Reklama

Autentyczny triumf złego smaku

Mamy animowaną Angelinę Jolie ("Beowulf"), mamy George'a Clooneya jako prawnika ("Michael Clayton"). Ale premierą tygodnia jest "jeden z najbardziej ekstrawaganckich filmów w historii kina" - brazylijska "Macuinaima".

"MACUINAIMA"

Reklama

"Autentyczny triumf złego smaku - zatytułował swój (pochwalny) tekst o tym filmie w roku 1970 Krzysztof Zanussi. I rzeczywiście: oglądany dziś film Joaquima Pedra de Andrade wydaje się stylistycznym popisem campowej przesady, ostentacyjnej sztuczności, jawnej gry masek. Wystarczy wyobrazić sobie początkową scenę, gdy bez żadnych efektów specjalnych starszy mężczyzna przebrany za kobietę rodzi dorosłego, czarnego mężczyznę, który za chwilę pomyka po kątach ze smoczkiem w buzi i ślini się na widok pieniędzy oraz kobiet".
Paweł T.Felis, "Gazeta Wyborcza"

"To jeden z najbardziej ekstrawaganckich filmów w historii kina. Legendarna opowieść o Brazylijczyku pożartym przez Brazylię łączy surrealizm, nonsens, estetykę campu, zły smak i dwuznaczne intencje. To wybuchowa mieszanka cynizmu rodem z Witkacego i sentymentalnych dykteryjek Koziołka Matołka".
Łukasz Maciejewski


"DO CIEBIE, CZŁOWIEKU"

"Wbrew mocno patetycznemu tytułowi Roy Andersson prawić morałów nie lubi: woli przyłapywać nas - ludzi - w codziennych absurdach. Nie lamentuje nad ludzkością, ale smutne zbiorowisko samotników i frustratów portretuje w konwencji ostrej często kpiny. Humor jest tu faktycznie chwilami kapitalny, do bólu trafny i szyderczy, chwilami stonowany, może nawet wysilony: nie o beztroski żart przecież chodzi".
Paweł T.Felis, "Gazeta Wyborcza"

"Roy Andersson portretuje szarość, przeciętność i nijakość. W Do ciebie, człowieku nie tworzy klasycznej fabuły, a mimo to potrafi zahipnotyzować widza. (...) Fascynuje precyzja, z jaką Andersson komponuje każdy kadr i dbałość reżysera o groteskową atmosferę.(...) Powszedniość staje się surrealistyczna i przepełniona absurdem. Śmieszna i tragiczna zarazem".
Krzysztof Kwiatkowski, "Dziennik"


"RED ROAD"

"Film (częściowo dramat psychologiczny, częściowo thriller) przez pierwsze półtorej godziny ogląda się z dużym zainteresowaniem: ma swój klimat, ma swoją siłę przyciągania. (...) Niestety, zakończenie przynosi rozczarowanie: nie za wiele mogę tu zdradzić, powiem więc tylko, że poczynania bohaterki stają się nieprzekonujące, zamierzone katharsis - sztuczne, a zmiana tonacji - z mrocznej na przepełnioną nadzieją i konsyliacyjnym duchem - fałszywa. Mimo to ciekawy film - jak zwykle, gdy podglądamy podglądanie".
Paweł Mossakowski, "Gazeta Wyborcza"

"Nie ma tu radości ani smutku, nawet odważnie pokazany seks nie wnosi na ekran podniecenia. Akcja toczy się jakby od niechcenia, jednak cały czas trzyma w napięciu. Z Red Road zostaną w pamięci obrazy opustoszałęgo Glasgow, obskurnych blokowisk czy barów, w których wszyscy zgodnie piją piwo, ale nikt nie umie ze sobą rozmawiać".
Krzysztof Kwiatkowski, "Dziennik"


"MICHAEL CLAYTON"

"Niby to opatrzony problem - etyczne dylematy prawników służących złej sprawie w zamian za dobre wynagrodzenie oglądaliśmy już nieraz na ekranie - ale jak to jest opowiedziane, jak sfotografowane, jak zagrane! Clooney chyba nigdy nie był lepszy i bardziej ujmujący, a do tego rolę ma nieszablonową: aktor ten kiedyś często grywał życiowych zwycięzców, tu, kolejny już raz (po Syrianie), gra kogoś, komu się średnio udało".
Paweł Mossakowski, "Gazeta Wyborcza"

"Najnowszy film z George'm Clooneyem to solidna, inteligentna i zaangażowana rozrywka z oczywistym przesłaniem. (...) Przemyślna konstrukcja zdaje egzamin, bo Gilroy reżyseruje pewną ręką. Powoli odkrywa karty, nieśpiesznie lawiruje między moralnymi dylematami swego bohatera a ponura wizją świata - melancholijnie sfotografowanej groźną, deszczowej otchłani, w której łatwo się zgubić, a trudno z niej wydobyć".
Wojtek Kałużyński, "Dziennik"


"ZGON NA POGRZEBIE"

"Zgon na pogrzebie" nie jest filmem klasy komedii Mike'a Newella, ale ma jedną niewątpliwą zaletę - jest bardzo śmieszny - (...) od czasów Borata jeszcze się tak nie śmiałem. Oczywiście, w filmie, w którym najważniejszego impulsu dramaturgicznego dostarcza zażyty halucynogen (co jest jednak pójściem na łatwiznę) i w którym pojawiają się takie postacie jak choleryczny wujaszek w wózku na kółkach oraz karzeł - nie zawsze jest tu humor subtelny (np. klozetowe żarciki bym sobie darował albo przynajmniej nie rozwijał ich tak konsekwentnie). Niemniej jednak poziomu braci Farrelly nigdy się nie sięga, przeważają inteligentne pomysły ze starej brytyjskiej szkoły, a zwieńczenie zwariowanej fabuły jest sympatyczne i bardzo ludzkie".
Paweł Mossakowski, "Gazeta Wyborcza"

"To czarna komedia. Dowcipna i sympatyczna ale oferująca tylko beztroską zabawę kalkami zbyt mało czarnego humoru. Jaja z pogrzebu przed Frankiem Ozem robiło sobie wielu. Bo też pogrzeb to równie dobra okazja do nakreślenia panoramicznego portretu albo przeprowadzenia społecznej satyry jak np. znacznie częściej ogrywane w kinie wesele. Oz żarty sobie robi w konwencji czarnej komedii pomyłek".
Wojtek Kałużyński, "Dziennik"


"1408"

"W filmie nie o duchy chodzi, ale o zatartą granicę między rzeczywistością i własnymi demonami, nie o przeklęty pokój, ale koszmary w głowie bohatera (scenariusz powstał w końcu na podstawie opowiadania Stephena Kinga). Byłoby to nawet ciekawe, gdyby nie fakt, że fabułą rządzi tu przypadek i skłonność do zwykłego efekciarstwa. Jałowe jest więc szukanie logicznego klucza, który zastępuje oczywisty morał: nie jesteś panem wszechświata, a cynizm to droga donikąd. Myśl słuszna, mądra i w filmie całkowicie nieprzekonująca".
Paweł T.Felis, "Gazeta Wyborcza"

"Szwedzki twórca Mikael Hafstrom dostał do rąk gotowca - scenariusz na podstawie opowiadania Stephena Kinga napisało trzech hollywoodzkich speców. Sztampowemu pomysłowi starał się nadać reżyserski pazur o polot. sposób, w jaki wymiar rzeczywisty przeplata się w głowie bohatera z obłędną fantasmagorią, jest jednak nieprzekonujący i w niczym nie zmienia tradycyjnego przekazu".
Darek Arest, "Film"


"BEOWULF"

"Dla kogo jest ten film? Czy to bajka ze smokami dla dzieci, czy coś poważniejszego dla dorosłych? I tu tkwi niestety problem Beowulfa. Zemeckis nie umiał się zdecydować. Jego rozterkę być może najlepiej oddaje kwestia krocza herosa. Beowulf walczy z Grendelem nago, co ma znaczenie symboliczne, ale pokazać go w całej umięśnionej okazałości nie można. Trzeba więc ciągle tak ustawiać figury i sprzęty w kadrze, by ktoś lub coś przesłoniło niecenzuralną strefę bohatera. A to już naprawdę śmieszy".
Jacek Szczerba, "Gazeta Wyborcza"

"Z pewnością takiej animacji trójwymiarowej jeszcze nie było i trudno się na tym filmie nudzić. Niestety, równie trudno się nim zachwycić. Za znakomite wykorzystanie nowej technologii nalezą mu się najwyższe noty. Podobnie za pomysł. tylko razem jakoś to wszystko zgrzyta"
Magdalena Michalska, "Gazeta Wyborcza"

INTERIA.PL

Reklama

Dowiedz się więcej na temat: zgon | Michael | dziennik | triumf | Gazeta Wyborcza | filmy | film

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje