"Aktorki Wajdy": co to było za spotkanie
Zaczęło się od artykułu. Parę miesięcy temu, w związku z rokiem Wajdy, napisałem esej o "Aktorkach Wajdy", o najważniejszych kreacjach kobiecych w jego kinie. W konkluzji tego tekstu napisałem:
"Rzecz znamienna, Wajda, którego tyle razy nazywaliśmy mistrzem kina zaangażowanego, politycznego, męskiego - niemal w każdym filmie z psychologiczną prawdą portretował kobiety. Znamy ich imiona i biografie, znamy nazwiska aktorek, które - dzięki kinu Wajdy - zagrały role swojego życia. Czas poznać także Andrzeja Wajdę: Reżysera kobiet".
Mój esej przeczytała Kafka Jaworska, dyrektorka toruńskiego Tofifestu, i zaproponowała mi przygotowanie sekcji dedykowanej kobiecym rolom w kinie Andrzeja Wajdy. Przyjąłem tę propozycję z entuzjazmem [przy okazji stała się ona częścią projektu Festiwalu Polskich Filmów Fabularnych w Gdyni "50 na 51" - red.].
Przez cały tydzień odbywały się w Toruniu pokazy filmów Wajdy z wyrazistymi portretami kobiecymi, a 2 lipca w wypełnionej po brzegi sali "Jordanek" międzypokoleniowe spotkanie "Aktorek Wajdy".
Wzięły w nim udział - Emilia Krakowska (Malina w "Brzezinie", Gitla w "Ziemi obiecanej", Marysia w "Weselu", Wanda w "Bez znieczulenia", artystka w "Smudze cienia"), Grażyna Szapołowska (Telimena w "Panie Tadeuszu", Ewelina w "Nocy czerwcowej"), Agata Buzek (Klara w "Zemście", Aktorka w spektaklu "Aktorzy przyjeżdżają") oraz Alicja Bachleda-Curuś (Zosia w "Panu Tadeuszu"). W rozmowie na scenie wzięła też udział Joanna Łapińska, dyrektorka artystyczna Festiwalu Polskich Filmów Fabularnych w Gdyni.
Tego wieczoru, podczas blisko dwugodzinnego spotkania, usłyszeliśmy wiele pięknych historii, część z nich postanowiłem zapisać, ocalić.

Emilia Krakowska
"Staram się tak żyć i tak pracować, jakby Andrzej wciąż z nami był.
Zaczęło się od Iwaszkiewicza, od "Brzeziny". Telefon od Basi Pec-Ślesickiej. "Emilka, czytaj Iwaszkiewicza, jutro zdjęcia próbne".
Spotkanie z Wajdą, tamto pierwsze, kolejne. Jego wzrok, zmysł obserwacji. Jego dar.
Potem słyszałam wiele razy: "Zagraj mi jak u Wajdy". Odpowiadałam wtedy: "To sobie przeklej, jak chcesz tak samo, jak tak mogłam zagrać tylko u niego".
Grażyna Szapołowska
"Paszport Orła Białego. Kimś takim był Wajda. I nikt mu Orła Białego nie odbierze. Ja, wbrew pozorom, byłam raczej nieśmiała. Nie walczyłam o role, same przychodziły. Ale kiedy dowiedziałam się, że Wajda zabiera się za "Pana Tadeusza", ten raz jeden postanowiłam zawalczyć. Byłam wtedy w nie najlepszej formie, świeżo po powrocie ze Stanów Zjednoczonych, gdzie właściwie nie pracowałam jako aktorka, miałam depresję, trochę posypało mi się zdrowie. A czułam, że Telimena to jest rola dla mnie, ja to wiedziałam.
Najpierw dowiedziałam się, że chociaż obsada została już wybrana, nie podpisano jeszcze umowy, jeszcze są szanse. Dzwoniłam, przekonywałam, że powinnam zostać zaproszona na zdjęcia próbne. I tak się stało. To było zawodowe spotkanie, które zapamiętuje się na całe życie. Po zakończeniu zdjęć usłyszałam od reżysera: "Pani nie zagrała Telimeny, pani nią była".
Agata Buzek
"Kiedy słuchałam pani Emilii, pani Grażyny, pomyślałam, że to jest dla nas wielkie szczęście, że jesteśmy w ekskluzywnym klubie aktorek Andrzeja Wajdy.
I że ja to wielkie szczęście miałam również. Po naszym spotkaniu w "Zemście", Andrzej Wajda bardzo chciał ze mną pracować. To się ciągle nie udawało. Miałam zagrać w "Katyniu", ale zmienił się scenariusz, zagrałam drugoplanową rolę w "Wałęsie", ale ta postać została usunięta w montażu.
Po "Rewersie" otrzymałam od Andrzeja Wajdy list, w którym pisał, że bardzo mnie szanuje, ale nie może znaleźć dla mnie roli. Zasugerował, żebym może sama poszukała jakiegoś tekstu. Odpisałam jednym wyrazem - tytułem wybitnej powieści Tadeusza Konwickiego - "Bohiń". Że to jest materiał dla mnie. Wajda odpisał - bo on nie dzwonił, lecz do wszystkich pisał odręcznie listy - że zgadza się z tym, ale nie jest w dobrych stosunkach z Tadeuszem Konwickim (pisarz żył jeszcze wtedy), i że to się raczej nie uda. Żałuję, że tego marzenia nie udało nam się zrealizować, ale i tak czuję się bardzo wyróżniona, że mogłam pracować z Wajdą, że jestem dzisiaj z Wami".

