"Kocha, lubi, szanuje" skupia się na życiu uczuciowym kilkorga bohaterów. Małżeństwo Cala (Steve Carell) i Emily (Julianne Moore) rozpada się, gdy ta przyznaje mu się do zdrady. Gdy mężczyzna próbuje się wyżalić w barze, spotyka kobieciarza Jacoba (Ryan Gosling). Ten bierze go pod swoje skrzydła i radzi, jak przekonać do siebie nowo poznane kobiety i dobrze wypadać na randkach. Sam próbuje jednak bezskutecznie zdobyć serce Hannah (Emma Stone), absolwentki prawa. Bohaterowie coraz bardziej wplątują się w miłosne relacje nie tylko obcych sobie ludzi, a ich losy coraz bardziej się splątują.
Minęło już 15 lat od premiery uwielbianej przez wielu produkcji. "Kocha, lubi, szanuje" spotkało się z ciepłym przyjęciem ze strony widzów. Świadczyły o tym zadowalające zarobki, wynoszące 145 milionów dolarów na całym świecie, a produkcję pokochano przede wszystkim za postacie, które łatwo jest polubić i zrozumieć.
Emma Stone podbiła serca twórców
Zanim Emma Stone dostała rolę w uwielbianej komedii, musiała wyróżnić się na tle innych kandydatek. Z okazji rocznicy premiery twórcy filmu - Glenn Ficarra i John Requa - wrócili wspomnieniami do czasów pracy nad dziełem.
"Mieliśmy z Emmą całą tę sprawę, że naprawdę trudno było ją namówić na przesłuchanie. Mieszkała wtedy w Nowym Jorku i nie wiem, czy była zajęta, czy coś. Ale w końcu udało nam się ją namówić na przesłuchanie i wypadła fantastycznie" - wspomina Ficarra.
W trakcie prób scenariuszowych kandydatki w obecności Ryana Goslinga, choć radziły sobie dobrze, to często sprawiały wrażenie dość poruszonych. Na drugiej stronie bieguna pojawiła się Emma Stone, która zaczęła... śmiać się z aktora.
"Weszła Emma, Ryan powiedział kwestię, a on ją pomylił. Czytał, a ona była poza ekranem, pomylił kwestię, a Emma, bez chwili wahania, powiedziała: 'O, świetnie ci idzie. Świetnie ci idzie'" - zaśmiał się reżyser. "Po prostu w tym momencie rzuciła mu kłody pod nogi, a my wszyscy byliśmy zgodni: 'Okej, to jest to. To jest ta osoba'. I rozpaczliwie chcieliśmy z nią pracować. Nawet w tych drobnych sprawach, które robiła, była genialna".
Ficarra twierdzi, że jedną ze scen, która najlepiej ukazuje ich chemię, jest ta, w której para postanawia spędzić razem pikantną noc, a zamiast tego rozmawia w łóżku i poznaje się bliżej. Twórcy postanowili dać aktorom wolną rękę i choć wszyscy dookoła mówili, że to szaleństwo, okazało się to strzałem w dziesiątkę.
"Wszyscy mówili: 'Nie wiem, co wy robicie', ale my po prostu staraliśmy się, żeby byli Ryanem i Emmą, a nie swoimi postaciami, i żeby trochę się odprężyli. Kiedy weszliśmy do montażowni, żeby zobaczyć pierwszą wersję tej sceny, to w zasadzie to, co jest w filmie. Tak naprawdę nie musieliśmy tego zmieniać".










