Reklama

Amerykańscy dziennikarze uznali, że "365 dni" to film porno

Nie cichną komentarze zagranicznych mediów po światowej premierze „365 dni” na podstawie powieści Blanki Lipińskiej. Najpierw Decider.pl, serwis poświęcony branży filmowej, nazwał „365 dni” „najbliższą pornografii rzeczą na Netfliksie”, a mirror.co.uk przekonywał, że „50 twarzy Greya” przy polskiej produkcji to film dla dzieci. Teraz swoimi spostrzeżeniami podzielił się Ralph Sutton, amerykański muzyk i dziennikarz współtworzący popularny podcast „Sex, Drugs and Rock’n’roll”.

Fotos z filmu "365 dni"

Sutton porównał fabułę filmu "365 dni" do historii o syndromie sztokholmskim, który łączy główną bohaterkę, Laurę, z jej porywaczem, Massimem.

Reklama

Jednak to nie miłosne perypetie były tym, co przykuło uwagę dziennikarza. "Jest scena seksu na łodzi, i przysięgam, że zobaczyłem na niej członka" - stwierdził Sutton.

Dodał, że w ostatecznym rozrachunku był filmem zawiedziony, nie potrafił jednak ukryć, że przyrodzenie przystojnego Włocha wywarło na nim duże wrażenie. "Po obejrzeniu byłem rozczarowany, zapewne tak samo jak większość kobiet w moim życiu, z którymi oglądałem porno. Jedyną rzeczą, którą chciałem zrobić, to przewinąć film do sceny seksu na łódce, żeby sprawdzić, czy rzeczywiście widziałem członka" - wyznał.

Swoją opinią na temat "365 dni" podzieliła się ze słuchaczami również Alice Vaughn, jedna z założycielek podcastu "Two Girls One Mic", która recenzuje filmy pornograficzne.

"Czy dostarcza rozrywki? W pewnym sensie. Czy jest problematyczny? Na jasne. '365 dni' nie napisano dla Oscara. Film został stworzony dla kobiet, które chcą oglądać porno, ale nie chcą być za to osądzane" - podsumowała dziennikarka.

PAP life

Reklama

Dowiedz się więcej na temat: 365 dni (film)

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Dziś w Interii

Raporty specjalne

Rekomendacje