Głównym bohaterem "Telemaniaka" jest Steve (Matthew Broderick), który po rozstaniu z dziewczyną przeprowadza się do nowego mieszkania. Za namową znajomego stara się przekupić technika instalującego kablówkę, aby ten dał mu nielegalny dostęp do płatnych kanałów. Chip (Jim Carrey) zgadza się, ale pod jednym warunkiem - mają zostać kumplami. Steve zgadza się niechętnie, jednak wkrótce okazuje się, że nowy "przyjaciel" jest nieobliczalny i zaczyna coraz bardziej ingerować w jego życie.
W głównej roli wystąpił Jim Carrey, a za kamerą stanął Ben Stiller. Po latach reżyser przyznał, że praca z aktorem nie należała do najłatwiejszych i wymagała czasu, by zrozumieć jego specyficzny styl.
Jim Carrey tworzył napięcie na planie?
Podczas niedawnego panelu na festiwalu Tribeca Ben Stiller opowiedział o kulisach powstawania "Telemaniaka". Okazało się, że w ekipie od początku wyczuwalne było napięcie. Reżyser przyznał, że początkowo odczuwał zazdrość wobec Matthew Brodericka.
"Jesteśmy w podobnym wieku, ale kariera Matthew zaczęła się, gdy był nastolatkiem. Każdy młody aktor na moim stanowisku w Nowym Jorku patrzył na niego i myślał: 'O mój Boże, kocham go. Nienawidzę go. Chcę być nim… Cholera, on jest taki dobry'" - wyjaśnił.
Z tego uczucia po latach niewiele już pozostało - obecnie panowie darzą się wzajemnym podziwem. Stiller cieszy się, że miał możliwość połączenia Brodericka i Carreya na ekranie, choć nie było to łatwe.
"Nigdy wcześniej nie pracowałem z Jimem, a on to energiczny, potężny człowiek, który wchodzi w akcję, a jego styl pracy jest zupełnie inny" - przyznał reżyser, dodając, że wymagało to wypracowania specjalnego podejścia. Ostatecznie jednak napięcie, które krążyło na planie, stało się istotną częścią produkcji.
"Szczerze mówiąc, czułem, że to napięcie było w pewnym sensie częścią filmu, tym, co w nim grało" - podsumował Stiller.











