nazywać własne emocje, lęki, oswoić samotność, której doświadczała w Hollywood. Słowa płynęły także spod jej pióra. Opublikowane po latach jej osobiste zapiski i wiersze ujawniły niezwykle kruchą naturę kobiety, która pozostawała głęboko niezrozumiana i rozdarta pomiędzy dwoma światami.












