Reklama

Reklama

Andrew Garfield: Głodził się i nie uprawiał seksu

Opracowana przez Lee Strasberga tzw. metoda aktorska od lat wzbudza kontrowersje. Do grona jej zwolenników należy Andrew Garfield. Aktor korzystał z niej, gdy przygotowywał się do występu w dramacie "Milczenie" z 2016 roku. Jak ujawnił, aby wiarygodnie sportretować swojego bohatera - jezuickiego księdza - odmawiał sobie jedzenia i unikał seksu. "To było naprawdę fajne i dość dzikie, psychodeliczne wręcz doświadczenie" - zdradził laureat Złotego Globu.

Opracowana przez Lee Strasberga tzw. metoda aktorska od lat wzbudza kontrowersje. Do grona jej zwolenników należy Andrew Garfield. Aktor korzystał z niej, gdy przygotowywał się do występu w dramacie "Milczenie" z 2016 roku. Jak ujawnił, aby wiarygodnie sportretować swojego bohatera - jezuickiego księdza - odmawiał sobie jedzenia i unikał seksu. "To było naprawdę fajne i dość dzikie, psychodeliczne wręcz doświadczenie" - zdradził laureat Złotego Globu.
Do roli w filmie "Milczenie" Andrew Garfield bardzo zmienił się fizycznie /Alberto E. Rodriguez/WireImage /Getty Images

Lee Strasberg, uczeń słynnego rosyjskiego wykładowcy i teoretyka aktorstwa Konstantego Stanisławskiego, opracował przed laty autorską metodę, która zakłada, że aktor powinien niemal dosłownie stać się bohaterem, w którego się wciela. Musi przejąć zwyczaje i sposób myślenia postaci. Do stosowania tzw. "metody" przyznaje się dziś wiele gwiazd kina. Korzystali z niej m.in. Jared Leto, Christian Bale czy Robert De Niro. Ten ostatni, zanim wszedł na plan kultowego "Taksówkarza", przez kilka miesięcy pracował właśnie w tej profesji.

Reklama

Stosowanie metody bywa nierzadko krytykowane - przede wszystkim ze względu na potencjalne szkody, jakie może wyrządzić zdrowiu i psychice aktorów. Mówią o tym nawet jej zwolennicy. Lady Gaga ujawniła, że transformacja w bohaterkę filmu "Dom Gucci" doprowadziła u niej do wystąpienia ataków paniki. Niepochlebnie o metodzie wypowiadał się niedawno Mads Mikkelsen, który tego rodzaju skrajne podejście do aktorstwa określił wprost mianem "bzdurnego i pretensjonalnego". "To może zamienić się w istne szaleństwo. A co, jeśli masz zagrać seryjnego mordercę - przez dwa lata będziesz sprawdzać na własnej skórze, jak to jest?" - pytał retorycznie w rozmowie z magazynem "GQ".

Andrew Garfield w obronie "metody"

Do grona zwolenników całkowitego przeistaczania się w graną przez siebie postać i przyjmowania jej nawyków należy m.in. Andrew Garfield, który w taki sposób przygotowywał się do występu w dramacie "Milczenie" w reżyserii Martina Scorsese. W głośnym filmie z 2016 roku wcielił się w jezuickiego księdza, który przybywa do ogarniętej prześladowaniami Japonii, by odnaleźć dawnego mentora i głosić Słowo Boże. Goszcząc w podcaście "WTF with Marc Maron" Garfield ujawnił, że chcąc wiarygodnie sportretować swojego bohatera, przez sześć miesięcy głodził się i powstrzymywał od aktywności seksualnej. "To było naprawdę fajne i dość dzikie, psychodeliczne wręcz doświadczenie" - zdradził.

Garfield przy okazji stanął w obronie kolegów po fachu stosujących metodę Strasberga. "Myślę, że pojawiło się sporo błędnych wyobrażeń na temat tego, czym w istocie jest aktorstwo metodyczne. Ludzie, którzy stosują 'metodę', wciąż grają - nie chodzi o to, aby zachowywać się jak dupek w stosunku do wszystkich wokół. Chodzi tak naprawdę o to, by w wyimaginowanych okolicznościach wcielania się w daną postać, zachować prawdę i autentyzm, mogąc przy tym porzucić tę postać, kiedy trzeba. Trochę mnie martwi to błędne przekonanie na temat 'metody'. Jeśli ktoś nazywa ją bzdurą, nie ma pojęcia, o czym mówi" - wyjaśnił aktor.

Gwiazdor "Przełęczy ocalonych" opowiedział też o swojej relacji z reżyserem "Milczenia". Jak podkreślił, zanim wszedł na plan był niezwykle podekscytowany i zestresowany perspektywą współpracy z tak legendarnym i cenionym filmowcem, jakim jest Scorsese. "Idziesz tam, czując to wszystko, co każdy by czuł w tej sytuacji: ekscytację, niepokój, niedowierzanie we własne szczęście wynikające z tego, że należysz do garstki wybrańców, którzy mają okazję pracować z mistrzem kina" - wyjawił Garfield. Słynny reżyser zaskoczył go i szybko zniwelował dystans. "On jest po prostu niesamowicie zabawnym kolesiem i filmowym nerdem, jak ja. Ma ogromną wiedzę o filmie, historii, kulturze i ludziach. Jest rozbrajający i bardzo zwyczajny w całej swej niezwykłości" - podsumował aktor.

PAP/INTERIA.PL
Dowiedz się więcej na temat: Andrew Garfield | Milczenie (2016)

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy