Mające swą premierę w 2004 roku "Nigdy w życiu!" Ryszarda Zatorskiego, adaptacja książki Grocholi pod tym samym tytułem, była opowieścią o Judycie (Danuta Stenka), która po rozwodzie z mężem (Jan Frycz) rozpoczyna nowe życie. W zmaganiach pomaga jej rezolutna córka Tosia. Obie bohaterki powrócą w kontynuacji "Właśnie że tak! Nigdy w życiu 20 lat później", do której zdjęcia zakończyły się niedawno.
W 2004 roku w Tosię wcieliła się Joanna Jabłczyńska. W kontynuacji nie zobaczymy jednak gwiazdy "Na Wspólnej". Rolę otrzymała Agnieszka Żulewska. Jabłczyńska nie ukrywała żalu z powodu tej decyzji. W wywiadach i wpisach w mediach społecznościowych zaznaczała, że "nie zmienia się zwycięskiego składu". Aktorka utrzymuje, że dowiedziała się o decyzji w ostatniej chwili. Z kolei przedstawiciele produkcji zapewniają, że Jabłczyńska wzięła udział w castingu, po którym zdecydowano się obsadzić Żulewską.
Na sytuację zareagowała Grochola, która zamieściła w mediach społecznościowych wpis. "Szanowni państwo, w związku z rozpowszechnianiem przez panią Joannę Jabłczyńską nieprawdziwych informacji dotyczących udziału Agnieszki Żulewskiej, znakomitej aktorki i prawego człowieka, postanowiłam jako producentka podjąć stosowne kroki prawne w jej obronie. Będę państwa informować na bieżąco" - zapowiadała pisarka.
Wpis zniknął wkrótce z mediów społecznościowych. Aktorka odniosła się do niego w opublikowanym w sieci nagraniu. "No i widzicie, był post, posta nie ma. Tak coś przeczuwałam, dlatego prosiłam o screeny i serio - jeżeli je macie, to proszę, wyślijcie, bo takiego wsparcia myślę, że już w życiu od was nie dostanę pod publikacją" - stwierdziła.

Joanna Jabłczyńska zapewnia, że nie chciała atakować Agnieszki Żulewskiej
W kolejnym nagraniu Jabłczyńska zaznaczyła, że jej działania nie są wymierzone w Agnieszkę Żulewską. Wyznała, że to kwestia, która "nie pozwala jej spokojnie spać". "Kiedy publikowałam pierwsze nagrania, nie miałam zielonego pojęcia, kto dostał rolę Tośki. Nie spotkałyśmy się przecież na castingu" - mówiła aktorka.
"Ja po prostu Agnieszkę bardzo cenię. Nie znamy się osobiście, ale bardzo ją cenię jako aktorkę i gdybym przegrała z nią w normalnym castingu, to byłby to wręcz dla mnie zaszczyt. Nawet z powodu uwielbienia do jej talentu nigdy bym nie chciała być akurat z nią porównywana" - zaznaczyła Jabłczyńska. "Nie publikowałam nigdy tutaj nic przeciwko Agnieszce. Nigdy nie były takie moje intencje, ale przyznaję, że może bezrefleksyjnie udostępniałam niektóre publikacje tworzone przez was, przez osoby, które chciały mnie wesprzeć, a które mogły pośrednio uderzyć właśnie w Agnieszkę".
Na koniec zwróciła się do Żulewskiej. "Agnieszko, proszę się nie poddawać - nigdy w życiu. Mam nadzieję, że to słowo 'przepraszam' usłyszysz kiedyś również od produkcji, która, uważam, że bardzo nie w porządku się zachowała, nie informując od razu opinii publicznej, że otrzymałaś rolę Tosi, uzasadniając to w jakiś sposób" - stwierdziła Jabłczyńska. Poprosiła także o uszanowanie prywatności Żulewskiej.

Joanna Jabłczyńska odpowiada na nagranie Doroty Szelągowskiej
Do sytuacji odniosła się także prezenterka telewizyjna Dorota Szelągowska, córka Grocholi. "Asiu, widziałam, jak jesteś zaproszona na zdjęcia próbne. Minęły 22 lata, postać Tosi jest już bardziej rozbudowana. [...] Przegrałaś z Agnieszką Żulewską i to żaden wstyd, [...] bo jest po prostu świetna. I nie zasłużyła na to, co teraz spotyka ją z twojej winy. Zasugerowałaś, że Agnieszka dostała rolę, bo jakiś sponsor o tym zadecydował i to jest nieprawda. O tym mówiła moja mama, gdy mówiła o krokach prawnych. Nie wolno rzucać takich rzeczy, tym bardziej że ja wiem, kto jest sponsorem i że to jest ściema" - mówiła Szelągowska w nagraniu opublikowanym w mediach społecznościowych.
Jabłczyńska odpowiedziała jej we wpisie, który zamieściła na swoim profilu w portalu Facebook. "Marzę o tym, żeby to już się skończyło, ale nie mogę pozostawić prawdy samej sobie. Marzyłam też o tym, aby to produkcja sama powiedziała o innym wyborze Tosi i jakoś to uzasadniła w sposób nieurażający nikogo. Zanim Dorota opublikowała swoje nagranie, zdążyłam opublikować wieczorem u siebie film, w którym wyraziłam, jak bardzo mi szkoda Agnieszki Żulewskiej i o ironio, użyłam tych samych słów co Ty, Doroto - że przegrać w normalnym castingu z Agnieszką to byłby wręcz zaszczyt" - napisała.
"Prosiłam produkcję, żebyśmy ustalili wspólną wersję dla mediów, ponieważ z pewnością nie uniknę pytań o brak tej roli. Dokładnie tak się stało. Też nie spodziewałam się, do jakiej skali się to rozwinie i że mogą ucierpieć osoby, które tak bardzo cenię, czyli Agnieszka Żulewska. Do tej pory, o ile mi wiadomo, produkcja nie ogłosiła tego oficjalnie. [...] I tak, dokładnie taki telefon dostałam od reżyserki castingu 'że podmiot, który wykłada pieniądze na film, ma swoją kandydatkę na Tosię' i tyle. Mogło zaboleć?" - czytamy w dalszej części wpisu.

Jan Frycz miał powtórzyć swą rolę w kontynuacji "Nigdy w życiu"
Premiera filmu "Właśnie że tak! Nigdy w życiu 20 lat później" jest zaplanowana na 2027 rok. 3 września rozpocznie się proces montażu. Za kamerą stanął Greg Zgliński. W roli Judyty ponownie zobaczymy Danutę Stenkę.
Produkcja chciała, by Jan Frycz powtórzył rolę Tomasza, byłego męża głównej bohaterki. Pierwsze sceny z jego udziałem miały być realizowane 26 sierpnia. Aktor zmarł jednak 15 sierpnia w wieku 72 lat.
"Jak spotkałam Janka 15 września zeszłego roku, to powiedziałam, że piszę specjalnie dla niego. On się ucieszył i mnie uścisnął. To było nasze ostatnie spotkanie" - wspominała Grochola w rozmowie z TVP3 Warszawa. Pisarka zaznaczyła, że nie wyobraża sobie nikogo innego w tej roli. Postać Tomasza została usunięta ze scenariusza.