Alicja Bachleda-Curuś
"Z mojej perspektywy, to wszystko wygląda jak bajka. Kiedy trafiłam na casting do "Pana Tadeusza", miałam czternaście lat, grając Zosię - piętnaście, kiedy film wchodził na ekrany kin, byłam szesnastolatką. Wszystko pamiętam dokładnie, to było po egzaminach do liceum. Znałam na pamięć fragmenty "Pana Tadeusza", może to zaciekawiło Wajdę? Pierwszy, drugi i trzeci etap castingów. A potem czarodziejski czas, kiedy znalazłam się na cudownym planie filmowym, wśród tylu aktorskich legend.
Pamiętam, że w pierwszym dniu zdjęciowym, poinformowano mnie, że aktorzy mają specjalne busy, w których mogą odpocząć, przygotować się do ujęcia. Ja byłam wtedy kompletnie zielona. Weszłam do takiego autobusu (kampera), rozłożyłam swoje rzeczy, kosmetyki jakieś, książki, położyłam się. Patrzę, a tam wchodzi Andrzej Wajda. Mnie się po prostu pomyliły kampery i zamiast do swojego, przyszłam do kampera reżysera. Ale się nie obraził".
Emilia Krakowska
"Miał tę rzadką cechę, że potrafił przyznać się do błędu. Kręcimy "Bez znieczulenia", gram dentystkę. W gabinecie, na fotelu, siedzi Zbyszek Zapasiewicz, mój profesor ze szkoły teatralnej. A musicie państwo wiedzieć, że zaglądanie komuś do gardła to jest odkrywanie najtajniejszej intymności. Ja się tego bałam, wstydziłam. I to się chyba udzielało. Wajda w każdym razie nie był zadowolony. Dubel, dubel, wciąż źle. W korytarzyku mieszkania, w którym kręciliśmy, stał telefon stacjonarny. Słyszę jak Wajda krzyczy do jego legendarnej kierowniczki produkcji, Basi Pec-Ślesickiej: "Basiu, Emilka jest nie do wytrzymania. Źle, wszystko źle, co ja zrobiłem". Byłam tym tak zdenerwowana, że po zdjęciach przez pół godziny siedziałam nieruchomo w samochodzie, zanim wróciłam do domu.
Mijają miesiące, spotykamy się przy jakiejś okazji, Wajda bierze mnie na stronę i przeprasza. Mówi: "Emilka, ja na ciebie tak wtedy nakrzyczałem, a ty się przecież podobasz, wszyscy mi mówią, że ty się podobasz dziewczyno, to ty miałaś rację, nie ja".
Taki był. I to właśnie była jego wielkość.
Grażyna Szapołowska
"Wyczuwał kobiety, potrafił z nami pracować. Nie tylko Wajda zresztą. Czasami zapominamy, jakie wtedy powstawały w polskim kinie cudowne portrety kobiece. Przecież ja się uczyłam aktorstwa, patrząc na wielką Emilię Krakowską, patrząc na jej Jagnę w "Chłopach". Kreacja perfekcyjna, doskonała.
Wracając do Wajdy, do "Pana Tadeusza". Kluczowy, rytmiczny monolog Telimeny. Wszyscy to pamiętamy. Mam poczucie, że tym monologiem wygrałam casting. Czekam więc na tę swoją wielką scenę na planie. Mija tydzień, drugi, nie ma. W końcu odważyłam się podejść do mistrza, zapytać, kiedy to będziemy kręcić. Wtedy Wajda trochę mnie zbył: "E tam, takie rusycyzmy, nie będziemy tego robili". Załamałam się, ale takie jest właśnie aktorstwo. Ostatni dzień zdjęciowy. Mówię: "Niech mi pan pozwoli to zagrać". Wajda: "No, dobrze". Zrobiłam próbę. Z operatorów został wtedy już tylko Paweł Edelman. Podczas próby monolog, który miał w założeniu trwać siedem minut, powiedziałam w dwie i pół. No, dobrze, próba była, teraz ujęcie. Wajda na to: "Nie, nie ma potrzeby, to już mamy". W filmie, jak pamiętamy, wyszło to świetnie. Usłyszałam po premierze od Andrzeja: "Ja zawsze wiedziałem, że bez tego monologu nie ma filmu".
Alicja Bachleda-Curuś
"Pamiętam Wajdę z notesikiem. Ciągle rysował, ciągle coś szkicował. Był malarzem i tę malarskość widać w każdym filmie. To się czuje.
Kiedy zdecydowałam się na aktorstwo, i marzyłam o tym, że spróbować podjąć studia w Nowym Jorku, zapytałam o zgodę mojego mentora, pana Wajdę, dał mi pełne błogosławieństwo.
Podejrzewam, że gdyby powiedział mi wtedy: "nie jedź", zrobiłabym to. Posłuchałabym go".

Agata Buzek
"Był dla mnie wzorem artysty. Esencją bycia artystą. Artysta to ktoś taki, kto nie odpycha od siebie spraw trudnych, ważnych, także bolesnych. I taki był Wajda".
Grażyna Szapołowska
"Często przestrzegał przed tym, żebyśmy jako środowisko, jako Polacy, nie dali się podzielić. Jeżeli dzielimy się, przestajemy istnieć. Mam przygnębiające poczucie, że to się właśnie dzieje. Dzielimy się coraz bardziej".
"Jeszcze jedno wspomnienie. Hotel w Orłowie, Wajda już schorowany, z balkonikiem chodził. Miałam pokój na pierwszym piętrze, widzę, podjeżdża samochód, wysiada kierowca, z bagażnika wyjmuje balkonik, pomaga Andrzejowi Wajdzie wysiąść. I zobaczyłam mojego reżysera, pochylonego, ale jakoś szczególnie pięknego. Pomyślałam wtedy i zastanawiające, że po latach pamiętam tę myśl, że oto wysiadł "orzeł z podciętym skrzydłem". Tak go ujrzałam. Orzeł z podciętym skrzydłem. Ale Orzeł".












