Amber Heard żąda unieważnienia wyroku w "procesie dekady"
Oprac.: Tomasz Bielenia
Mylił się ten, kto sądził, że sądowa batalia między Johnnym Deppem i jego byłą żoną dobiegła końca wraz z ogłoszeniem werdyktu ławy przysięgłych. Amber Heard, która w owej walce poniosła sromotną porażkę, nie zamierza poddać się tak łatwo. Jej prawnicy przeszli właśnie do kontrataku, wnosząc 43-stronicowy wniosek o unieważnienie korzystnego dla gwiazdora "Piratów z Karaibów" wyroku. Heard ani myśli wypłacić eksmężowi zasądzone mu 10,35 mln dolarów. "Werdykt nie został poparty wystarczającymi dowodami" - twierdzą adwokaci aktorki.
"Proces dekady", jak określa się sądowe przepychanki Johnny’ego Deppa i jego byłej żony, przez ponad siedem tygodni był przedmiotem medialnych doniesień i spekulacji. 1 czerwca transmitowana w telewizji batalia dawnych ukochanych dobiegła końca. A przynajmniej tak się wówczas wydawało. Ława przysięgłych uznała wtedy, że gwiazda "Aquamana" w istocie dopuściła się zniesławienia twierdząc w artykule opublikowanym przez "The Washington Post", iż jest ofiarą przemocy domowej. Depp utrzymywał, że oskarżenia Heard, choć nie wyrażone wprost, jednoznacznie wskazywały na niego jako sprawcę, co finalnie kosztowało go reputację i karierę. Sąd uznał roszczenia aktora za zasadne. W rezultacie eksmałżonka musi wypłacić mu 10,35 mln dolarów zadośćuczynienia.
Amber Heard nie ma jednak zamiaru poddać się tak łatwo. Jak donosi "The Guardian", jej prawnicy przeszli właśnie do kontrataku, wnosząc do Sądu Okręgowego w hrabstwie Fairfax 43-stronicowy wniosek o unieważnienie korzystnego dla gwiazdora "Piratów z Karaibów" wyroku. Adwokaci aktorki twierdzą, że Depp w istocie nie zdołał udowodnić, że odebrano mu rolę Jacka Sparrowa przez zarzuty wysuwane pod jego adresem przez eksżonę, a przyczyna utraty angażu wciąż pozostaje w sferze domysłów. "Oskarżenie o zniesławienie opierało się wyłącznie na teorii implikacji, a pan Depp w międzyczasie porzucił wszelkie twierdzenia, że oświadczenia pani Heard były w rzeczywistości fałszywe" - tłumaczą adwokaci aktorki. I dodają, że wyrok jest "niespójny" - przysięgli orzekli wszak, iż Depp również dopuścił się zniesławienia, w związku z czym ma zapłacić dawnej ukochanej 2 mln dolarów.
Informacje o komplikacjach w ich związku wyszły na jaw w maju 2016 roku po gwałtownej kłótni pary w ich domu w Los Angeles. Heard zgłosiła się wtedy do sądu z prośbą o ochronę, jako dowód na przemoc domową pokazując swoją pobitą twarz. Aktorka wyznała, że gwiazdor "Piratów z Karaibów" rzucił w nią telefonem.
Do rozwodu doszło trzy miesiące później. Za odejście Heard Depp zgodził się zapłacić jej 7 milionów dolarów. Aktorka jednak nigdy więcej nie będzie mogła zaskarżyć byłego męża o wykorzystywanie i znęcanie się w trakcie trwania ich relacji.
"Nasz związek był przepełniony pasją i bardzo zmienny, ale zawsze połączony więzami miłości" - napisali w oświadczeniu Depp i Heard. "Nigdy nie było naszą intencją szkodzenie sobie, czy to fizyczne, czy emocjonalne. Żadne z nas nie stawiało fałszywych zarzutów, by się wzbogacić" - oświadczyli byli małżonkowie.Kevin MazurGetty Images
Jednak w styczniu 2012 roku świat obiegła "wstrząsająca" wiadomość. Po 14 latach idealnego związku Johnny Depp porzucił matkę swych dzieci, donosiły również polskie media. Oficjalny powód kłótnie, nieoficjalny - Amber Heard - wówczas 25-latka z ciałem seksbomby i miejscem w rankingach najgorętszych kobiet globu. Spekulacjom nie było końca, a orientacja seksualna aktorki tylko dodawała sprawie kolorytu.
Pod koniec stycznia 2014 na palcu Amber pojawił się pierścionek zaręczynowy z wielkim diamentem, a na premierze "72 godzin" para otwarcie już wymieniała pocałunki w blasku fleszy.Michael BrucknerGetty Images
Amber Heard długo nie zabierała publicznie głosu w tej sprawie. Teraz opublikowała jednak długi post na swoim koncie na Instagramie: "Udałam się do Wielkiej Brytanii, by zeznawać, jako świadek. Po sfinalizowaniu naszego rozwodu w 2016 r. i po uzyskaniu zakazu zbliżania się, chciałam żyć dalej. Ponowne przeżywanie rozpadu naszego związku, zakwestionowanie moich motywów oraz najbardziej traumatycznych szczegółów współżycia życia z Johnnym było niezwykle bolesne (...). Podtrzymuję moje zeznania w sądzie i wierzę w brytyjski wymiar sprawiedliwości".Samir Hussein/WireImageGetty Images
Depp i jego prawnicy przystąpili do kontrataku. Zażądali od Heard 50 milionów dolarów zadośćuczynienia za zniesławienie. Przedstawili też materiał dowodowy, z którego wynika, że to aktor był ofiarą ataków swojej byłej żony. W efekcie zrobił się z tego celebrycki spektakl, którym żyje cały świat.David Livingston/Getty ImagesGetty Images
Chociaż wydaje się, że Depp toczy batalię sądową przeciwko byłej żonie, w rzeczywistości wystąpił przeciwko firmie News Group Newspapers - wydawcy brytyjskiego tabloidu "The Sun", którego oskarżył o zniesławienie. Chodziło o wypowiedź aktorki Katherine Kendall opublikowanej przez gazetę, z której wynikało, że Depp jest "damskim bokserem", czyli bił Amber Heard, gdy byli w związku.Walter McBride/WireImageGetty Images
Para poznała się w 2011 roku na planie komedii "Dziennik zakrapiany rumem". Powracający na Karaiby Depp zgrał niestroniącego od trunków dziennikarza, Heard zaś wcieliła się w kuszącą wdziękami narzeczoną milionera. Chociaż w obrazie pojawiła się odważna scena seksu między bohaterami, nikt nie podejrzewał, że relacje gwiazd wykroczą dalece poza plan filmowy. Depp wciąż jeszcze deklarował miłość do Vanessy Paradis, a biseksualna Amber od czterech lata żyła w związku z artystką Tasyą van Ree.Peter Mountain/FilmDistrict/Everett CollectionEast News
Zaledwie pięć dni po rozprawie sądowej Heard wystąpiła o sadowy zakaz zbliżania się. Utrzymywała, że były mąż atakował ją fizycznie i psychicznie.
Aktorka opublikowała także felieton w "The Washington Post" dotyczący molestowania seksualnego. Chociaż nie wymieniła swojego byłego męża z imienia i nazwiska, wyraźnie sugerowała agresywne zachowania z jego strony. Steve Granitz/WireImageGetty Images
Johnny Depp i Amber Heard rozwiedli się w 2016 roku po czteroletnim, burzliwym związku, w którym według aktorki miało dochodzić do przemocy fizycznej ze strony męża. Hollywoodzki gwiazdor od początku zaprzeczał tym zarzutom i powoływał kolejnych świadków twierdzących, że to on był ofiarą w tej relacji.Samir Hussein/WireImageGetty Images
Rok po głośnym rozwodzie z Johnnym Deppem Amber Heard ponownie poszła do sądu. Tym razem pozwała twórców filmu "London Fields" za dokręcenie bez jej wiedzy "pornograficznych" ujęć z udziałem dublerki aktorki. Prawnicy Heard twierdzili, że sceny zostały tak zmontowane, że widzowie mogą odnieść wrażenie, że występuje w nich właśnie ich klientka. "Materiał z dublerką zawiera pornograficzną scenę, której Heard nigdy nie zgodziłaby się zagrać" - brzmiał fragment oświadczenia prawników aktorki.
Co ciekawe w filmie, będącym ekranizacją wydanej w 1989 roku powieści Martina Amisa "Pola Londynu", obok Heard wystąpił także... Johnny Depp.GVN Releasing / PlanetAgencja FORUM
Ponadto prawnicy Heard usiłują podważyć wiarygodność jednego z ławników. Sędzia przysięgły, o którym mowa, w dokumentach sądowych miał wpisaną niewłaściwą datę urodzenia. "Choć osoba ta rzekomo urodziła się w 1945 roku, w rzeczywistości jest znacznie młodsza. Dostępne publicznie informacje wskazują, że najpewniej urodziła się w 1970 roku. Ta rozbieżność rodzi pytanie, czy Przysięgły nr 15 został odpowiednio zweryfikowany przez sąd, by móc służyć w ławie przysięgłych" - wskazują autorzy wniosku dodając, że "werdykt nie został poparty wystarczającymi dowodami".
Amber Heard nie ma pieniędzy na odszkodowanie dla Deppa?
Heard, która już wcześniej zapowiadała wniesienie apelacji, stara się za wszelką cenę uniknąć wypłacenia eksmężowi sowitego odszkodowania. Prawniczka aktorki ujawniła w jednym z wywiadów, że jej klientki zwyczajnie nie stać na uiszczenie tak dużej kwoty. A gdyby do apelacji doszło, gwiazda musiałaby najpierw owe zadośćuczynienie zapłacić. Wnioskowanie o nieważnienie wyroku zdaje się więc najkorzystniejszym dlań posunięciem.
W oświadczeniu opublikowanym tuż po ogłoszeniu werdyktu gwiazda "Aquamana" podkreśliła, że jest on ciosem wymierzonym nie tylko w nią, ale i inne ofiary przemocy domowej, które odtąd będą się bały ujawniać nazwiska swoich oprawców. "Jestem przerażona tym, co to oznacza dla innych kobiet. Cofnęliśmy się do czasów, gdy kobieta, która odważyła się zabrać głos, została natychmiast publicznie zawstydzona i upokorzona. Idea, według której przemoc wobec kobiet należy traktować poważnie, została właśnie unieważniona" - skwitowała wówczas aktorka.
Więcej newsów o filmach, gwiazdach i programach telewizyjnych, ekskluzywne wywiady i kulisy najgorętszych premier znajdziecie na naszym Facebooku Interia Film