Reklama

Reklama

Bradley Cooper był uzależniony od kokainy

Bradley Cooper w najnowszym wywiadzie wrócił wspomnieniami do początków swojej kariery. Gwiazdor "American Hustle" wyznał, że po tym, jak zredukowano jego rolę w serialu "Agentka o stu twarzach", całkowicie stracił pewność siebie, a jego samoocena była bliska zeru. Te problemy skłoniły go do sięgnięcia po narkotyki, co miało fatalne skutki. "Byłem bardzo zagubiony, przez co uzależniłem się od kokainy" - ujawnił.

Bradley Cooper w najnowszym wywiadzie wrócił wspomnieniami do początków swojej kariery. Gwiazdor "American Hustle" wyznał, że po tym, jak zredukowano jego rolę w serialu "Agentka o stu twarzach", całkowicie stracił pewność siebie, a jego samoocena była bliska zeru. Te problemy skłoniły go do sięgnięcia po narkotyki, co miało fatalne skutki. "Byłem bardzo zagubiony, przez co uzależniłem się od kokainy" - ujawnił.
Bradley Cooper /Theo Wargo/WireImage /Getty Images

Choć dziś należy do grona najpopularniejszych hollywoodzkich aktorów, początki jego kariery w Fabryce Snów nie były łatwe. O poważnym życiowym kryzysie Bradley Cooper opowiedział w podcaście "Smartless". Aktor doświadczył go w czasie, gdy grał u boku Jennifer Garner w serialu "Agentka o stu twarzach" emitowanym w latach 2001-2006. Rola dziennikarza Willa Tippina była jedną z pierwszych ważnych pozycji w jego karierze. Niestety, mimo że pierwotnie postać ta stanowiła ważny element fabuły, z czasem zredukowano rolę Coopera do gościnnych występów. W reakcji na tę decyzję aktor odszedł z obsady.

Jak się okazuje, Cooper mocno to przeżył. Jak wyznał, całkowicie stracił wtedy pewność siebie, a z powodu niskiej samooceny wpadł w depresję. Pocieszenia zaczął szukać w substancjach odurzających. "Byłem bardzo zagubiony, przez co uzależniłem się od kokainy. Znów, jak w czasach liceum, poczułem się odtrącony i nieakceptowany. Byłem w totalnej depresji" - wyjaśnił aktor.

Reklama

I dodał, że kompleksy oraz zaniżone poczucie własnej wartości maskował "wrednym poczuciem humoru", które raniło innych ludzi. Moment przebudzenia nastąpił podczas jednej z suto zakrapianych imprez, gdy uwagę zwrócił mu bliski znajomy. "Zachowywałem się jak totalny dupek. Uświadomiłem sobie wtedy, że mam problem z alkoholem i narkotykami. Wkrótce potem postanowiłem iść na terapię, co zmieniło moje życie" - wyznał.

Skorzystanie z pomocy specjalisty pomogło Cooperowi, jak sam przyznaje, przejść "wewnętrzną metamorfozę". "To był dla mnie przełom. Wreszcie mogłem z kimś szczerze porozmawiać, otworzyć się i słuchać" - podkreślił gwiazdor. Gdy udało mu się wygrać walkę z nałogiem, na horyzoncie pojawiły się role w "Polowaniu na druhny" i nagrodzonym Złotym Globem kinowym hicie "Kac Vegas" w reżyserii Todda Phillipsa. Dzięki nim Cooper trafił do hollywoodzkiej pierwszej ligi, a kolejne zawodowe propozycje posypały się jak z rękawa. "Moja kariera właściwie nie istniała, aż do momentu, gdy wystąpiłem w 'Kac Vegas'. Miałem wtedy 36 lat. Przez najtrudniejsze rzeczy przeszedłem, zanim sława na dobre wkroczyła do mojego życia" - przyznał aktor.

Cooper dodał, że tym, co ostatecznie pomogło mu pokonać problemy emocjonalne i wciąż zmusza go do pracy nad sobą, jest ojcostwo. Gwiazdor ma 5-letnią córkę Leę De Seine, którą wychowuje z byłą partnerką Iriną Shayk. "Posiadanie dziecka zmienia wszystko. Bycie ojcem tej wspaniałej istoty sprawia, że cała reszta blaknie. Nowy projekt, kolejny wspaniały scenariusz, wyjątkowy moment na planie zdjęciowym - te rzeczy nie mogą się równać z wychowywaniem dziecka, bo ono sprawia, że każdego dnia doświadczasz czterdziestu takich niezwykłych momentów. Dzięki ojcostwu cały czas pracujesz nad sobą. To cię motywuje, bo nie chcesz, żeby rzeczy, których nie przepracowałeś w głowie, wpłynęły na twoje dziecko" - wyjaśnił aktor.

PAP/INTERIA.PL
Dowiedz się więcej na temat: Bradley Cooper

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL