Reklama

40 lat minęło...

Daniel Olbrychski - jeden z najbardziej znanych polskich aktorów filmowych i teatralnych - obchodzi w sobotę 40. rocznicę debiutu teatralnego.

Olbrychski urodził się 27 lutego 1945 r. w Łowiczu. Dzieciństwo spędził w Drohiczynie na Podlasiu i w Warszawie. W latach 1963-1964 był związany z Teatrem Młodzieżowym TVP.

Reklama

Podjął studia aktorskie w warszawskiej PWST, ale przerwał je, ponieważ w tym samym czasie rozpoczął karierę filmową. Na pierwszym roku studiów Olbrychskiego odkrył reżyser Janusz Nasfeter, powierzając mu jedną z głównych ról w swoim filmie wojennym "Ranny w lesie" (1963), partyzanckiej balladzie.

Dwa lata później na 20-letniego Olbrychskiego zwrócił uwagę Andrzej Wajda. W efekcie młody aktor zagrał główną rolę - Rafała Olbromskiego - w Wajdowskiej ekranizacji "Popiołów" Stefana Żeromskiego. Tak rozpoczęła się wieloletnia współpraca Olbrychskiego i Wajdy.

"Popioły" przyniosły Olbrychskiemu wielką popularność w Polsce i otworzyły mu drzwi do kariery. "Nie miałem kompleksów, uważałem, że mi to się należy, że to naturalne. (...) Niebywałe szczęście, że mnie tak wyniosło. Wielu robiło z Wajdą filmy, ale nie wszystkim kariera ułożyła się w tak zawrotnym tempie" - wspominał po latach ("Gala", nr 14-15/2007).

Kolejną filmową rolę Olbrychski wykreował u Janusza Morgensterna, w dramacie psychologicznym "Potem nastąpi cisza" (1965) - o losach byłych partyzantów Armii Krajowej.

W 1966 r. wystąpił w "Bokserze" Juliana Dziedziny. W obsadzie tego filmu był też "czarodziej ringu" Leszek Drogosz - wybitny polski bokser, podopieczny Feliksa Stamma, brązowy medalista z olimpiady w Rzymie. Konsultantem na planie filmu Dziedziny był legendarny trener "Papa" Stamm. Wysportowany Olbrychski zagrał tam główną rolę - utalentowanego boksera Tolka Szczepaniaka.

W życiu prywatnym Olbrychski także pasjonuje się boksem. "Lubię pooglądać dobry boks, ale jeszcze bardziej lubię kilka razy w tygodniu spotkać się na ringu z moimi przyjaciółmi, wybitnymi polskimi bokserami, trenerami, np. Jurkiem Rybickim czy Leszkiem Drogoszem. Niedawno powiększyłem dom i zrobiłem w nim specjalną salę bokserską. Każdego dnia spędzam w niej kilka kwadransów. Oprócz tego pod okiem trenerów poprawiam technikę" - mówił w 2006 r. w wywiadzie dla "Dziennika Zachodniego" (nr 286/08.12).

Wiele filmowych ról Olbrychskiego wymagało dużej sprawności fizycznej. "Widzom sprawiało przyjemność, że robię wszystko bez dublerów. Producenci byli szczęśliwi, że nic mi się nie stało i nic nie niszczyłem, a partnerzy byli szczęśliwi, że nigdy nikogo z nich nie skrzywdziłem, bijąc się czy fechtując z nimi. Uprawiam wiele dyscyplin. Grałem na przykład w hokeja wyczynowo, co przydało mi się w filmie niemieckim przed blisko 20 laty" - wspominał aktor (jw.).

Kolejny reżyserem, który zaproponował mu współpracę, był Stanisław Bareja - w 1966 r. Olbrychski wystąpił w jego komedii "Małżeństwo z rozsądku", partnerując Elżbiecie Czyżewskiej.

Rok później zagrał w "Jowicie" Morgensterna, ekranizacji znakomitej powieści Stanisława Dygata pt. "Disneyland". W obsadzie filmu byli też m.in. Barbara Kwiatkowska, Kalina Jędrusik i Zbigniew Cybulski. Olbrychski wcielił się w głównego bohatera, Marka Arensa - młodego, bardzo zdolnego i popularnego lekkoatletę. Marek odnosi sukcesy, ludzie wiążą z nim wielkie nadzieje; on sam nie czuje jednak pasji do sportu. Pewnego dnia na balu maskowym poznaje dziewczynę, która przedstawia się jako Jowita. Od tamtej chwili, choć związany z inną kobietą, rozsądną i poważną Agnieszką, Marek nie może przestać myśleć o Jowicie. Zaczyna jej szukać.

Pod koniec lat 60. Olbrychski wykreował także dwie głośne role u Wajdy - we "Wszystko na sprzedaż" (1968) - filmie inspirowanym biografią Zbyszka Cybulskiego, i w "Polowaniu na muchy" (1969), do którego scenariusz napisał Janusz Głowacki.

W 1969 r. zagrał Azję Tuhaj-Bejowicza w "Panu Wołodyjowskim" Jerzego Hoffmana. Role w ekranizacjach Sienkiewiczowskiej Trylogii, w reżyserii Hoffmana, przyniosły mu jeszcze większą popularność. W 1974 r. wystąpił w nominowanym do Oscara "Potopie" - jako Andrzej Kmicic, a wiele lat później, w 1999 r., w "Ogniem i mieczem" - jako Tuhaj-Bej.

Najwięcej wybitnych filmowych ról Olbrychski wykreował jednak u Andrzeja Wajdy, m.in. w "Brzezinie" (1970), "Krajobrazie po bitwie" (1970), "Weselu" (1972), "Ziemi obiecanej" (1974) i 

"Pannach z Wilka" (1979).

Zagrał też m.in. w "Przedwiośniu" Filipa Bajona (2001), "Panu Tadeuszu" (1999) i "Zemście" (2002) Wajdy, "Starej baśni" (2003) Hoffmana i w "Persona non grata" (2005) Krzysztofa Zanussiego. 30 stycznia do polskich kin trafić ma nowy film z udziałem Olbrychskiego - komedia "Idealny facet dla mojej dziewczyny" w reż. Tomasza Koneckiego.

Olbrychski wystąpił ponadto w wielu filmach zagranicznych, m.in. w "Blaszanym bębenku" Volkera Schloendorffa (1979, RFN/Francja), "Jednych i drugich" Claude'a Leloucha (1981, Francja), "Nieznośnej lekkości bytu" Philipa Kaufmana (1987, USA) i serialu "Tajemnice Sahary" Alberto Negrina (1989, Wielka Brytania, RFN, Francja, Włochy, Szwajcaria, Hiszpania). Na planach zagranicznych filmów był partnerem wielu gwiazd, m.in. Isabelle Huppert, Liv Ullmann, Michaela Yorka, Andie MacDowell.

Olbrychski od lat fascynuje się kulturą rosyjską. Przyjaźnił się z tamtejszymi artystami, m.in. z Bułatem Okudżawą, Włodzimierzem Wysockim i Nikitą Michałkowem. W 1998 r. zagrał w filmie Michałkowa "Cyrulik syberyjski".

W 2007 r. otrzymał w Rosji prestiżową nagrodę Konstantego Stanisławskiego na 29. Międzynarodowym Festiwalu Filmowym w Moskwie - za "twórczy wkład w rozwój światowego kina i realizowanie w sposobie gry założeń aktorskiej metody Stanisławskiego" (wśród laureatów tej nagrody z lat wcześniejszych byli m.in. Meryl Streep i Jack Nicholson). Jak opowiadał w jednym z wywiadów, przy okazji odbierania tej nagrody spotkał się w Rosji z Władimirem Putinem. "Kiedy na zakończenie wręczyłem Putinowi przetłumaczoną na rosyjski moją książkę o Wysockim, on podziękował i dodał: Pana u nas nazywają polskim bratem Wysockiego" - wspominał Olbrychski ("Polityka", 2007, nr 28/14.07).

Pytany o fascynacje Rosją, tłumaczył: "Pochodzę z Podlasia, skąd zawsze było bliżej do wschodniej granicy i do naszych dawnych kresów. A wychowywany byłem na Mickiewiczu, Słowackim, Sienkiewiczu, czyli na naszej literaturze kresowej. Nie czułem nienawiści do Rosjan, mimo że dobrze znałem historię. (...) Wszystko wiedziałem. I o Katyniu, i o wojnie bolszewickiej, ale jednocześnie czytałem i podziwiałem książki wielkich rosyjskich pisarzy" (jw.).

Karierę teatralną Olbrychski rozpoczął sześć lat po swoim debiucie filmowym - 10 stycznia 1969 r. na scenie Teatru Narodowego w Warszawie zagrał Gustawa w "Ślubach panieńskich" Fredry, w reżyserii Władysława Krasnowieckiego. W ciągu 40 lat scenicznej kariery występował m.in. w teatrach warszawskich - Narodowym, Ateneum, Powszechnym, Polskim i Teatrze na Woli.

W Narodowym zagrał m.in. tytułowe role w "Hamlecie" Szekspira (1970) i "Beniowskim" Słowackiego (1971) - w obu przypadkach reżyserem był Adam Hanuszkiewicz. W Teatrze na Woli - Króla Leara w "Królu Learze" Szekspira w reż. Andrieja Konczałowskiego (2006).

Wykreował też wiele głośnych ról w Teatrze Telewizji. Grał np. Raskolnikowa w "Zbrodni i karze" Fiodora Dostojewskiego w reż. Andrzeja Łapickiego (1980) oraz tytułowe role w "Otellu" Szekspira w reż. Andrzeja Chrzanowskiego (1984) i w "Makbecie" Szekspira w reż. Krzysztofa Nazara (1988).

Olbrychski opowiada, że w okresie dzieciństwa i wczesnej młodości autorytetami byli dla niego nauczyciele w-f.

"Dzięki jednemu z nich zdałem maturę. Przez moją nieregularność, krnąbrność, chęć popisywania się - byłem takim klasowym błaznem - na półrocze w klasie maturalnej miałem pięć ocen niedostatecznych. Istniała absolutna pewność, że nie będę dopuszczony do matury. Ale lubiła mnie nauczycielka francuskiego (...) i właśnie ona z nauczycielem wuefu ręczyli za mnie swoimi głowami. Skoro się o tym dowiedziałem, zawziąłem się i brawurowo zdałem egzaminy. Głównym motorem mojej młodości było zdanie, że ja im pokażę!" - wspominał po latach ("Gala", nr 14-15/2007).

Przyznaje, że w szkole był "trudnym młodzieńcem". "Bywałem okrutny dla nauczycieli. Nie tak jak dzisiaj się słyszy, ale wyrzucano mnie za drzwi. Rozśmieszałem klasę, byłem niepokorny. Moi rodzice na wywiadówkach słuchali gorzkich słów. Gdyby nie zaufanie kilkorga nauczycieli, nie miałbym szans na maturę i moje życie potoczyłoby się zupełnie inaczej" - powiedział (jw.).

INTERIA.PL/PAP

Reklama

Dowiedz się więcej na temat: Daniel Olbrychski | Francja | 40 lat

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje