Reklama

Carice van Houten: Magnetyczna uroda

- Nigdy nie będę amerykańską gwiazdą. Jestem po prostu europejską aktorką, której się poszczęściło - przekonywała w jednej z rozmów Carice van Houten, która 5 września obchodzi 40. urodziny. Holenderska piękność międzynarodową sławę zdobyła rolą kapłanki Melisandre w serialu fantasy HBO "Gra o tron". Jednak dużo wcześniej podbiła serca swoich rodaków.

W moim życiu są fajniejsze rzeczy od walki o rolę w amerykańskim filmie - wyznaje Carice van Houten

Zdecydowanej większości widzów van Houten dała się poznać dopiero kreacją w przebojowej "Grze o tron", lecz w rodzimej Holandii była i jest uznawana nie tylko za wybitną aktorkę, ale i znakomitą piosenkarkę już od kilkunastu lat. Swoją pierwszą statuetkę Złotego Cielca, nagrody Holenderskiego Festiwalu Filmowego, odebrała w roku 1999, a w 2010 - wraz z rockowym zespołem Kane - królowała w ojczyźnie na listach przebojów za sprawą utworu "No surrender". Jest także autorką albumu pop-rockowego "See You on the Ice".

Reklama

Te sukcesy nie wzięły się znikąd - von Houten urodziła się w 1976 roku w niewielkim mieście Leiderdorp w rodzinie związanej z show-biznesem. Jej matka, Margje, stoi na czele holenderskiej telewizji edukacyjnej, a ojciec, Theodore, jest pisarzem i dziennikarzem telewizyjnym. W ślady Carice poszła młodsza siostra, Jelka, która także skupiła się na karierze filmowej.

Aktorskie losy von Houten były od początku przepełnione sukcesami. Już pierwsza główna rola - tytułowa kreacja w nakręconym na potrzeby srebrnego ekranu filmie "Suzy Q" (1999) Martina Koolhovena, przyniosła jej Złotego Cielca dla najlepszej aktorki. Wkrótce potem odebrała kolejną nagrodę - Top Naeff Award za swój dorobek teatralny, a zaledwie dwa lata później za występ w komedii fantasy "Panna Minoes - kocia agentka" otrzymała kolejnego Cielca. W filmie Vincenta Balla wcieliła się w kotkę, która zostaje uwięziona w ciele kobiety.

Te błyskawiczne sukcesy sprawiły, że artystka nigdy nie musiała narzekać na brak propozycji. W kolejnych latach kontynuowała współpracę z reżyserem Martinem Koolhovenem, grała w sztukach teatralnych, zadebiutowała w zagranicznej produkcji ("Dorocie" Francuzki Agnes Merlet) i zdobyła trzeciego Złotego Cielca za kreację żydowskiej piosenkarki Rachel w dramacie wojennym "Czarna księga" Paula Verhoevena, twórcy "Nagiego instynktu".

To był także czas, gdy po raz pierwszy zgodziła się wystąpić w hollywoodzkiej produkcji. Pojawiła się w epizodycznej roli w thrillerze samego Ridleya Scotta - "W sieci kłamstw", gdzie spotkała na planie Leonardo DiCaprio. Niestety w trakcie montażu jej scenę trzeba było wyciąć ze względu na długość filmu.

Po tym jak jej pozycję wzmocniły następne dwa Złote Cielce, które odebrała w 2010 i 2011 roku, do Carice dotarła oferta występu w przygotowywanym właśnie serialu fantasy stacji HBO "Gra o tron". Co ciekawe, holenderskiej gwieździe najpierw zaproponowano rolę królowej Cersei Lannister, jednak aktorka odmówiła twórcom z powodu nadmiaru zajęć.

Gdy podczas prac nad drugim sezonem serialu w 2012 roku zgłoszono się do niej ponownie, tym razem z propozycją wcielenia się w kapłankę Melisandre, znów miała wiele wątpliwości. Wiedziała, że nie musi nikomu nic udowadniać - w Holandii miała już status "gwiazdy nad gwiazdami". Jak mówiła, nie interesowało jej granie "złej". "Musiałam przede wszystkim zrozumieć Melisandre" - wyznawała. Kiedy ostatecznie zgodziła się pojawić w "Grze o tron", stworzyła tam jedną z najbardziej magnetycznych kreacji w całym serialu.

Z każdym kolejnym sezonem jej rola znacząco się powiększała, a w szóstym, najnowszym, miała zapewnione miejsce wśród najważniejszych gwiazd serii. Jej bohaterka przywróciła do życia Jona Snowa, w którego wciela się Kit Harington, jedną z ulubionych postaci widzów. Jak wspominała van Houten: "Filmowanie tych scen trwało wieczność. Obmywałam jego ciało chyba z pięćdziesiąt razy. Wiem, że wiele ludzi mi tego zazdrościło, ale to był ciężki dzień. Żartowaliśmy z Kitem, 'co by było, gdyby twoja mama to widziała'" - opowiadała gwiazda.

W jednej z rozmów zdradziła też, że częste rozbieranie się, do którego zmusza ją "Gra o tron", nie jest dla niej żadnym problemem. "Nie jest to moja ulubiona rzecz, ale nie czuję się z tym niekomfortowo, bo w holenderskich filmach jest mnóstwo nagości. Na planie zdarza mi się chodzić nago przez cały dzień, bo to rozładowuje atmosferę. W końcu wszyscy się do tego przyzwyczajają" - wyznała.

Obecnie van Houten spędza czas nie tylko na planie "Gry o tron", ale także w studiu dubbingowym (pojawiła się gościnnie w komedii "Simpsonowie") i występując przed kamerą dużych hollywoodzkich produkcji. W tym roku można było zobaczyć ją w dramacie "Zwycięzca" Stephena Hopkinsa, gdzie wykreowała postać niemieckiej reżyserki Leni Riefenstahl, i thrillerze "Brimstone", na planie którego znów spotkała się z Kitem Haringtonem.

Jak sama o sobie mówi, w filmach gra głównie dla samej siebie, by "nie czuć się samotnie", a wejście do amerykańskiej "wielkiej ligi gwiazd" wcale jej nie interesuje. "W moim życiu jest tyle fajniejszych rzeczy, niż walka o rolę w amerykańskim filmie... Piszę, produkuję, śpiewam i nagrywam drugi album. Bardzo wiele rzeczy daje mi satysfakcję" - deklarowała. Van Houten nie dość, że radzi sobie jako aktorka i piosenkarka, potrafi także płynnie posługiwać się czterema językami: holenderskim, angielskim, niemieckim i francuskim.

Gwieździe powodzi się też w życiu prywatnym. 40-letnia Holenderka przed kilkunastoma dniami po raz pierwszy została matką. Jej partner i ojciec dziecka, Guy Pierce, ogłosił to na Twitterze. Gwiazdor zdradził również imię potomka.  "Słodki, malutki pakunek właśnie do nas przybył i oświadczył, że nazywa się Monte Pierce. Myślimy, że go zatrzymamy" - napisał aktor.

***Zobacz inne materiały o podobnej tematyce***

INTERIA.PL

Reklama

Dowiedz się więcej na temat: Carice van Houten | Gra o tron

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Dziś w Interii

Raporty specjalne

Rekomendacje