Reklama

10% spadek oscarowej widowni

Tegoroczną telewizyjną transmisję gali wręczenia nagród Amerykańskiej Akademii Filmowej oglądało o 10% mniej Amerykanów, niż w zeszłym roku. To drugi najgorszy wynik w historii. Gorzej było tylko w 2003 roku, kiedy to Oscara zdobył film Roba Marshalla "Chicago".

Tegoroczna transmisja zanotowała wskaźnik 40, co oznacza, że 40% całej telewizyjnej widowni oglądało właśnie Oscary. Przekłada się to na niecałe 28 milionów odbiorów. Dla porównania: w zeszłym roku transmisję obejrzało ponad 30 milionów telewidzów przy wskaźniku 43.

Reklama

Już dawno nie mieliśmy tak zbalansowanego podziału Oscarów. Aż cztery filmy - "Tajemnica Brokeback Mountain", "Miasto gniewu", "Wyznania gejszy""King Kong" - otrzymały po trzy statuetki i to była największa ilość Oscarów, która przypadła jednemu filmowi.

W sześciu najważniejszych kategoriach: film, reżyseria, oraz najlepsi aktorzy pierwszo- i drugoplanowi, statuetki przypadły sześciu różnym tytułom.

Nie przeszkodziło to jednak uznać film Paula Haggisa za zwycięzcę tegorocznych Oscarów, a "Tajemnicę Brokeback Mountain" obwołać jednym z największych przegranych. Największym pozostaje bowiem faworyt Grażyny Torbickiej - George Clonney ("Good Night, and Good Luck"), którego Oscar za najlepszą drugoplanową rolę męską w "Syrianie", został nazwany "nagrodą pocieszenia".

Polskiej widowni na pewno nie pomógł prowadzący galę Jon Stewart. Żarty popularnego komika oparte były bowiem na trudnej do przetłumaczenia w bezpośredniej transmisji grze słów. Kiedy więc George Clooney, Philip Seymour Hoffman oraz Steven Spielberg zwijali się ze śmiechu z dowcipów Stewarta, nam pozostało słuchanie usprawiedliwiających go komentarzy Macieja Stuhra.

INTERIA.PL

Reklama

Dowiedz się więcej na temat: widownia | \ Film | film

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje