Reklama

Brie Larson: Niezależna

​Mimo że karierę w show-biznesie rozpoczęła jako nastolatka, początków w Hollywood aktorka nie wspomina najlepiej. "Chodziłam na przesłuchania i słyszałam: 'Uwielbiamy cię, ale bardzo byśmy chcieli, żebyś wróciła w dżinsowej mini i szpilkach" - utyskiwała po latach Brie Larson na wszechobecny w Fabryce Snów seksizm. "Zawsze odrzucałam takie propozycje. Spróbowałam raz i czułam się strasznie" - wyznała gwiazda, która ma nadzieję na otrzymywanie większej liczby ról "skomplikowanych kobiet".

Brie Larson wie, jakie aktorskie propozycje są absolutnie nie dla niej

Brie Larson przyszła na świat 1 października 1989 roku w Sacramento jako Brianne Sidonie Desaulniers. Na srebrnym ekranie zadebiutowała w wieku 9 lat w komediowym skeczu w programie "The Tonight Show with Jay Leno", w którym zaprezentowała parodię lalki Barbie "Malibu Mudslide Barbie".

Reklama

W kolejnych latach dostawała gościnne rólki w telewizyjnych serialach: "Dotyku anioła", "Asach z klasy" i sitcomie "Schimmel". Ten ostatni nie trafił nawet na emisję po tym, jak u gwiazdy show, aktora Roberta Schimmela, zdiagnozowano przed premierą raka.

Początki w branży nie należały do najłatwiejszych. Pierwszą dużą rolę Larson dostała w 2003 roku w sitcomie "Jak wychować tatę", w którym wcieliła się w córkę głównego bohatera (Bob Saget). Po jednym sezonie zaprzestano jednak produkcji serialu.

Kolejnym krokiem w karierze miała być dla Larson rola w sitcomie "Hope i Faith" - nastoletnia aktorka została jednak skreślona z obsady po pilotażowym odcinku (który, dodatkowo, nie doczekał się emisji!).

Młoda aktorka uznała, że z nazwiskiem Desaulniers nie zrobi kariery, postanowiła więc sprawić, by krytycy i widzowie mieli łatwiejsze zadanie z zapamiętaniem jej ekranowej prezencji. Wybór nowego nazwiska wynikł z dziecięcej fascynacji lalką z serii American Doll, która nazywała się Kirsten Larson. Przypadek sprawił, że tak samo miała na nazwisko posiadająca szwedzkie korzenie prababcia aktorki.

Po nieudanej próbie angażu do filmu "Piotruś Pan" (2003), w którym Larson chciała wcielić się w postać Wendy Darling, aktorka spróbowała swych sił jako piosenkarka. Oryginalna piosenka "Invisible Girl" autorstwa Larson doczekała się emisji na antenie kalifornijskiego radia KIIS-FM, młoda gwiazda szybko podpisała zaś kontrakt z Casablanca Records. Wydany w 2005 roku album "Finally Out of P.E." sprzedał się jednak w rozczarowującej liczbie 3,5 tysiąca egzemplarzy.

"Chciałam pisać własne piosenki, a wytwórnia się tego bała. Chciałam nosić trampki i grać na gitarze, oni chcieli wysokich obcasów i rozwianych włosów" - tak Larson gorzko podsumowała muzyczną przygodę.

W 2012 roku Larson wystąpiła w popularnej komedii "21 Jump Street" z Jonah Hillem i Channingiem Tatumem w rolach głównych. Przełomem w jej karierze okazał się film "Przechowalnia numer 12" Destina Daniela Crettona, w którym wcieliła się w opiekunkę ośrodka wychowawczego zmuszoną do zmierzenia się ze swoją trudną przeszłością i nieplanowaną ciążą. Za tę rolę otrzymała nominację do nagród Indie i Critics' Choice.

Jeszcze więcej wyróżnień zebrała jej rola w "Pokoju" (2015) Lenny'ego Abrahamsona. Zagrała w nim młodą matkę, która wraz ze swym kilkuletnim synem od prawie 6 lat jest więziona przez szaleńca w pozbawionym okien pomieszczeniu. Za tę rolę otrzymała liczne wyróżnienia, z Oscarem, Złotym Globem i nagrodą BAFTA na czele.

"Chyba mamy następczynię Meryl Streep. I być może laureatkę nadchodzących Oscarów" - powiedział Robert Redford po obejrzeniu filmu "Pokój". Były to prorocze słowa. "Czuję się, jakbym urodziła się po to, żeby kwestionować wszystkie aspekty życia, jakbym była zagubiona w rzeczywistości, samotna i niemożliwa do pokochania. Wasze filmy sprawiły, że czuję się mniej samotna. Dziękuję" - powiedziała Larson, odbierając złotą statuetkę.

W 2017 roku Larson zadebiutowała jako reżyserka filmem "Unicorn Store". Na początku z produkcją powiązana była aktorka Rebel Wilson ("Pitch Perfect") i reżyser Miguel Arteta ("American Horror Story"), ale ich napięte grafiki uniemożliwiły pracę nad projektem. Wyreżyserowanie i główną rolę w filmie zaproponowano gwieździe "Pokoju" po pamiętnej dla niej oscarowej gali. Larson wcześniej próbowała swoich sił nie tylko jako aktorka, ale i scenarzystka. Pomogła napisać i wyreżyserować krótkometrażowe "The Arm", które w 2012 roku wyróżniono Nagrodą Jury na festiwalu w Sundance.

W tym samym roku aktorkę oglądaliśmy w superprodukcji "Kong: Wyspa czaszki". Larson wcieliła się w niej w postać reporterki wojennej Mason Weaver. Jej bohaterka mówi o sobie, że jest "fotografem antywojennym" - nie nosi broni, a celuje do ludzi tylko obiektywem swojego wiernego aparatu marki Leica. Larson sama zajmowała się fotografią, wiedziała więc, czego się spodziewać, decydując się na udział w projekcie. Dodatkowo została ekspertem od zabytkowych aparatów fotograficznych.

"Robiłam dużo zdjęć na planie i naprawdę zaczęłam widzieć świat oczami Weaver" - mówiła. - "Starasz się uchwycić chwilę w natłoku innych chwil, przez co zaczynasz postrzegać ludzi zupełnie inaczej".

W 2019 na ekrany kin trafił film "Kapitan Marvel", w którym Larson wcieliła się w tytułową bohaterkę - Carol Danvers. Jej postać jest oficerem armii Stanów Zjednoczonych, ale wkrótce odkryje prawdę o sobie i stanie się jedną z najpotężniejszych postaci wszechświata, gdy na skutek genetycznej modyfikacji zyska pozaziemską moc rasy Kree.  

Była to pierwsza w historii produkcja Marvela przedstawiająca losy kobiecej protagonistki. W tej samej roli Larson zobaczyliśmy również w produkcji "Avengers: Koniec gry", która stała się najbardziej kasowym filmem w historii kina. Powtórzy ją również w sequelu "Kapitan Marvel", którego premiera planowana jest na lipiec 2022 roku.

INTERIA.PL

Reklama

Dowiedz się więcej na temat: Brie Larson

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje