Alan Parker: Szlachectwo zobowiązuje

Wielki brytyjski reżyser Alan Parker był ostatnim gościem Warszawskiego Festiwalu Filmowego. Jego wizyta miała charakter symboliczny. Parker nie nakręcił ostatnio żadnego filmu, jednak jego "Ptasiek" zwyciężył w pierwszym głosowaniu publiczności warszawskiej imprezy w 1997 roku. W Warszawie Parker uświetnił projekcje swych dwóch klasycznych filmów: "The Wall" oraz "The Commitments". Specjalnie dla portalu INTERIA.PL brytyjski mistrz opowiedział o swych filmowych fascynacjach.

W swym dorobku Parker ma tak różnorodne filmy jak muzyczny obraz "The Wall", voodoo thriller "Harry Angel" czy filmową operę "Evita".

Reklama

- Zawsze starałem się robić różne rzeczy. Rozpocząłem zabawę z filmem od dwóch tak różnych filmów, że w pewnym sensie stało się to dla mnie wyzwaniem. Pomyślałem, że tylko w ten sposób będę mógł uzyskać twórczą świeżość- robić za każdym razem zupełnie inny film - powiedział reżyser "Ptaśka".

- Krytycy filmowi lubią takie generalizacje, uwielbiają wrzucać reżyserów do przegródek, bo to im ułatwia sprawę. Zawsze starałem się uniknąć zaszufladkowania. Poza tym nie umiałbym w kółko opowiadać o tym samym i w ten sam sposób, bo zanudziłbym się na śmierć - dodał Parker.

Mistrz dodał, że nie ma nabożnego stosunku do swojej twórczości. Przyznał też, że zawsze sprawia mu problem wskazanie swojego ulubionego obrazu.

- Zazwyczaj gdy udzielam wywiadów staram się promować swój ostatni film, więc odpowiadam, że moim najlepszym filmem jest ten ostatni - powiedział Parker.

- Ale tak poważnie, to bardzo trudno jest mi wskazać mój ulubiony film. Bardzo lubię "Shoot the moon", który odniósł najmniejszy sukces ze wszystkich moich filmów, a który prawdopodobnie jest najlepszym obrazem jaki zrobiłem - przyznał Parker.

Brytyjczyk swoją karierę rozpoczął w latach 60. od realizacji reklamówek dla telewizji, których nakręcił około 500.

- W latach 60. i 70. brytyjski przemysł filmowy był dosyć depresyjny. Robienie reklam było jedynym sposobem na jakąkolwiek pracę filmową. W ten sposób ja i Riddley Scott mogliśmy uczyć się kina - realizując reklamówki telewizyjne - wspomniał swoje początki Parker.

- Teraz każdy robi reklamówki, w tamtych czasach nie było to takie cool, nie byłeś traktowany jak poważny reżyser. Gdybym je robił do dziś, na pewno byłbym o wiele bogatszym człowiekiem - zaśmiał się angielski twórca.

Parker dosyć tradycyjnie podchodzi do systemu kinematograficznego. Zapytany o przyszłość kina, związaną z technologią cyfrową odparł, ze nigdy nie zrealizował filmu cyfrową kamerą i nie bardzo rozumie, co oznacza termin "digital technology". Przyznał, że nie spotkał się nigdy z twórczością polskiego reżysera Lecha Majewskiego, który swój ostatni film "Ogród rozkoszy ziemskich" zrealizował w całości w technice cyfrowej.

- Musiałem go przeoczyć - wymamrotał Parker.

Sir Alan dość dobrze zna za to twórczość brytyjskiego reżysera Kena Loacha.

- Darzę Loacha wielkim podziwem, zresztą to u jego boku zaczynałem karierę filmową. Nadal uwielbiam to co robi. Jego filmy przybliżają mnie do poznania drugiego człowieka i nie znam innego reżysera na świecie, który robi to tak perfekcyjnie jak Loach - powiedział na zakończenie Parker.

Zobacz galerię zdjęć z Warszawskiego Festiwalu Filmowego!

Tomasz Bielenia, Warszawa

Dowiedz się więcej na temat: filmy | film

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje