Reklama

Borat znowu w sądzie

Sędzia z Nowego Jorku odrzucił pozew przeciwko producentom filmu "Borat", złożony przez mężczyznę, który został pokazany przelotnie w obrazie.

W filmie o fikcyjnym kazachskim dziennikarzu Boracie z Sachą Baronem Cohenem w roli głównej Jeffrey Lemerond pojawił się w scenie, w której główny bohater obściskuje przechodniów na nowojorskiej ulicy. Lemeronda pokazano jak uciekał w popłochu, wrzeszcząc: "Idź sobie!".

Reklama

Lemerond twierdził, że jego wizerunek został wykorzystany bezprawnie. Sędzia Loretta Preska uznała jednak, że jego wystąpienie było "warte opublikowania". Podkreśliła, że choć film wydał się większości widzów wulgarny i infantylny", to był zarazem "ironicznym komentarzem do współczesnej amerykańskiej kultury".

Prawnik mężczyzny będzie się odwoływał. "Nowojorskie prawo mówi wyraźnie, że korporacje jak 20th Century Fox nie są upoważnione do publicznego upokarzania anonimowych mieszkańców miasta" - powiedział prawnik.

W dokumentach złożonych w ubiegłym roku Lemerond domagał się odszkodowania za straty moralne.

To tylko jeden z wielu pozwów przeciwko producentom filmu z 2006 roku. Do sądu sprawy skierowali już m.in. studenci z Południowej Karoliny, instruktor jazdy z Maryland, nauczycielka etykiety i mieszkańcy rumuńskiej wioski.

INTERIA.PL/PAP

Reklama

Dowiedz się więcej na temat: Sacha Baron Cohen | sady | sędzia | Borat

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Dziś w Interii

Raporty specjalne

Rekomendacje