Reklama

Azjatycki hit wzbudza kontrowersje

"Władcy wojny" to jeden z największych hitów azjatyckiego kina ostatnich lat. Z budżetem czterdziestu milionów dolarów i największymi tamtejszymi gwiazdami, batalistyczno-miłosna megaprodukcja podbiła kina, choć wzbudziła także sporo kontrowersji. W Polsce pojawi się 22 maja.

Zaczęło się już na etapie scenariusza, kiedy to realizatorzy napotkali na niespodziewaną trudność. Film opowiada bowiem o prawdziwych wydarzeniach związanych z dziejami Państwa Środka. Reżysera Petera Chana zafascynowała historia zapoczątkowana zabójstwem Ma Xinyi, gubernatora jednej z prowincji, które miało miejsce 26 lipca 1870 roku. Zabójca poddał się bez oporu, wszczęto śledztwo. Jednak potomkowie gubernatora zmusili realizatorów do zmiany nazwiska tej postaci na fikcyjnego generała Panga. To spowodowało zmianę nazwisk także pozostałych dwóch głównych bohaterów.

Reklama

A to był tylko początek. Ponieważ twórcy liczyli na międzynarodowy sukces, postanowili zatrudnić najsłynniejszych obecnie azjatyckich gwiazdorów. Fantastycznie wysoka gaża Jeta Li wyniosła aż 15 milionów dolarów, Andy Lau otrzymał sześć mln, Takeshi Kaneshiro dwa mln. Polemiki prasowe wzbudził fakt, że niemal czterdzieści procent budżetu filmu to była wypłata dla Li. Producenci tłumaczyli jednak, że udział znanego aktora gwarantował szeroką międzynarodową dystrybucję.

Podczas trwania zdjęć twórcom dała się we znaki również pogoda w północnych Chinach, która spowodowała znaczące przestoje w pracy. Zdjęcia realizowano w Pekinie, Szanghaju i okolicach oraz w mieście Hengdian w chińskiej prowincji Zhejiang.

Film okazał się jednak nie tylko wielkim hitem kasowym - zarobił około 36 milionów dolarów, zyskał też przychylność krytyki. Maggie Lee w "Hollywood Reporter" napisała: "Władcy wojny przypominają klasyczną tragedię. To opowieść o tym, jak braterstwo krwi zostaje zniszczone przez cudzołóstwo, fałszywie pojęty idealizm i po darwinowsku ukazane zasady życia społecznego. Sceny batalistyczne są majestatyczne i brutalne. Ukazano też wyrafinowaną wojskową strategię i podstępność godną Machiavellego. Chan udowodnił, że doskonale panuje nad scenami starć i masami statystów. Słynny choreograf scen walki Ching Siu Tung tym razem zdąża w kierunku realizmu, tylko czasami daje się ponieść krwawemu heroizmowi w stylu 300. Efekty specjalne są na najwyższym azjatyckim poziomie, a Li, który walczy mniej niż zwykle, dał swój najlepszy aktorski występ od lat, jako budzący sprzeczne uczucia Pang".

Akcja filmu rozgrywa się w latach 60. XIX wieku. Ambitny generał Pang (Jet Li) pragnie zrehabilitować się po druzgocącej klęsce. Dąży do zwycięstwa, nie licząc się z niczym i z nikim - nawet z dwoma wiernymi przyjaciółmi, swymi braćmi krwi. Żona jednego z nich zostaje jego kochanką. Jednak i on sam, choć potężny, jest tylko zabawką w rękach możniejszych od siebie. Okupiony niezliczonymi ofiarami triumf obróci się w końcu przeciwko niemu.

INTERIA.PL

Reklama

Dowiedz się więcej na temat: wojny | hity | kontrowersje

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje