Reklama

Brian Scott na planie filmowym

"Jeśli ktoś się urodził w Gujanie, nie potrzebuje pobierać lekcji gry aktorstwa" - śmieje się Brian Scott, grający w powstającym filmie "Jan z drzewa". Gra rolę pacjenta, który cierpi na depresję, bo jest... czarny.

Scott, pochodzący z Karaibów, tropiciel i znawca mniejszości etnicznych mieszkających w Polsce, krakowianin z wyboru, nie odmówił debiutującemu na wielkim ekranie młodemu reżyserowi, Łukaszowi Kasprzykowskiemu. Wprost z planu "pacjenta szpitalnego" trafił na plan "pacjenta prywatnego gabinetu".

Reklama

"Chętnie wspieram młodych twórców w ich życiu zawodowym, starzy nie mają przecież monopolu na wiedzę, na władzę. Na Karaibach są szczęśliwi, kiedy mogą przekazać stery w ręce młodych" - wyjaśnia powody swojego udziału w filmie nieznanego twórcy.

"Jestem zawodowy pacjent! Teraz jestem sąsiadem Jana Englerta w szpitalu, obok w filmie Kasprzykowskiego - depresyjnym mieszkańcem małej mieściny, który ciągle jest oblewany wodą przez sąsiadów. Dlaczego zawsze murzyn gra role pacjentów w polskich filmach? Raz zagrałem szefa agencji reklamowej, ostatnio dyplomatę jednego z afrykańskich krajów w Ekipie pani Holland. Chętnie zagrałbym glinę, który przylatuje z USA, i tu z polskimi kolegami łapie przestępców" - dodaje Brian Scott.

Na planie w małym miasteczku, gdzie kręci się film "Jan z drzewa" Brian ma grono wielbicielek, które chciały koniecznie stanąć do zdjęcia z przystojnym dziennikarzem.

MWMedia

Reklama

Dowiedz się więcej na temat: drzewa | Brian Scott

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje