Reklama

Borys Szyc: Tylko marzenia się liczą

Borys Szyc nie był główną gwiazdą ceremonii wręczenia Nagrody im. Zbyszka Cybulskiego dla najbardziej obiecującego młodego polskiego aktora. Wyróżnienie to powędrowało bowiem do Marcina Dorocińskiego za rolę w filmie "PitBull". Szyc otrzymał jednak za swą kreację w filmie "Symetria" nagrodę publiczności. O tym, co dla niego znaczy spuścizna Zbigniewa Cybulskiego, opowiedział w rozmowie z portalem INTERIA.PL

Borys Szyc był bardzo zadowolony z przyznanej mu nagrody.

Reklama

- Bardzo się z tej nagrody od publiczności cieszę. Aktor gra dla publiczności, to ona jest najważniejsza. Nie jestem rozczarowany, że nie przypadło mi wyróżnienie od kapituły. Cieszę się tym bardziej, że mimo, iż jestem młodym aktorem i nie gram w popularnych serialach czy sitcomach, to publiczność mnie zna i chyba trochę lubi - powiedział aktor.

Popularny aktor opowiedział również o pewnym zbiegu okoliczności, który związany jest z nagrodą im. Cybulskiego, a jemu samemu pomógł w debiucie w "Symetrii".

- Kiedy w 1978 roku  nagrodę im. Zbyszka Cybulskiego otrzymała Krystyna Janda, ja się w tym roku  dopiero urodziłem. To jest może śmieszne, ale później w castingu dostałem rolę w jej teatrze telewizji "Porozmawiajmy o życiu i śmierci". Dzięki temu teatrowi telewizji, który obejrzał Konrad Niewolski, znalazłem się w filmie "Symetria". Dla mnie to jest jakaś dziwna zależność i taka koda czasowa. Więc warto marzyć, tylko marzenia się liczą - powiedział Borys Szyc.

Aktor stwierdził również, że czasy Zbyszka Cybulskiego to był okres pewnego buntu walki przeciwko czemuś i to wtedy ludzi najbardziej poruszało.

- Kiedy  żył Zbyszek Cybulski i kreował te niezapomniane role, to były trochę inne czasy. Było się przeciwko komu buntować. Teraz są tak dziwne czasy, że nie wiadomo w co wierzyć, przeciwko komu walczyć. Polacy  są takim narodem, że zawsze muszą przeciwko komuś walczyć, żeby się zjednoczyć - mówił Szyc.

Aktor przyznał jednak, że bardzo chciałby spróbować swych sił poza granicami Polski.

- Ja mam teraz bardziej otwarte myślenie. Jeżeli otworzyły się granice, chciałbym pracować nie tylko w Polsce - nie mówię o Hollywood - bo to jest american dream - ani o Bolywood, bo to nie jest żaden "dream" dla mnie. Myślę, że praca w całej Europie i spotykanie się z ciekawymi ludźmi to jest dla mnie właściwie jedna z głównych podniet w tym zawodzie - powiedział Szyc.

Szyc dosyć sceptycznie odniósł się do gospodarki kulturalnej Polski.

- Muszę się jeszcze rozejrzeć, nabrać dystansu do tego kraju, bo jak na razie ja do końca nie  wiem,  jaki on jest. Bo on jest taką magmą, która się kształtuje. Gdybym mógł realizować się w pełni w Polsce to wolałbym tu, niż gdziekolwiek indziej. Natomiast zastanawiam się, czy nie trzeba zrobić gdzieś jakiejś pętli i wrócić, i dopiero to zrobić. Bo na razie wszystko się opiera na tym, czy ktoś ma partię, czy nie ma partii, czy ktoś dofinansował, czy nie dofinansował. Nikt już nie rozmawia o sztuce, tylko są ciągle rozmowy o finansach - zakończył Borys Szyc.

INTERIA.PL

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Dziś w Interii

Raporty specjalne

Rekomendacje