"Odyseja" jest adaptacją greckiego eposu autorstwa Homera. Opowiada o dziesięcioletniej podróży Odyseusza, który po zakończeniu wojny trojańskiej stara się wrócić na wyspę Itakę. Dla Christophera Nolana to pierwszy kinowy projekt po nagrodzonym siedmioma Oscarami "Oppenheimerze".
Produkcja już wiele miesięcy przed premierą mierzyła się z masą krytyki. Internauci wytykali błędy w obsadzie, niepoprawność historyczną czy zbyt współczesny język.
Wokół projektu wywiązał się jednak prawdziwy spór, a głosem krytyki "Odysei" stała się jedna z tłumaczek oryginalnego tekstu Homera.
"Odyseja": tłumaczka nie szczędzi krytyki
Kilka dni temu Emily Wilson, tłumaczka dzieła Homera, w ostrych słowach skrytykowała najnowszy film Nolana. Choć dostrzega wartość rozrywkową zrealizowanej produkcji, całe widowisko porównała do pokazu fajerwerków z okazji Dnia Niepodległości, zauważając z ironią, że ma ono bardzo zbliżony "poziom głębi narracyjnej i emocjonalnej".
W kontrze do niej wystąpiła Joyce Carol Oates, która w mocnych słowach skomentowała oświadczenie koleżanki po fachu:
"Zamiast nie zgadzać się z interpretacjami Homera w sposób koleżeński, ta osoba, która ogromnie skorzystała na filmie Nolana, mówi wulgarnym językiem ludzi z MAGA, atakujących kogoś, kto ma odmienne poglądy. W świecie tłumaczy wydaje się to tym bardziej zaskakujące, że wszystkie tłumaczenia są, jak można przypuszczać, subiektywne i nie są równoważne z tekstem oryginalnym. Można by oczekiwać, że tłumacz, akurat zobowiązany tekstowi, służący tekstowi, będzie choć trochę bardziej rozważny i pełen szacunku dla innych, którzy działają w dobrej wierze, tak jak (jak twierdzi) ona".
Oates jest prawdopodobnie najbardziej znana w kręgach popkultury jako autorka powieści "Blonde" i "Byliśmy Mulvaneyami" i jest uważana za jedną z najlepszych pisarek w USA.
Oates stwierdziła, że "nie widzi powodu, dla którego Nolan czy ktokolwiek inny miałby na nowo wyobrazić sobie lub przeobrazić klasycznego bohatera przez pryzmat jego własnej inwencji".
Odniosła się także do zarzutów względem zbyt współczesnego języka. Autorka dopatruje się tu raczej oburzenia widzów "dla zasady" niż faktycznych wątpliwości:
"Najbardziej eleganckie tłumaczenie 'Odysei' jest autorstwa Daniela Mendelsohna; jest 'poetyckie', każde słowo dobrane z dbałością i precyzją; jest piękne, melodyjne, ale gdyby to tłumaczenie zostało wykorzystane w filmie Nolana, zarzuty nie dotyczyłyby banalności czy nudy, lecz raczej zbytniej wzniosłości, 'poetyckości'".
"Jeśli nienawidzisz filmu, w porządku - nie ma potrzeby go polecać. Nikt nie oczekuje, że każde dzieło sztuki będzie klasyczne, idealne… Wściekłość wydaje się po prostu dziwnie niestosowna" - dodaje w mediach społecznościowych Oates.
Choć nie sądzi, by tegoroczna adaptacja została uznana za klasykę, to "gorąco poleca zarówno film Nolana, jak i miniserial z 1997 roku, koprodukowany przez Francisa Coppolę".











