Michael J. Fox prawie nie wystąpił w "Powrocie do przyszłości"
Michael J. Fox był pierwszym wyborem do roli Marty'ego McFly'a w kultowej komedii science fiction "Powrót do przyszłości" z 1985 roku. Jednak aktor był zobowiązany do występu w sitcomie "Family Ties". Jego producenci nie pozwolili mu na opuszczenie planu. Postać Foxa była kluczowa dla sukcesu serialu i nie chcieli, żeby była nieobecna nawet w jednym odcinku.
W związku z tym Robert Zemeckis musiał wybierać między C. Thomasem Howellem i Erikiem Stoltzem. Zdecydował się na tego drugiego z racji jego roli w "Masce". Aktor był na planie "Powrotu do przyszłości" przez pięć tygodni. Zemeckis nie był jednak zadowolony z jego występu. Marty miał być postacią komediową. Tymczasem Stoltz grał postać dramatyczną. W dodatku na planie nie wychodził z roli i kazał mówić do siebie Marty, co irytowało członków ekipy i obsady. W scenie bójki z granym przez Thomasa F. Wilsona Biffem nie markował ciosów, mimo próśb, by nie wkładał w nie całej siły.

Zemeckis i pomagający mu w produkcji Steven Spielberg doszli do wniosku, że aktora należy zastąpić. Prace na planie trwały, ale niektórzy zwrócili uwagę, że scenografia nie była demontowana, a kolejne sceny realizowano bez rejestrowania twarzy Marty'ego. Reżyser skontaktował się ponownie z producentami "Family Ties". Fox otrzymał pozwolenie na pracę przy "Powrocie do przyszłości", o ile serial pozostanie dla niego priorytetem. Młody aktor przyjął rolę bez czytania scenariusza.
Stoltz został zwolniony po pięciu tygodniach zdjęć. Zemeckis opisał to jako najtrudniejszy moment swej kariery. Aktor otrzymał pełne wynagrodzenie, a ponowna realizacja wszystkich scen z jego udziałem - w tym przybycia Marty'ego do 1955 roku i jego powrót do 1985 roku - zwiększyła budżet o 4 miliony dolarów.
Od stycznia do kwietnia 1985 roku Fox pracował za dnia na planie "Family Ties", a wieczorem wyruszał kręcić "Powrót do przyszłości". Czasem spał tylko trzy godziny dziennie, a zatrudnieni przez wytwórnię kierowcy dosłownie zanosili go z samochodu do łóżka. Aktor opisał ten czas jako wykańczający, ale zaraz dodawał, że film był wart tego wysiłku. "Powrót do przyszłości" okazał się najbardziej dochodową produkcją sezonu i doczekał się dwóch sequeli. Fox powtórzył w nich rolę Marty'ego.

Michael J. Fox i jego kariera po diagnozie
Na planie filmu "Doc Hollywood" z 1991 roku Fox zaczął skarżyć się na ból w ramieniu i drganie małego palca. Badania wykazały, że są to wczesne oznaki choroby Parkinsona -nieuleczalnego schorzenia neurologicznego. Objawia się ono stopniowym pogorszeniem sprawności ruchowej, zaburzeniami postawy ciała i spowolnieniem reakcji. Szczególnie dotkliwym skutkiem choroby okazały się dla Foxa problemy z pamięcią krótkotrwałą.
Lekarze powiedzieli aktorowi, że za kilka lat nie będzie mógł pracować. Fox popadł w depresję, a ukojenia szukał w alkoholu. W 1992 roku udał się na terapię i przestał pić. Kontynuował pracę w filmach i telewizji. Szczególnie dobrze przyjęto jego występ w sitcomie "Spin City", który rozpoczął się w 1996 roku. Wcielił się w zastępcę burmistrza Nowego Jorku, który ma problem z rozdzieleniem swojego życia zawodowego i prywatnego. Za swoją rolę otrzymał nagrodę Emmy i trzy Złote Globy.
W 1998 roku ogłosił publicznie, że zmaga się z chorobą Parkinsona. W 2000 roku jej objawy zaczęły na tyle utrudniać mu pracę nad "Spin City", że w finale czwartego sezonu opuścił obsadę serialu. Jego zastępcą na kolejne dwa lata został Charlie Sheen. W tym samym roku Fox założył fundację swojego imienia, która skupia się do dziś na badaniach nad chorobą Parkinsona.

Dla tej roli Michael J. Fox wrócił z emerytury
W następnych latach Fox pojawiał się gościnnie w popularnych serialach, między innymi "Pohamuj entuzjazm" i "Żonie idealnej". Nie bał się ukazywać różnych obliczy swej choroby, a nawet żartować z niej. W "Pohamuj entuzjazm" wcielił się w fikcyjną wersję swej osoby, która tłumaczy się ze wszystkiego Parkinsonem. Z kolei w "Żonie idealnej" zagrał prawnika, który wykorzystuje swą chorobę, by zdobyć sympatię sędziów i przysięgłych.
W 2020 roku aktor ogłosił, że przechodzi na emeryturę. Podjął tę decyzję z powodu problemów z pamięcią, które doskwierały mu na planie "Sprawy idealnej". Jednak w rozmowie z "Entertainment Tonight" kwietnia 2024 roku zdradził, że chętnie pojawiłby się jeszcze raz przed kamerą. "Rozważyłbym powrót do aktorstwa, gdyby zaproponowano mi rolę, która przedstawiałaby mój świat, moje wyzwania, gdyby udało się rozgryźć, jak to połączyć" - zdradził.

Okazja pojawiła się ze sprawą trzeciego sezonu "Terapii bez trzymanki", serialu współtworzonego przez Billa Lawrence'a, z którym Fox spotkał się na planie "Spin City". Aktor wcielił się w Gerry'ego, chorego na Parkinsona, którego u lekarza spotyka także zmagający się z chorobą Paul (Harrison Ford). "Michael jest wielkim rzecznikiem osób zmagających się z parkinsonem i zebrał na badania nad nim więcej pieniędzy niż ktokolwiek na świecie. [...] Choroba odcisnęła na nim swoje piętno. Jednak jego żywotność, inteligencja, wartość jako człowieka są niespotykane. Jest inspiracją dla nas wszystkich" - mówił o koledze z planu Ford.
Fox był także zachwycony ze swojego powrotu do aktorstwa. W rozmowie z portalem "People" przyznał, że jeśli zostanie zaproszony do udziału w czwartym sezonie, zgodzi się bez wahania. "Kocham Billa Lawrence'a i cieszę się, że serial odniósł sukces. Praca z tymi aktorami to wspaniały czas" - wyznał. Nie szczędził także dobrych słów pod adresem Forda. "Ja nie muszę przekonać Harrisona, że mam parkinsona. To on musi przekonać mnie, że też na niego cierpi. I robi to. Jest genialny. Patrzy na świat w ten sam sposób jak ja. Ukazanie objawów, których sam nie czujesz, to trudne zadanie. Ja nie wiem, że się trzęsę. Nie wiem, że tracę równowagę. Nie wiem, czy się potykam. Ty to wiesz, ale ja nie" - tłumaczył.










